Ameryka Łacińska obfituje w zasoby kluczowe dla globalnej transformacji energetycznej. Zainteresowanie regionem wyrażają światowe potęgi, Chiny i Stany Zjednoczone, które starają się zabezpieczyć swoje łańcuchy dostaw. Główne wyzwanie? Wykorzystać to bogactwo bez pogłębiania nierówności społecznych i bez szkód dla środowiska.
Minerały te określane są mianem "krytycznych" ze względu na ich znaczenie dla kluczowych technologii - od samochodów elektrycznych i turbin wiatrowych po smartfony, satelity i systemy obronne - a także z powodu ograniczonej dostępności i ryzyk związanych z ich dostawami. Lista minerałów strategicznych różni się w zależności od kraju, w zależności od jego priorytetów technologicznych, przemysłowych czy wojskowych.
"W Unii Europejskiej, Chinach i Stanach Zjednoczonych istnieją wykazy pierwiastków uznawanych za strategiczne. Zmieniają się one wraz z postępem technologicznym" – tłumaczy Osvaldo Rabbia, badacz i profesor Instytutu Geologii Ekonomicznej Stosowanej na Uniwersytecie w Concepción w Chile, w rozmowie z Gazeta.pl. To elastyczna klasyfikacja - to, co jest krytyczne dla jednych, nie musi być takie dla innych.
Przejście na odnawialne źródła energii i digitalizacja zwiększają zapotrzebowanie na minerały. Pandemia COVID-19 i wojna w Ukrainie uwypukliły zależność krajów Zachodu od Chin, które dominują w dużej części łańcucha dostaw tych surowców. "Chiny kontrolują około 90 proc. rynku metali ziem rzadkich i posiadają blisko 40 proc. światowych rezerw tych pierwiastków" – mówi Rabbia. "Na przykład kontrolują german i gal, dwa kluczowe składniki układów scalonych, wykorzystywane w chipach, zielonych technologiach, komunikacji i zbrojeniach."
Wzrosła globalna konkurencja o dostęp do surowców - z Ameryką Łacińską jako jednym z głównych obszarów zainteresowania. "To swoisty wyścig - nie tylko o wpływy na świecie, ale również o kontrolę i monopol nad tymi zasobami. Te kwestie łączą się z niemal powszechnym konsensusem co do konieczności transformacji energetycznej oraz z polityką Chin i USA, które chcą wykorzystać kontrolę nad zasobami by umocnić swoją globalną pozycję" – mówi Camilo González Vides, profesor nauk politycznych i stosunków międzynarodowych na Papieskim Uniwersytecie Javeriana w Bogocie.
Chiny, mimo że dysponują własnymi zasobami, poszukują ich także poza swoimi granicami, by wesprzeć transformację energetyczną i modernizację wojskową. Poprzez Inicjatywę Pasa i Szlaku intensywnie inwestują w sektor wydobywczy, ograniczając dostęp konkurentom. Stany Zjednoczone odpowiadają strategią dywersyfikacji i zabezpieczania łańcuchów dostaw – z dala od wpływów Chin.
"Chińskie podejście jest bardziej komercyjne, amerykańskie – bardziej polityczne. Geopolitycznie USA działają bardziej agresywnie – wywierają presję nie tylko na rywali, ale również na sojuszników. W przypadku administracji Trumpa było to wręcz odwrócenie relacji: to nie USA szukały partnerów, lecz świat miał zabiegać o USA. Chiny natomiast prowadzą interesy, nie próbując narzucać wartości – siadają do stołu z lepszymi kartami" – komentuje González Vides.
Ameryka Łacińska odgrywa tu kluczową rolę. Region dysponuje znaczną częścią światowych rezerw surowców krytycznych. "Mamy niemal całą tablicę Mendelejewa, ale lit i miedź to nasze surowce-gwiazdy" – podkreśla Rabbia. Argentyna, Boliwia i Chile odpowiadają za 68 proc. światowych zasobów litu, a Peru i Chile – za 30 proc. rezerw miedzi. Argentyna planuje do 2030 roku znaleźć się wśród dziesięciu największych producentów miedzi na świecie.
Kolumbia ma koltan, Boliwia – cynę, Kuba – kobalt, Jamajka – boksyt, a Gwatemala – nikiel. Meksyk przoduje w srebrze, a Brazylia – z zasobami grafitu, żelaza, niobu i pierwiastków ziem rzadkich – to mineralna potęga.
Region przyciąga inwestycje z Indii, Australii, Kanady, Japonii, Arabii Saudyjskiej i Unii Europejskiej. Zachód coraz bardziej zwraca uwagę na tzw. traceability – możliwość prześledzenia pochodzenia surowców. "W Afryce często nie da się zweryfikować, czy nie dochodzi do pracy dzieci czy łamania norm środowiskowych. Europa, USA, Kanada i Australia muszą zapewnić konsumentów, że surowce powstały zgodnie z międzynarodowymi standardami" – mówi Rabbia.
Historia Ameryki Łacińskiej to kolejne cykle boomu surowcowego – ropa, platyna, guma, kawa, banany – bez realnego postępu w industrializacji. Jej zasoby były motorem rozwoju światowych potęg. Jak pisze Greg Grandin w książce America, América, surowce regionu były tak kluczowe, że sekretarz stanu John Foster Dulles stwierdził, iż "bez Ameryki Łacińskiej nie byłoby NATO". Churchill posunął się dalej: "Nie byłoby niczego".
Obecny boom może przynieść miejsca pracy i rozwój, ale również utrwalić stare schematy. "Obecne zainteresowanie mocarstw może doprowadzić do ponownej primaryzacji gospodarek Ameryki Łacińskiej, czyli powrotu do modelu eksploatacji surowców bez ich przetwarzania" – ostrzega González Vides. "Zmieniliśmy surowiec: już nie kawa czy ropa, lecz lit i miedź. Ale struktura zależności pozostaje ta sama". I dodaje: "Ameryka Łacińska nie dysponuje kapitałem ani infrastrukturą, by zerwać z tym modelem. Państwa regionu są kruche, niedoinwestowane, z deficytami usług publicznych i kapitału ludzkiego. Mocarstwa decydują się na outsourcing – eksportują surowce, ale zysk i przetwarzanie pozostają u nich".
Niektóre kraje – Meksyk, Chile, Boliwia i Dominikana – próbują zwiększyć udział państwa w sektorze wydobywczym lub wspiąć się wyżej w łańcuchu wartości, np. poprzez produkcję baterii. Chcą być nie tylko dostawcami surowców, ale też beneficjentami zysków. To jednak może zniechęcać inwestorów, którzy szukają bardziej liberalnych rynków.
A inwestycje są niezbędne. "Według CEPAL, Ameryka Łacińska to region świata z najniższym poziomem inwestycji" – zaznacza González Vides. "Tymczasem to właśnie inwestycje są konieczne, by zwiększyć wartość dodaną. Australia, mimo mniejszych rezerw, przewyższa nas pod względem wydobycia i przetwórstwa."
Bez zmian strukturalnych bogactwo dalej będzie wypływać, nie zmieniając lokalnych gospodarek. "Zyski z górnictwa, które zostają w kraju, to często tylko podatki. Reszta trafia do firm-matek. Poza tym wiele firm zagranicznych nie ma interesu, by rozwijać produkcję w Ameryce Południowej – bardziej opłaca im się to robić w Indiach czy Chinach" – zauważa Rabbia. Inwestycje rzadko są bezwarunkowe. "To biznes. Państwa muszą negocjować – co można odpuścić, a co musi znaleźć się w umowie" – mówi González Vides.
W tej całej układance kryje się sprzeczność: aby ograniczyć emisje, potrzebujemy więcej metali, ale ich wydobycie szkodzi środowisku. "Samochód benzynowy zużywa ok. 30 kg miedzi, hybrydowy – 45 kg, a elektryczny – 75–80 kg. Niezależnie od wszystkiego, górnictwo to podstawa transformacji energetycznej" – mówi Rabbia.
Zmiany klimatyczne to problem globalny. "Jedna planeta, wspólna odpowiedzialność. Nawet jeśli rozwiązania powstają głównie na globalnej północy, Ameryka Łacińska również na nich skorzysta" – dodaje. "Widać postęp – mimo konfliktów i wojen, technologia się rozwija. Żyjemy lepiej niż sto lat temu, choć kosztem środowiska. Jestem ostrożnym optymistą".
Na razie region nadal zmaga się z niskimi płacami, słabą infrastrukturą i zależnością technologiczną. Chiny i USA rywalizują, nie dzieląc się wiedzą. "Sprzedają nam samochód, ale nie system operacyjny" – mówi González Vides.
Ameryka Łacińska może stać się surowcowym supermocarstwem XXI wieku, ale musi zdecydować, czy chce być tylko dostawcą, czy aktywnym graczem. Wyzwanie jest ogromne. Potrzeba odpowiedzialnych inwestycji, silnych instytucji i długofalowej wizji rozwoju. "Czy region jest gotowy? W perspektywie krótkoterminowej – nie" – podsumowuje González Vides.
Czytaj też: Wielki kraj, cenne surowce i kluczowi sąsiedzi. Kazachstan mocniej wchodzi do globalnej gry