Nowy marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty zaczął z przytupem. Od kilku miesięcy pojawiają się dyskusje na temat zakazu spożywania alkoholu, ale poprzednik lidera Nowej Lewicy, Szymon Hołownia, nie kwapił się, by coś z tym zrobić. Czarzasty co prawda takiego zakazu nie wprowadził, ale pierwszego dnia w nowej funkcji zakazał sprzedaży od 24 listopada alkoholu w restauracji sejmowej i w barze "Za kratą".
"Fakt" w związku z powyższy postanowił się przyjrzeć cenom w sejmowej stołówce, ponieważ zakaz sprzedaży alkoholu obniży wpływy lokalu. A to zdaniem dziennika, rodzi pokusę, by podnieść ceny jedzenia, które są zamrożone od początku kadencji Sejmu, czyli od dwóch lat. Te kształtują się następująco:
Jedyny produkt, jaki zdrożał, to kawa - z 4 na 5,50 zł. W budżecie na 2026 przewidziani, że dochody sejmowej stołówki wyniosą 4,6 mln zł.
Choć inflacja wyhamowała, to w ostatnich dwóch latach nadal była przez większość czasu wyższa, niż wynosi cel inflacyjny NBP (+/-2,5 proc.). A jednak, gdy spora część restauracji podnosi ceny, sejmowa stołówka się bez tego obchodzi. Może sobie na to pozwolić, ze względu na wolumen sprzedaży. Codziennie wydawane jest w niej tysiąc samych tylko obiadów. Przy przetargach na takie kwoty łatwiej wynegocjować zniżkę. Sejmowi urzędnicy wskazują, że ceny można utrzymać m.in. dzięki konkurencyjnym warunkom dostaw.