Premier Kataru Mohammed bin Abdulrahman as-Sani stwierdził we wtorek, że przekazanie Donaldowi Trumpowi luksusowego Boeinga 747 o wartości 400 milionów dolarów, jest "to normalna rzecz między sojusznikami". Katarski szef rządu oświadczył przy tym, że nie ma to nic wspólnego z "kupowaniem wpływów".
W poniedziałek Chuck Schumer, lider Demokratów w amerykańskim Senacie, zaprezentował projekt ustawy, która uniemożliwiałaby wykorzystywanie zagranicznych maszyn jako samolotu prezydenckiego - Air Force One. W projekcie wskazywano m.in. na kwestie etyczne i bezpieczeństwa. Przeciwnicy Trumpa mówią też o jawnej korupcji. Zwracają uwagę, że prokuratorka generalna Pam Bondi, która zatwierdziła transakcję, sama kiedyś była lobbystką na rzecz Kataru. Donald Trump odpiera zarzuty, twierdząc, że "byłby głupi", gdyby nie przyjął luksusowo wyposażonego samolotu od Kataru.
Jak podkreśla "The Guardian", sekretarz prasowa Białego Domu Karoline Leavitt powiedziała w poniedziałek, że samolot "zostanie przyjęty zgodnie ze wszystkimi zobowiązaniami prawnymi i etycznymi". Z kolei Chuck Schumer uważa, że "modernizacja katarskiego samolotu kosztowałaby miliardy i nigdy nie wyeliminowałaby całkowicie wszystkich ryzyk". "Nie ma absolutnie żadnej ilości modyfikacji, które mogłyby zagwarantować, że będzie on bezpieczny" - dodał Schumer.
Maszyna ma trafić do Departamentu Obrony USA i zostać przystosowana do potrzeb prezydenckiej floty transportu lotniczego. Trump chce używać wartego 400 milionów dolarów prezentu od rządu Kataru jako oficjalnego prezydenckiego samolotu Air Force One. Po zakończeniu jego kadencji maszyna ma trafić do fundacji nadzorującej prezydencką bibliotekę i muzeum Trumpa.
Zobacz także: "Trump ostro zaatakował marketowego giganta. 'Powinni zjeść te cła'".
Źródła:"The Guardian", IAR