410 000 - tylu Czechów w zeszłym roku miało odwiedzić nasz kraj w celach turystycznych. To rekord i bardzo dobry wynik, a prawdopodobnie i tak nie oddaje w pełni mody na Polskę, jaka zapanowała w Czechach. Wspominania liczba dotyczy jedynie Czechów, którzy zarejestrowali się w hotelach i to tylko tych większych (kwaterujących ponad 10 osób). - Akurat nad Bałtykiem jest naprawdę sporo: setki, a może nawet tysiące kwater, gdzie jest mniej pokoi. Tych danych nie mamy, nie są ujęte w statystykach - zauważa w rozmowie z Next.gazeta.pl szef czeskiego oddziału Polskiej Organizacji Turystycznej (POT) Pavel Trojan. Szacuje, że w zeszłym roku Polskę mogło odwiedzić tyle samo Czechów, co ciągle bardzo popularną Chorwację. Przy kraju liczącym ok. 11 mln osób robi to wielkie wrażenie.
Polskę już kilka lat temu czeski "Forbes" ochrzcił "nową Chorwacją", bo nasz kraj zaczął dorównywać Chorwacji atrakcyjnością dla czeskich turystów. Nad Adriatyk jeździ ich co roku około 850 tys. I to według Pavla Trojana wynik, do którego w oficjalnych statystykach Polska może spokojnie w kilku latach dobić. I tym samym spełniłaby się przepowiednia czeskiego dziennikarza, który niejako nazwał zjawisko, którego w ostatnich latach jesteśmy świadkami. - Jestem pewien, że te liczby pójdą w górę. Mówiłem o tym rok temu, dwa lata temu, bo obserwuję to od 25 lat, odkąd jeżdżę do Polski. Widzę to i podkreślę - pięć lat temu było to niemal niemożliwe, żeby Czesi w knajpach rozmawiali o Polsce. Teraz się to dzieje i dlatego zawsze powtarzam, że to jest rewolucyjny moment w naszych stosunkach - mówi nam Pavel Trojan.
Względem Chorwacji mamy więcej możliwości, by przekonywać Czechów do regularnego odwiedzania Polski. - Turyści, którzy jadą do Chorwacji, jadą przede wszystkim nad morze. A Polska? Maksimum 50 proc. Czechów jedzie nad morze, bo Polska ma o wiele więcej do zaoferowania. Nie chcę oczywiście obrażać Chorwacji, ale powiedzmy sobie szczerze - tam na pierwszym miejscu jest wybrzeże i miasta w jego pobliżu. A w Polsce? Przecież liczba czeskich turystów tylko w samym Krakowie czy Wrocławiu jest olbrzymia. To jest właśnie ta ogromna różnica - w Polsce nie liczy się tylko Pomorze, a w Chorwacji już tak - mówi nam szef czeskiej POT. Zainteresowanie mniej oczywistymi kierunkami na wakacje w Polsce widać zresztą na internetowych grupa jak np. "Dovolená v Polsku" (Wakacje w Polsce), która liczy 150 tys. członków. Czesi polecają tam sobie nie tylko polskie morze, ale też np. Toruń i Bydgoszcz.
Szerokie zainteresowanie naszym krajem widać również na stronach oferujących wakacje w Polsce. "Istnieje wiele powodów, aby pojechać na wakacje do Polski. Polska ma piękne zabytki, zapierającą dech w piersiach przyrodę i bogatą kulturę. Możesz wybrać się na eksplorację i odwiedzić malownicze miasta, takie jak Kraków, Gdańsk lub Warszawa. Polska oferuje również doskonałe możliwości uprawiania turystyki pieszej i górskiej w Tatrach, gdzie znajduje się najwyższy szczyt w Polsce, Rysy. Ponadto Polska jest gospodarzem wielu festiwali kulturalnych, niezliczonych targów i ma doskonałą gastronomię, której warto spróbować" - czytamy na jednej z nich. Czechów coraz częściej interesują mniej popularne miejsca w naszym kraju.
Jeszcze parę lat temu pytanie brzmiało: "Jechać do Polski czy nie?", a teraz: "Chcemy jechać do Polski, tylko gdzie dokładnie?
- zauważa Pavel Trojan.
Oprócz atrakcji związanych z przyrodą i zabytkami nasz kraj ma też kilka innych atutów, które są dla Czechów ważne. Wymienić można: podobną kulturę i język, konkurencyjne do np. Chorwacji i Włoch ceny, mniej męczące upały oraz bogatą infrastrukturę do aktywnego wypoczynku. Bo Czesi, jak mało który naród, lubią aktywnie wypoczywać. - Czesi kochają aktywną turystykę - chodzenie, jazdę na rowerze, spływy kajakowe. I to wszystko jest w Polsce o wiele łatwiejsze do zrealizowania niż w Chorwacji czy Grecji, gdzie temperatury są po prostu ekstremalnie wysokie - wymienia Pavel Trojan. Dodaje, że nad Bałtykiem mamy średnio około 25 stopni, co jest idealne do uprawiania sportów i aktywnej turystyki.
Przez kulturową bliskość Polska jest też bardziej sprzyjającym krajem dla czeskich seniorów. - Językowo jesteśmy bardzo podobni i możemy się zrozumieć, co jest dużym plusem dla osób, które są w wieku 50 plus. Moja mama była w zeszłym roku w Świnoujściu i była bardzo zadowolona nie tylko z poziomu usług, jedzenia i plaży, ale też z tego, że mogła sama się porozumieć. Gdybyśmy byli np. w Niemczech czy Francji, ona albo by się wstydziła, albo po prostu nie chciałaby rozmawiać z miejscowymi, ale z Polakiem potrafiła się dogadać - dodaje.
W tle upada jednak mit "taniej Polski", bo choć rzeczywiście nasz kraj jest tańszy od państw, gdzie np. obowiązuje euro, to nadal dla Czechów jest to wyjazd pod pewnymi względami drogi. Ale to nie przeszkadza. - Wiem, że w Polsce mówi się czasem o "paragonach grozy", ale tak naprawdę w Polsce jest wybór. Można trochę poszukać w internecie, można pojechać nie tylko na samą plażę, ale kilka ulic dalej, i te ceny są naprawdę różne. Więc nie trzeba zostawiać w Polsce milionów koron - podkreśla Pavel Trojan. Do tego Czesi są skorzy wydawać pieniądze na wakacjach, tylko muszą czuć, że warto to zrobić.
Pieniądz nie jest największym problemem. Największym problemem jest to, że ludzie po prostu nie chcą wydawać pieniędzy na coś, co nie jest warte swojej ceny. Polska w tym kontekście wypada bardzo dobrze. Jest na jednym z pierwszych miejsc wśród naszych sąsiadów, jeśli chodzi o poziom usług. I to niekoniecznie przy niskiej cenie, ale przy bardzo dobrej relacji jakości do ceny. Mówię tu o gastronomii, wellness, parkach rozrywki, różnych formach aktywności - jak wypożyczanie kajaków, rowerów i tak dalej
- wymienia Pavel Trojan.
- Nawet jeśli coś jest droższe niż w Czechach, to, co się za tę cenę dostaje, przekonuje Czecha, żeby w to zainwestować. To mu po prostu nie przeszkadza. Restauracje w Polsce są czasami droższe niż w Czechach, ale np., co czytamy na grupach facebookowych, bardzo często są komentarze typu: "było trochę drożej, ale dostaliśmy ogromny talerz jedzenia". I to jest chyba coś, co dla wielu Czechów ma znaczenie. Nie chcą jeść mało i tanio, wolą zapłacić więcej i dostać dużo - dodaje.
Ze wzrostem zainteresowania rosną też możliwości dostania się do Polski na wakacje. Ruszył chociażby tzw. Baltic Express, czyli pociąg kursujący kilka razy dziennie pomiędzy Polską a Czechami. - On naprawdę działa tak, jak trzeba. Mam kilku kolegów, którzy jechali tym pociągiem i mimo że to nie jest Pendolino, a między Pragą a Wrocławiem nie ma WARS-u, to wszyscy byli zachwyceni, że mogą dojechać w strony, do których nigdy wcześniej nie dało się tak szybko i tak łatwo dotrzeć - podkreśla Pavel Trojan. Do tego dodać można autostrady i drogi ekspresowe, które są stale rozbudowywane oraz połączenia lotnicze między Pragą a Gdańskiem, które np. Ryanair zwiększył z trzech do pięciu w tym sezonie. Zresztą już są zapowiedzi, że liczba połączeń kolejowych także wzrośnie.
Być może ważniejsze od tych wszystkich aspektów turystyki w Polsce jest renoma, której nasz kraj się dorobił. - Największa zmiana względem poprzedniego roku jest taka, że Czesi masowo zaczęli poznawać Polskę. Państwo czeskie, które ma ponad 10 milionów obywateli, dla polskiej gospodarki turystycznej, było sąsiadem, który przez pewien czas właściwie "nie istniał". Nie zostawiał tutaj pieniędzy, ale od kilku lat Czesi naprawdę zaczęli tu przyjeżdżać - mówi nasz szef czeskiego POT.
Najcięższy dla ich przekonania się jest pierwszy wyjazd, potem już zaczynają wracać. Do tego dochodzi oczywiście poczta pantoflowa. Jak się spotykam z kolegami, czy to w pracy, czy w knajpie, to wszyscy zaczynają mówić o Polsce. Nawet ci, o których wiem, że przez ostatnie dziesięć lat jeździli na wakacje wyłącznie do Austrii i do głowy by im nie przyszło, żeby jechać do Polski, nagle zaczynają o tym mówić. Bo jakiś ich kolega był, podobało mu się, opowiedział. I to jest właśnie ta zmiana, która się dzieje - ten marketing szeptany
- dodaje Pavel Trojan.
Czesi to naród "turystycznie konserwatywny", co oznacza, że nie mówimy o chwilowej modzie na Polskę, a trendzie, który może sprawić, że naprawdę nasz kraj będzie główną destynacją dla Czechów, chcących wypocząć poza granicami kraju. - Znamy to z Chorwacji, Austrii albo z Włoch. Tam czescy turyści jeżdżą co roku, nawet do tego samego pensjonatu, od 20-30 lat. Więc jeśli im się gdzieś podoba, jeśli jest fajnie, jeśli właściciel obiektu jest sympatyczny, to oni wracają. W przypadku Polski dopiero zaczyna się ten proces, w którym coraz więcej osób przyjeżdża i są zadowolone, ale jeśli Czesi będą zadowoleni, to na sto procent będą wracać. Jeżeli uda się Czechów przekonać, to zostaną - tak jak zostali w Chorwacji - podkreśla Pavel Trojan.