Do zdarzenia doszło na początku maja. Niemieckie służby dostrzegły u wybrzeży Kilonii podejrzanie zachowujący się statek HAV Dolphin. Jednostka pływała pod banderą Antigua i Barbadosu, a jej załogę stanowili Rosjanie. Jednocześnie w pobliżu okolicznej bazy wojskowej zauważono drony. Podczas kontroli nie znaleziono jednak na jego pokładzie takich urządzeń. W połowie miesiąca znów zauważono drony, tym razem nad niemieckim okrętem patrolowym Potsdam, który w tym czasie śledził rosyjski frachtowiec Lauga w niemieckiej wyłącznej strefie ekonomicznej. Drony podążały za okrętem patrolowym przez trzy godziny, aż do momentu, gdy znalazły się tuż przed wodami holenderskimi. Niemiecka policja nie była w stanie ustalić, czy drony pochodziły ze śledzonego statku, zwróciła się więc do celników w Belgii, gdzie zmierzał statek, o jego sprawdzenie. Tam również nie znaleziono żadnych dronów.
Niemieckie władze poinformowały o incydentach europejskie organy ścigania. Oba statki są od tego czasu ściśle monitorowane i oba zachowują się w nietypowy sposób. HAV Dolphin ostatni miesiąc spędził w kaliningradzkim porcie, w pobliżu bazy wojskowej. Jednostka tymczasowo wyłączyła obowiązkowy system śledzenia podróży AIS. To samo zrobiła załogi Laugi podczas podróży przez Morze Północne. Ponadto jak ustalono, wcześniej statek odwiedził rosyjską bazę morską w Syrii. Oba statki kontynuują swobodną żeglugę.
Zdaniem byłego oficera i marynarki i prawnika Nielssa Woudstra, incydenty te są kolejnym sposobem, w jaki Rosja prowadzi wojnę hybrydową. - Drony są proste, tanie, małe i łatwe do rozmieszczenia. Nietrudno ukryć je na dużym statku, a do tego prawo niespecjalnie je reguluje. Prawo morskie w ogóle o nich nie wspomina. Na pełnym morzu używać ich bez zezwoleń - mówi ekspert. Niemieckie służby od lat obserwują wzrost liczby dronów nad infrastrukturą krytyczną.
Czytaj też: Chcą zaprowadzić porządek na morzu. Jest sposób na "flotę cieni". Polska z ważną rolą
Źródła: Pointer