Rząd wraca do, wydawało się porzuconego pomysłu, ograniczenia sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych. W najnowszej wersji projektu ustawy o zmianie ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi znalazł się zapis, którego nie było w marcowej wersji tej ustawy. - Do projektu wpłynęło dużo uwag, wiele o charakterze rozszerzającym. Dotyczyły one przede wszystkim całkowitego zakazu napojów alkoholowych, objęcia sankcją reklamy lub promocji piwa bezalkoholowego, zakazu sprzedaży alkoholu na stacjach paliw - wyliczała wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka. Wiele z tych uwag zostało uwzględnionych i dlatego trafi on ponownie do konsultacji publicznych, być może już w przyszłym tygodniu. Wśród nich ta dotycząca sprzedaży alkoholu na stacjach paliw.
"Projekt ustawy zakłada uzupełnienie katalogu miejsc, w których zabrania się sprzedaży napojów alkoholowych, o teren zakładów leczniczych podmiotów leczniczych i pomieszczenia innych obiektów, w których są udzielane świadczenia zdrowotne, przez wzgląd na rolę wskazanych podmiotów w systemie ochrony zdrowia oraz teren stacji paliw" - czytamy. "Uniemożliwienie nabywania napojów alkoholowych w miejscach koncentrujących się na obsłudze kierowców stanowi kolejny krok w stronę redukcji powszechności alkoholu i łatwego do niego dostępu" - czytamy w ustawie. Ministerstwo Zdrowia wyjaśnia w ustawie, że stacje paliw w okresach mniejszej dostępności alkoholu (np. w godzinach nocnych, albo święta) zwiększają jego dostępność. "Chociaż raporty dotyczące sprzedaży napojów alkoholowych pokazują, że na stacjach paliw sprzedaje się tylko ok. 2 proc. alkoholu), to powyższe argumenty powodują, że stają się one ważnym miejscem dystrybucji alkoholu" - wytłumaczono.
W Sejmie odbyła się już dyskusja na ten temat. - Alkohol w Polsce przyczynia się do ponad 56 tys. zgonów rocznie w Polsce. Masowe nadużywanie alkoholu odbija się nie tylko na zdrowiu publicznym, ale też na poziomie bezpieczeństwa na ulicach i w naszych domach. Mimo tego wciąż słyszymy stwierdzenia, że państwo nie powinno ograniczać nam wolności. A gdzie nasza wolność od przemocy, od pijanych kierowców, od burd na ulicach? To nie jest kwestia wolności, ale uległości wobec alkoholowego lobby - wyliczała posłanka Lewicy Joanna Wicha. Z kolei Witold Tumanowicz z Konfederacji przekonywał, że "dorośli mają prawo do decydowania o tym, co i kiedy chcą wypić".
Małgorzata Kołodziejczak z Koalicji Obywatelskiej wyliczyła, że rocznie 186 mld zł wydajemy jako społeczeństwo z tytułu różnych zjawisk spowodowanych spożyciem alkoholu, co sprawia, że nie jest to wyłącznie sprawą kupującego. Przypomnijmy, że od 600 do 800 tys. osób uzależnionych od alkoholu, a około 3 mln pije nadmiernie i szkodliwie. - Ograniczenie ich dostępności w nocy może pomóc w zatrzymaniu problemów związanych z uzależnieniami czy chorobami alkoholowymi - mówi dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Zespołu Foresightu Gospodarczego w Polskim Instytucie Ekonomicznym (PIE).
Z przeprowadzonego latem badania Grupy Blix wynika, że wśród Polaków w wieku 18-35 la - 48,7 proc. jest za wprowadzeniem bezwzględnego i całkowitego zakazu sprzedaży alkoholu nocą na stacjach paliw. - Polacy w wieku 18-35 lat mogą preferować ograniczenia sprzedaży alkoholu jako część szerszej strategii promowania zdrowych i odpowiedzialnych wyborów. Mogą być też bardziej świadomi problemów związanych z pijanymi kierowcami i wypadkami drogowymi, a także skutków zdrowotnych nadmiernego spożycia napojów procentowych - zauważa dr Urszula Kłosiewicz-Górecka.
Przeczytaj też: "Wypalone Zetki. Prawie co druga ma ten problem, a pracodawcy tego nie widzą".
Źródła: PAP-Bankier.pl, TVN, Monday News