Wróci stare rozwiązanie? Viktor Orbán zapowiedział, że "rząd nie pozwoli by ludzie byli okradani". Ma negocjować z sieciami handlowymi oraz przedsiębiorcami, by obniżali ceny. Jeśli tego nie zrobią, minister gospodarki ma wprowadzić ceny maksymalne na niektóre artykuły spożywcze - obiecał węgierski premier. Podobne regulacje stosowano w czasie największego kryzysu, kiedy dwa lata temu inflacja na Węgrzech przekraczała dwadzieścia procent.
Węgry w kryzysie: Właśnie przedsiębiorców oraz sieci handlowe Viktor Orban wskazał jako głównych winowajców inflacji, która od wielu miesięcy utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. Jest najwyższa w całej Unii Europejskiej, a w styczniu dobiła niespodziewanie do 5,5 proc. Węgierski premier zarzucił im, że nadmiernie podnieśli ceny produktów w ostatnich miesiącach, dlatego rozważa państwową interwencję. "To jest niedopuszczalne, to niszczy ludzi" - grzmiał. Zagroził, że jeżeli "maksymalna cena" nie wystarczy, Węgry mogą ograniczyć komercyjne zyski firmom.
Brak refleksji: Skąd tak zdecydowane zapowiedzi? Pod stopami Viktora Orbana zaczyna się palić grunt. Za rok wiosną na Węgrzech odbędą się wybory parlamentarne, a według obecnych sondaży Fidesz może je przegrać. Tym, co prowadzi w dół węgierski rząd, jest właśnie pogorszenie standardów życia i coraz wyższe ceny. Rządzący Węgrami i sam premier uważają jednak, że ich polityka jest słuszna i doprowadza do dobrych efektów. Z tej narracji wyłamał się niedawno szef węgierskiego banku centralnego. György Mátolcsy publicznie atakował politykę gospodarczą rządu, nieskończone wydatki, potężny deficyt budżetowy i silną regulację. Od marca nie będzie już prezesem. Zastąpi go Mihály Varga, który do końca ubiegłego roku był ministrem finansów.
Więcej o problemach gospodarczych Węgier przeczytasz w tym artykule: "Węgry w 'dramatycznej sytuacji'. Orban może stracić władzę. Czegoś takiego nie było od 15 lat".
Źródła: IAR, Next.gazeta.pl, mandiner.hu