Polska Grupa Zbrojeniowa (PGZ) chce zwiększyć produkcje przenośnych przeciwlotniczych zestawów rakietowych Piorun. - W ciągu kilku lat planujemy przynajmniej podwoić obecną produkcję - zapowiedział w rozmowie z "Rzeczpospolitą" kierownik działu komunikacji PGZ Jacek Matuszak. Nieoficjalnie mówi się, że to perspektywa 3-4 lat, chociaż przedstawiciel polskiej zbrojeniówki nie był tak konkretny. Obecnie skarżyskie Mesko, spółka należąca do PGZ, wytwarza 1,3 tys. pocisków przeciwlotniczych rocznie. Ich liczba stale jednak rośnie.
Jeszcze w 2019 r., gdy ruszała ich produkcja, rocznie powstawało zaledwie 300 pocisków. Od tego czasu zyskały one jednak światową sławę - kupują je m.in. Norwegia, Estonia, Łotwa, Mołdawia czy Stany Zjednoczone, a na początku roku zamówienie na kilkaset sztuk za 1,2 mld zł złożyła Szwecja. Rosnące zainteresowanie, wpłynęło oczywiście na zwiększoną produkcję. - W ciągu ostatniego roku skokowo zwiększyliśmy moce wytwórcze. W efekcie podjętych działań Mesko umacnia swoją pozycję jako największy producent przenośnych przeciwlotniczych zestawów rakietowych (MANPADS) wśród państw NATO - podkreślał Jacek Matuszak. Wytwarzamy więcej tego typu pocisków, niż nawet Amerykanie i Francuzi.
- Dzięki doskonaleniu pewnych rozwiązań udaje nam się zwiększać produkcję o 100-200 sztuk rocznie i tak dojdziemy do 1,5 tys. Ale dziś moglibyśmy sprzedać i 3 tys. sztuk rocznie. Wdrożymy więc kolejne rozwiązania - zapowiadał Jacek Matuszak. Przenośny Przeciwlotniczy Zestaw Rakietowy (PPZR) Piorun jest tak ważnym polskim produktem, że w 2023 r. został uznany za najlepszy produkt eksportowy w konkursie Polskiego Radia "Lubię, bo Polskie". Tylko w zeszłym roku producent zestawów przeciwlotniczych Piorun osiągnął ponad 235 mln zł zysku netto. Jeszcze w 2023 r. było to 59 mln zł. Co więcej, na początku tego roku wyprodukowano symboliczną rakietę numer 3000.
Przenośny przeciwlotniczy zestaw rakietowy (PPZR) Piorun "jest uznawany za jeden z najlepszych systemów uzbrojenia w swojej klasie". Służy zarówno do zwalczania dronów, jak i samolotów czy śmigłowców. W największym uproszczeniu to wyrzutnia, którą żołnierz trzyma na ramieniu, z której może wystrzelać pociski nawet na odległość 6 km oraz na wysokości od 10 do 4000 m. Pocisk naprowadzany jest na cel, dzięki wykrywaniu promieniowania termicznego przez głowicę wyposażoną w podwójny system detektorów podczerwieni. Sprzęt ten jest wykorzystywany podczas wojny w Ukrainie.
Przeczytaj też: "Szykują społeczeństwo na kryzys. Bank przystąpił do działania. Tyle trzeba mieć przy sobie gotówki".
Źródła: "Rzeczpospolita", Mesko.com, Polska Zbrojna, Polskieradio24.pl