Dla globalnej gospodarki oraz rynków finansowych bardzo ważne bywają nie tylko wiadomości po prostu ekonomiczne, ale i wydarzenia w lokalnej i globalnej polityce. Takim tematem, w ostatnich dniach coraz uważniej obserwowanym (a także wpływającym na notowania różnych aktywów) jest rosyjska wojna w Ukrainie i postępy (lub ich brak) w negocjacjach zmierzających do zakończenia konfliktu. Mamy właśnie kolejną próbę takich działań. Z dość wyjątkowymi planami.
To ma być pewien kompromis. Chodzi o tereny wschodniego Donbasu, których zażądała Rosja, a które obecnie znajdują się pod kontrolą władz w Kijowie. Wołodymyr Zełenski przekazał w czwartek, że Amerykanie zaproponowali stworzenie na tym obszarze "wolnej strefy ekonomicznej". Przypomnijmy tylko, że wcześniej Stany Zjednoczone sugerowały, że Ukraina powinna oddać Rosji kontrolowane przez siebie części Donbasu, więc taka propozycja mogłaby rzeczywiście wyglądać (przynajmniej w teorii) na kompromisową. Tyle że to nie takie proste i Zełenski widzi to wyraźnie.
- Postrzegają to jako wycofanie wojsk ukraińskich z obwodu donieckiego, a kompromisem jest rzekomo to, że wojska rosyjskie nie wkroczą do tej części obwodu donieckiego. Nie wiedzą, kto będzie rządził tym terytorium - powiedział, dodając, że Rosja nazywa je "strefą zdemilitaryzowaną" (cytujemy za Agencją Reutera).
Ta niepewność sprawia, że Zełenski nie bardzo wierzy w powodzenie planu bez zabezpieczenia. Jego zdaniem, utworzenie "wolnej strefy ekonomicznej" nie byłoby uczciwe bez dania gwarancji, że rosyjskie wojska do niej po prostu nie wejdą. - Jeśli wojska jednej strony będą musiały się wycofać, a druga strona pozostanie na swoim miejscu, to co powstrzyma te inne wojska, Rosjan? Albo co powstrzyma ich przed przebraniem się za cywilów i przejęciem tej wolnej strefy ekonomicznej? To jest bardzo poważna sprawa. Nie jest powiedziane, że Ukraina by się na to zgodziła, ale jeśli mówimy o kompromisie, to musi to być kompromis uczciwy - stwierdził prezydent.
"Financial Times" przypomina, że mowa o tzw. pasie twierdz, bardzo silnie (najsilniej) ufortyfikowanej części frontu konfliktu zbrojnego. I to jest obszar, którego siłom rosyjskim nie udało się zdobyć przez 11 lat walk. Większość tego pasa Kijów miałby teraz oddać dla stworzenia owej strefy ekonomicznej lub zdemilitaryzowanej.
Wołodymyr Zełenski dodał, że gdyby miało dojść do zatwierdzania takiego planu, to i tak musiałby się zgodzić na niego naród ukraiński. To oznacza referendum dla ratyfikacji ewentualnego porozumienia - chodzi przecież o częściowe przekazanie władzy nad terytorium kraju.
Amerykanie mieli też zaproponować, by Zaporoska Elektrownia Jądrowa, największy taki obiekt w Europie, była zarządzana wspólnie. Obecnie jest okupowana przez Rosję - i Moskwa chce, by tak pozostało.
Ukraina przekazała do Waszyngtonu swoją wersję planu pokojowego. Jest ona niejawna, wiadomo jedynie, że ma zawierać propozycje trwałego zawieszenia broni, wycofania wojsk, gwarancji bezpieczeństwa i przyszłej odbudowy kraju. Ukraiński prezydent podkreślił, że nie jest to ostateczna wersja, a jedynie reakcja na wcześniejszą propozycję (mowa o 28-punktowej liście, o której wielu mówiło, że wygląda, jakby powstała w Moskwie, nie Waszyngtonie). Kijów znajduje się pod ogromną presją ze strony Amerykanów, którzy chcą jak najszybciej zakończyć temat wojny w Ukrainie. Zełenski zaprzeczył jednak doniesieniom, jakoby Donald Trump miał dać Kijowowi do świąt Bożego Narodzenia.