100 miliardów złotych na minusie. I co teraz?

Maria Mazurek
Na pierwszy rzut oka może to wyglądać niepokojąco - nie minęła połowa roku, a deficyt budżetu przekroczył 100 mld zł. Po maju wyniósł ponad 108,29 mld. Rok temu w tym samym okresie to była połowa tej kwoty - 53 mld. Czy jest się czego bać? Nie - i wyjaśnimy dlaczego.
Minister finansów Andrzej Domański i premier Donald Tusk
Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Od stycznia do końca maja budżet państwa miał 223 miliardy złotych dochodów. W tym samym czasie wydatki wyniosły 331,3 miliarda. To znaczy, że mamy 108,3 miliarda złotych deficytu budżetu. Wszystkie te pozycje to ponad 1/3 planu założonego na ten rok (odpowiednio 35,2 proc., 36 proc. i 37,5 proc.).

"Groźny" wykres. Ale tylko na pierwszy rzut oka

W ujęciu 12-miesięcznym, czyli skumulowany deficyt za ostatnie 12 miesięcy wyniósł 266 mld zł. Wykres takiej sumy kroczącej pokazali ekonomiści Pekao SA. "Na pierwszy rzut oka ten wykres wygląda groźnie. Ale MF [Ministerstwo Finansów - red.] ma jeszcze trochę asów w rękawie, żeby trafić z deficytem w cel na 2025" - wyjaśnili od razu. Ten cel to 289 miliardów złotych deficytu - inaczej 6 proc. PKB. Dużo, ale w dużej mierze wpływają na to podwyższone ostatnio wydatki na obronność. To zresztą nie tylko polski problem. 

Wróćmy jeszcze do samych dochodów naszego budżetu. W ciągu pierwszych pięciu miesięcy tego roku były o 14,6 procent niższe niż w tym samym okresie roku ubiegłego. Tyle że jest to związane ze zmianą sposobu, w jaki budżet centralny dzieli się pieniędzmi z samorządami. Gdyby nie ta reforma, dochody wyniosłyby 286,9 mld zł, co oznaczałoby wzrost o blisko 10 proc. rok do roku. Ten ruch ma wpływ na deficyt. 

Sama wielkość deficytu budżetowego jest zawyżona przez koszty budżetowe reformy finansowania samorządów, które od tego roku uzyskały wyraźnie większy udział we wpływach z podatków dochodowych. Są one związane z dodatkowym kosztem po stronie budżetu państwa, ale z perspektywy całego sektora finansów publicznych są neutralne

- wyjaśnia nam Michał Możdżeń z Polskiej Sieci Ekonomii.

Zobacz wideo Spadające ceny ropy zagrażają budżetowi Rosji

Będzie nowelizacja? 

Czyli samorządy dostają więcej środków z PIT - w tym roku już 93 miliardy złotych, o ponad 60 miliardów więcej niż do maja zeszłego roku. Jak wyjaśniają ekonomiści Pekao SA, "w dużej mierze odzwierciedla to jednak przyspieszenie finansowania samorządów przez Ministerstwo i zmianę jego struktury (więcej podatków, mniej subsydiów) a nie jego realne zwiększenie". W związku z tym spodziewają się, że w kolejnych miesiącach deficyt budżetu nie będzie tak szybko rosnąć. I nie powinno być potrzeby nowelizowania budżetu (tak jak trzeba to było zrobić w zeszłym roku). 

Nie widzę żadnego zagrożenia w wykonaniu planu deficytu budżetowego na ten rok. Potrzeby pożyczkowe budżetu państwa na 2025 r. są sfinansowane w 70 proc., a nie minęła nawet połowa roku. Rząd utrzymuje bliski rekordowemu poziom bieżącej płynności w wysokości 175 mld zł. W tym roku na obligacje hurtowe, jak i detaliczne jest bardzo duży popyt. W przypadku obligacji hurtowych konsekwentnie i wyraźnie przekracza podaż obligacji na kolejnych przetargach

- uważa Michał Możdżeń. - Biorąc dodatkowo pod uwagę powoli spadające koszty obsługi długu oraz spodziewane odbicie w dochodach podatkowych, sądzę, że zgodnie z przewidywaniami Ministerstwa Finansów tegoroczny deficyt publiczny w relacji do PKB będzie istotnie niższy niż w zeszłym roku - podsumowuje ekspert. 

W danych o wykonaniu budżetu po maju pozytywnie wyróżniają się dochody z podatku VAT, które stabilnie rosną. Mimo wygaśnięcia efektu bazy z zeszłego roku związanego z zerowym VATem na żywność, "dochody z VAT nie wyhamowały i utrzymują się na wyższym poziomie niż nominalny wzrost konsumpcji" - napisali ekonomiści Pekao SA. W górę idą także dochody z podatki PIT, choć, według szacunków ekspertów w nieco wolniejszym tempie niż wynagrodzenia. 

Z drugiej strony, spadają dochody z podatku CIT, co wspomniani ekonomiści tłumaczą pogorszeniem się wyniku finansowego firm w zeszłym roku. Jednak na pocieszenie, w tym roku sytuacja przedsiębiorstw zaczęła się poprawiać. "Drugą negatywną wiadomością z budżetu państwa jest stagnacja dochodów niepodatkowych, na które składają się przede wszystkim dywidendy od spółek Skarbu Państwa, wpłata z zysku NBP (której dawno nie było i w tym roku nie będzie) oraz dochody z aukcji uprawnień do emisji CO2" - wyjaśnia zespół ekonomiczny Pekao SA. 

Czytaj też: Krytyczne niedobory, a pensje nawet 20 tys. na rękę. Dlaczego nie ma spawaczy?

Maria Mazurek
Więcej o: