W styczniu 2024 roku, po starcie z Portland, na wysokości ok. 5 km od kadłuba Boeinga 737 MAX 9 oderwał się panel zaślepiający otwór przeznaczony na opcjonalne wyjście awaryjne. Doszło do dekompresji. Pasażerowie oraz załoga zostali narażeni na ogromny stres. Zgodnie z raportem amerykańskiej Rady Bezpieczeństwa Transportu w drzwiach m.in. brakowało czterech śrub. Samolot musiał lądować awaryjnie.
Cztery osoby z załogi pokładowej - Adam Fisher, Michelle Hughes, Steven Maller i Christine Vasconcellos - złożyły cztery osobne pozwy przeciwko Boeingowi, argumentując, że incydent spowodował u nich "obrażenia fizyczne i psychiczne, poważny stres emocjonalny oraz inne szkody o charakterze osobistym i majątkowym". Jak podaje ABC News, Boeing odmówił komentarza w sprawie pozwu.
Firma wielokrotnie podkreślała, że wspierała dochodzenie Krajowej Rady Bezpieczeństwa Transportu w sprawie tego wypadku, "w sposób przejrzysty i proaktywny". - Każda z tych czterech osób zachowała się odważnie, postępując zgodnie z instrukcjami i stawiając bezpieczeństwo pasażerów na pierwszym miejscu. Zasługują na pełne zadośćuczynienie za to traumatyczne doświadczenie spowodowane zaniedbaniami Boeinga w procesie produkcji 737 MAX - powiedziała Tracy Brammeier, prawniczka reprezentująca członków załogi.
W pozwach oskarżono firmę Boeing o zaniedbanie i "niedopełnienie obowiązku należytej staranności przy produkcji, sprzedaży i naprawie samolotów 737 MAX oraz ich części" - podaje Agencja Reutera. "Boeing wiedział lub powinien był wiedzieć o problemach z kontrolą jakości przy produkcji samolotów serii 737 MAX" - napisano m.in. w dokumentach sądowych.
Zobacz także: Nie milknie burza wokół luksusowego prezentu. Więcej w tekście pt. "Katar tłumaczy się z samolotu dla Trumpa. 'Normalna rzecz między sojusznikami'".
Źródła:Agencja Reutera, ABC News