Biedronka podejrzana o zmowę. Kierowcy zdradzają kulisy

Biedronka i firmy transportowe utrudniały kierowcom zmianę pracy, a sprawą od kilku miesięcy zajmuje się UOKiK. Kierowcy w "Gazecie Wyborczej" przybliżyli sytuację i pokazali, jak byli traktowani.
Biedronka posyła w Polsce 'ciężarówki wyprzedażowe' - Outlet Trucki
Biedrnoka/Jeronimo Martins

Gdy kierowcy rozwożący towar dla Biedronki chcieli zmienić pracę, przepustki wjazdu do Centrum Dystrybucyjnego, miały być im cofane. Oficjalnie nikt im nie zakazywał przejścia do innego pracodawcy, ale w praktyce było to bardzo utrudnione, jak ustalił Rafał Górski, który rozmawiał z kierowcami, czym podzielił się właśnie na łamach "Gazety Wyborczej".

Sprawa ciągnie się od kilku miesięcy, gdy w lipcu UOKiK postawił zarzuty Jeronimo Martins Polska, właścicielowi sieci Biedronka oraz 32 firmom transportowym, a także ośmiu menedżerom i właścicielom firm za ograniczenie możliwości przechodzenia kierowców pomiędzy firmami transportowymi obsługującymi centra dystrybucyjne Biedronki. 

Zobacz wideo Ceny żywności zmieniają się teraz kilka razy w roku? Pytamy ekspertkę

Biedronka szuka poszkodowanych

W październiku Biedronka miała rozesłać do obecnych i byłych już kierowców Biedronki wiadomość z prośbą o zgłoszenie się tych, którym w latach 2017-2024 ograniczono możliwość przechodzenia pomiędzy firmami transportowymi obsługującymi centra dystrybucyjne Biedronki i którzy w efekcie pozostawali bez pracy. Cofnięcie przepustki w takich przypadkach było efektem niepisanej umowy, a według UOKiK zmowy, że kierowcy muszą odczekać trzy miesiące, jeśli przechodzą do innej firmy, która też obsługuje Biedronkę. 

"GW" opisuje m.in. sprawę kierowcy, któremu nie pasowały trasy i poprosił kierownika o ich zmianę. Był już wówczas ugadany z inną firmą, na wypadek, gdyby szef zgody nie wydał. Tak też się stało, ale gdy po tygodniu oddzwonił do potencjalnego nowego pracodawcy, ten miał mu powiedzieć, że oferta jest już nieaktualna. Gdy jednak zadzwonił tam kolega kierowcy, miał usłyszeć, że nadal szukają pracowników. - Poszedłem z awanturą do tego przewoźnika i usłyszałem, że nie mógł mnie przyjąć, bo i tak dostałbym trzy miesiące bana - opowiada mężczyzna. 

Tak zarabiają kierowcy Biedronki

Jak opisuje "GW", kierowcy Biedronki zarabiają od liczby wykonanych kursów. Za każdy otrzymują 250-300 zł brutto. Jednak to, ile kursów wykonają, nie zawsze jest zależne od nich. I nie chodzi tylko potencjalne korki na drogach. Jak relacjonuje Wyborcza, niektóre sklepy mają bardzo małe magazyny. Kierowcy muszą więc niekiedy czekać godzinami na rozładunek, bo pracownicy obiektu najpierw muszą zrobić miejsce na towar. Stąd też często palety stoją na środku sklepu. 

"GW" skierowała pytania do Biedronki, która jednak odmówiła komentarza, ponieważ ma zasadę, że nie komentuje toczących się postępowań. Nie odpowiedziały też firmy transportowe, z którymi kontaktowała się redakcja. 

Więcej o: