Krytyczne niedobory, a pensje nawet 20 tys. na rękę. Dlaczego nie ma spawaczy?

Maria Mazurek
- Z jednej strony mamy spawanie na hali, w komfortowych w miarę warunkach, a na drugim biegunie zawód spawacza podwodnego, który naprawia na przykład rurociągi, w trudnych, niebezpiecznych warunkach. I tam te kwoty są bardzo duże - mówi Piotr Skierkowski.
Spawanie (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

- Bardzo trudno jest nam znaleźć w Polsce spawaczy. Po pierwsze, za bardzo ich nie ma, a jeśli już się kandydat trafi, to często żąda bardzo wygórowanych stawek. Zatrudnilibyśmy nawet kilkudziesięciu i startowali w kolejnych przetargach, ale takich pracowników po prostu brakuje - mówi mi menedżer firmy budowlanej średniej wielkości.

Przed takim wyzwaniem staje wiele firm, z różnych branż. Rozmawiałam o nim niedawno z przedstawicielami polskiej fabryki MAN-a, części motoryzacyjnej potęgi z Niemiec (MAN należy do koncernu Volkswagen). - Problem z pozyskaniem spawaczy jeszcze parę lat temu był ogromny, dziś jest już lepiej - stwierdza Marta Kostecka, kierowniczka wydziału HR i członek zarządu MAN Truck & Bus Polska w Starachowicach.

Jest praca. Spawacz na wagę złota

Kilka lat temu zdiagnozowano tam kluczowe kompetencje, w których brakuje pracowników lub pracowników odpowiednio wyszkolonych. Wśród tych kompetencji znalazło się spawanie. Starachowicka fabryka autobusów MAN-a, nie mogąc pozyskać odpowiednich osób z rynku, postanowiła wyszkolić sobie spawaczy sama. Założyła wtedy swój pierwszy ośrodek kształcenia i doszkalania, w którym uczy się kilkuset przyszłych spawaczy. Na szkolenie zgłaszać mogą się też osoby z zewnątrz, w tym kobiety (i to się zdarza). 

MAN sobie poradził, ale to duża firma. Są i inne większe przedsiębiorstwa, które zakładają podobne przyzakładowe "szkoły". Dla mniejszych pracodawców to już trudne do wykonania i muszą pozyskiwać pracowników z rynku. - Problem nadal istnieje i można nawet powiedzieć, że z roku na rok narasta - potwierdza mi Piotr Skierkowski, ekspert rynku pracy ManpowerGroup. 

Osoby, które pamiętają kształcenie zawodowe sprzed lat, na wysokim poziomie, starzeją się i wypadają z rynku pracy, przechodząc na emeryturę. Nowych spawaczy kształci się obecnie bardzo mało, w dużej mierze odpowiedzialność za to kształcenie przejął biznes. Szkolnictwo zawodowe, zwłaszcza to średnie, mocno podupadło

- zauważa.

Ile można zarobić jako spawacz? 

Do szkolnictwa zawodowego jeszcze wrócimy, zostańmy na chwilę przy spawaczach i ich zatrudnianiu. Nie ma co ukrywać, że to ciężki zawód, praca w trudnych, czasem niebezpiecznych warunkach i niekoniecznie na hali produkcyjnej. Ale pensje bywają bardzo atrakcyjne - nawet ponad 10 tysięcy złotych netto. Tutaj dużo zależy od metody spawania, z jaką dany spawacz pracuje. 

- Z jednej strony mamy te metody najpopularniejsze, spawanie na hali, w komfortowych w miarę okolicznościach, a na drugim biegunie zawód spawacza podwodnego, który naprawia na przykład rurociągi, w trudnych, niebezpiecznych warunkach. I tam te kwoty są bardzo duże, mogą przekraczać 20 tys. zł na rękę. Spawanie stoczniowe też jest wysokopłatne  - mówi Piotr Skierkowski. Z jego doświadczenia zawodowego wynika, że tych najprostszych metodach firmy deklarują minimalne wynagrodzenie przy minimalnym doświadczeniu na 6 tys. zł brutto - ale pamiętajmy, że to na start. Doświadczeni spawacze mogą liczyć na kilka tysięcy złotych więcej.

Znalezienie dobrego spawacza, z wieloletnim doświadczeniem i znajomością mniej popularnych metod spawania na rynku polskim wymaga moim zdaniem dwucyfrowych kwot netto. Może nie górnych, ale jednak pięciocyfrowych, 10 tys. plus

- szacuje Skierkowski. 

Zobacz wideo Czego się uczyć, żeby mieć dobrą pracę? "Ważne są umiejętności i kompetencje"

Spawaczy ciężko znaleźć, bo jest ich mało - z powodów demografii oraz luki w szkolnictwie zawodowym. Ale także dlatego, że są wysysani z rynku do krajów Europy Zachodniej. W dużej mierze do Skandynawii, do branży energetycznej i stoczniowej, ale i innych krajów, jak Niemcy, gdzie przemysł stoczniowy też wciąż działa. A tam zarobki są znacznie, znacznie wyższe niż w Polsce. Jednak i taka rekrutacja bywa wyzwaniem dla pracodawców. - Szukamy spawaczy w Polsce także na kontrakty zagraniczne, w Europie Zachodniej, nawet w Skandynawii. I z tym też jest problem - mówi mi cytowany na początku tego tekstu budowlany menedżer.

Według Piotra Skierkowskiego, dobrzy spawacze nie muszą się martwić o szukanie pracy, raczej odmawiają kolejnych zleceń, bo mają kalendarz zapełniony ciekawymi projektami nawet na kilka lat do przodu. Ekspert zauważa, że o ile jeszcze kilkanaście lat temu w branżach charakteryzujących się sezonowością spawaczy zatrudniano jako pracowników tymczasowych, o tyle teraz często są to już mikro  lub mali przedsiębiorcy, realizujący projekty w ramach kontraktów B2B. 

Nie tylko spawacze. Zawody deficytowe

Problem jest zresztą nie tylko ze spawaczami. W starachowickiej fabryce MANa potrzebni byli dobrze wykwalifikowani lakiernicy, ale także pracownicy zajmujący się klejeniem, do tego elektrycy i elektromonterzy - takich, którzy mają kompetencje niezbędne dla motoryzacji nie kształci szkolnictwo zawodowe. MAN organizuje zatem i takie szkolenia, zarówno dla pracowników z firmy, jak i robiąc nabór z zewnątrz. Spawacz, ślusarz, automatyk, elektryk, elektromonter - to wszystko są zawody deficytowe.

Spawanie w zakładzie MAN w Starachowicach
Spawanie w zakładzie MAN w StarachowicachMateriały firmy

W tegorocznym raporcie ManpowerGroup "Niedobór talentów" wskazano, że 61 proc. pracodawców z branży przemysłu i surowców zadeklarowało wyzwania ze znalezieniem osób o odpowiednich umiejętnościach. W pierwszej piątce znalazły się umiejętności techniczne - w tym mieści się także spawanie. W energetyce i usługach komunalnych kłopoty z rekrutacją ma 58 pracodawców - tutaj  umiejętności techniczne są na miejscu trzecim, po analizie danych oraz pracach biurowych i administracji. 

- Jak pracodawcy radzą sobie z niedoborem talentów? W naszych badaniach 28 proc. pracodawców mówi wprost: będziemy zwiększać wynagrodzenia, żeby znaleźć odpowiednich pracowników, a 26 proc. chce podnosić kwalifikacje albo je zmieniać. Wiele firm otwiera też małe szkoły przyzakładowe, w których szkoli na przykład spawaczy dla siebie - mówi Piotr Skierkowski, potwierdzając kierunek, w którym poszedł polski oddział MAN Truck & Bus.

Kłopot ze szkołami

Kłopot ze szkolnictwem widać także w innych raportach. Aż 56 proc. Polaków uważa, że system edukacji nie przygotowuje ich do realiów rynku pracy - tak wynika z badania "Umiejętności jutra" przeprowadzonego przez Santander Bank. Raport dotyczył wprawdzie głównie "nowych" umiejętności, jak cyfryzacja i sztuczna inteligencja, ale problem mamy ze szkolnictwem zawodowym - i to problem potężny. Nie każdy musi, może ani powinien zostać ekspertem od AI. Wciąż potrzebujemy rzeszy ludzi do zawodów technicznych, których wykonywanie nie wymagania ukończenia studiów - ale też tej drogi nie zamyka, a wcześniej może dać atrakcyjne wynagrodzenie. 

Jeszcze kilka lat temu zawodówka była postrzegana jako szkoła negatywnego wyboru. To się bardzo zmieniło, coraz częściej na rozmowach rekrutacyjnych do klasy patronackiej dołączają do nas dzieci z bardzo dobrymi wynikami egzaminu ósmoklasisty, często mają gotową ścieżkę kariery - po tej klasie chcą iść do technikum i na studia 

- mówi Marta Kostecka z MAN Truck & Bus Polska w Starachowicach. Bo ta firma oprócz prowadzenia własnych szkoleń weszła we współpracę z lokalną szkołą branżową. Otworzono tam klasę patronacką dla zawodu elektromechanik pojazdów samochodowych. Uczniowie dwa razy w tygodniu mają praktyki w fabryce MAN-a. Klasy są kilkunastoosobowe, a chętnych bywa znacznie więcej niż miejsc. Wśród nich są dzieci osób już zatrudnionych w MAN. Przedstawiciele firmy przekazują, że zatrudnienie znajduje u nich ponad 70 proc. absolwentów tej klasy. 

Nie ma chyba za bardzo pomysłu i modelu na systemową reaktywację kształcenia technicznego. A to jest jedyna szansa na wypełnienie tej dużej luki na rynku pracy. Indywidualne działania pracodawców są punktowe i siłą rzeczy nastawione na ich własne potrzeby

- stwierdza ekspert ManpowerGroup. Ruch w dobrą stronę widać, choć jego zdaniem jest to ruch dość wolny, a szkolenie w zawodach technicznych trzeba wspierać i promować znacznie mocniej. - Warto byłoby mówić młodym ludziom, jak wygląda ryzyko związane z rozwojem technologii w tych zawodach. Wraz z postępem technologicznym, na przykład automatycy także będą potrzebni, być może nawet jeszcze bardziej. Warto też pokazywać, że po nauce zawodu w szkole branżowej czy technikum można zacząć od razu pracę, dobrze zarabiać, zdobyć doświadczenie, a jeśli się później okaże, że tacy pracownicy chcą się dokształcać, będą mogli pójść wyżej z edukacją. Na razie wciąż mamy powszechny bieg na studia, w tym po technikach - mówi Piotr Skierkowski. 

Szczególnie, że mowa o zawodach często deficytowych właśnie, gdzie z racji niedoborów siły roboczej wynagrodzenia mogą wyraźnie wzrosnąć. Na rządowej liście takich deficytowych zawodów na ten rok znaleźli się spawacze właśnie, ale także elektrycy, elektromechanicy i elektromonterzy, mechanicy pojazdów samochodowych i monterzy instalacji budowlanych.

W najbliższych latach tacy pracownicy będą jeszcze bardziej potrzebni. Polskę czekają ogromne przedsięwzięcia inwestycyjne, zasilane środkami finansowymi z Unii Europejskiej. I takich inwestycji "właściwie nie jesteśmy w stanie uniknąć" - tak mówił mi niedawno główny ekonomista Pekao SA. 

Będziemy zatem teraz na sterydach inwestycyjnych. To nie tylko transformacja energetyczna, ale także efektywność i ocieplanie budynków, dokończenie budowy dróg, kolej, w tym CPK, atom. My te inwestycje skrupulatnie od wielu miesięcy liczymy i w symulacjach wychodzi nam, że w 2030 roku sięgną okrągłej kwoty biliona złotych

- szacował Ernest Pytlarczyk.

To widzą także praktycy - firmy i eksperci rynku pracy. - Obronność, energetyka, infrastruktura transportowa, przemysł ciężki, w tym stoczniowy - wszędzie tutaj potrzebni są spawacze i będą coraz bardziej potrzebni w najbliższych latach. Robotyzacja niekoniecznie ma tutaj zastosowanie, bo często nie chodzi o prace w hali, przy linii produkcyjnej, zresztą roboty spawalnicze są bardzo drogie - mówi Piotr Skierkowski z ManpowerGroup. I podkreśla, że jednym z powodów tych niedoborów był wspomniany już wcześniej brak odpowiedniej promocji tego, że zawody takie jak spawacz, ślusarz, operator CNC, to są zawody dobre.

Jeśli ktoś myśli nad wyborem zawodu, a nie boi się ciężkiej pracy i ciężko pracując chciałby zarabiać bardzo dobre pieniądze i mieć zabezpieczoną możliwość zatrudnienia na wiele lat do przodu, to zawód spawacza jest nadal dobrym pomysłem. W branży IT dynamika zmian jest gigantyczna i wybierając dziś pracę w jednym z zawodów tej branży nie ma się pewności, że ta rola za trzy lata będzie potrzebna. A zaryzykuję stwierdzenie, że spawacz konstrukcji stalowych będzie wciąż przez lata jeszcze potrzebny i długo robot go nie zastąpi

- podsumowuje Piotr Skierkowski. 

Czytaj też: Jak wywalczyć podwyżkę? Te argumenty mogą być decydujące. "Znajdą zrozumienie"

Maria Mazurek
Więcej o: