We wtorek 29 kwietnia Donald Trump podpisał dwa nowe rozporządzenia, które miały odrobinę złagodzić bolączki producentów samochodów. Prezydent zgodził się, by mieli oni dodatkowo dwa lata na zwiększenie procentu krajowych komponentów, które są montowane w pojazdach produkowanych na terenie USA. Ma to być sposób na rekompensatę strat wynikających ze zwiększenia cła na importowane części samochodowe. Rekompensata w pierwszym roku (do kwietnia 2026 r.) ma wynosić 3,75 proc. całkowitej wartości pojazdu wyprodukowanego w USA, a następnie (do kwietnia 2027 roku) 2,5 proc.
Z opłat mają być również zwolnione pojazdy montowane w Stanach, w których udział amerykańskich części to przynajmniej 85 proc. Lutnick ogłosił również, że producenci uzyskają 15 proc. zwrotu kosztów importowanych części, które zdrożeją ze względu na cła. Mają także być zwolnienia z innych ceł, m.in. na stal oraz aluminium.
Amerykańska branża samochodowa nie jest zadowolona z wprowadzenia opłat w postaci 25 proc. ceł na importowane auta oraz części samochodowe (co ma wejść w życie 3 maja). Celem było zmuszenie producentów do przeniesienia produkcji na amerykańską ziemię. Jednak nawet najbardziej "patriotyczne" marki mają szerokie, międzynarodowe łańcuchy dostaw i produkcję silnie powiązaną z sąsiadującą Kanadą i Meksykiem.
Donald Trump udał się do stanu Michigan, gdzie swoje siedziby mają m.in. General Motors i Ford. W przeddzień wizyty i setnego dnia urzędowania poinformował, że wprowadzone rozporządzenia dają branży "małą ulgę". - Chcieliśmy im po prostu pomóc. Jeśli nie mogą zdobyć części, nie chcieliśmy ich karać - powiedział prezydent.
Grupa Autos Drive America (reprezentująca kilku znaczących zagranicznych producentów, jak Toyota Motor i Volkswagen) uznała, że nowe regulacje odrobinę pomogą, ale trzeba zrobić więcej. Tymczasem zmiana, jak poinformował Biały Dom, nie wpłynie na 25-procentowe cła nałożone na pojazdy zagranicznych marek, które do USA importuje się każdego roku w ilości 8 milionów sztuk.
Inaczej postrzega to Candace Laing, prezeska Kanadyjskiej Izby Handlowej. - Tylko zniesienie ceł przynosi realną ulgę. Ciągłe wzloty i upadki utrwalają niepewność, a niepewność odstrasza biznes zarówno w Kanadzie, jak i w USA - stwierdziła w oświadczeniu. W sektorze motoryzacyjnym są wyraźne wątpliwości. Pomimo wysokiej kwartalnej sprzedaży i zysku GM wycofał roczną prognozę oraz opóźnił zaplanowaną telekonferencję z analitykami, do momentu aż będą znane szczegóły obecnych zmian.
Równocześnie administracja Trumpa chwali się nową umową. Sekretarz handlu USA Howard Lutnick powiadomił, że osiągnięto porozumienie z "zagranicznym mocarstwem", które ma złagodzić wzajemne cła. Lutnick nie chce jednak podać nazwy państwa, twierdząc, że transakcja oczekuje na potwierdzenie przez tamtejsze władze. Trump wypowiedział się z kolei na temat Indii, ogłaszając, że "Indie idą świetnie. Myślę, że dojdziemy do porozumienia z Indiami". Te zapowiedzi, choć nie potwierdzone konkretami sprawiły, że wzrosły ceny akcji.
W trakcie 90-dniowej przerwy celnej planowane jest też zawarcie następnych 90 dwustronnych umów handlowych z kilkudziesięcioma krajami. Celem jest m.in. obniżenie wielkiego deficytu w handlu, który osiągnął rekordowy poziom w marcu i związany był z ogromnym wzrostem importu (wyprzedzającego wprowadzenie ceł). Nowe rozporządzenia mają złagodzić wcześniejsze agresywne posunięcia. Zwłaszcza że ogólne poparcie dla takiej polityki spada. Z najnowszego sondażu Reuters/Ipsos wynika, że jedynie 36 proc. respondentów zgadza się z działaniami Trumpa w kwestiach gospodarczych. To najniższy poziom poparcia nie tylko w tej, ale również poprzedniej kadencji.
Czytaj też:100 dni Trumpa. Prezydent USA "tonie" w sondażach i oskarża media: Oszuści
Źródła:Reuters, Motofakty