Lekcja jak nie budować lotnisk: Ekspert uważa, że zasilanie tak lotniska z jednej podstacji elektrycznej samo w sobie tworzy "potężne ryzyko sabotażu". Bo choć za wcześnie jest, by określić, czy rzeczywiście mieliśmy do czynienia z sabotażem, to stacje elektryczne ze swojej definicji są narażone na ryzyko zwarcia. - To lekcja do odrobienia dla wszystkich innych konstruktorów lotnisk, w tym również tych, którzy budują CPK. Mam nadzieję, że przy jego projektowaniu będzie to uwzględniane tak, aby port też nie znalazł się w takiej sytuacji, niezależnie od tego, czy był to sabotaż, czy przypadkowy pożar - powiedział Sipiński.
Porażka Heathrow: Podobnego zdania co Sipiński jest Lord Philip Harris, szef niezależnej komisji do spraw gotowości na duże kryzysy. Jego zdaniem chaos spowodowany pożarem to porażka szefów lotniska. - Coś tak kluczowego dla brytyjskiej gospodarki, jak Heathrow powinno było mieć mechanizmy awaryjne, jeśli chodzi o zasilanie. Naprawdę tak bardzo polega na jednej podstacji? To porażka sama w sobie - oceniał w BBC. Szef Heathrow zapewniał, że mechanizmy awaryjne zadziałały, ale nie były w stanie samodzielnie dostarczyć energii potrzebnej całemu lotnisku.
Ruszyło śledztwo: Policja prowadzi dochodzenie w sprawie pożaru położonej półtora kilometra od Heathrow podstacji elektrycznej. Na razie Met Police podkreśla, że nie ma przesłanek, by zakładać, że był to terroryzm lub sabotaż. Straż pożarna informuje, że bada głównie stan instalacji elektrycznej. Brytyjski rząd śledztwo w tej sprawie zlecił krajowemu operatorowi systemu energetycznego. Tylko w piątek, w dniu pożaru, odwołano 1500 rejsów z Heathrow.
Więcej o awarii Heathrow przeczytasz w artykule "Potężny pożar w Londynie. Lotnisko Heathrow zamknięte. Na długo"
Źródła: Forsal.pl, IAR