W Biedronce robi się gorąco przed świętami. "Solidarność" szykuje mocny ruch

Przed świętami w Biedronce narasta napięcie. Związkowcy stawiają twarde warunki i zapowiadają działania, które mogą mocno uderzyć w handlowego giganta. "Solidarność" m.in. szykuje skargę do Państwowej Inspekcji Pracy. To jednak nie wszystko.
Biedronka
Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Wyborcza.pl

W tym roku Wigilia po raz pierwszy będzie dniem wolnym od pracy. Związkowcom nie podoba się przy tym wydłużony czas pracy sklepów sieci Biedronka. "Solidarność sprzeciwia się wydłużeniu godzin otwarcia Biedronek w dniach przedświątecznych i przygotowuje skargę w tej sprawie do Państwowej Inspekcji Pracy" - czytamy w komunikacie związku zawodowego. 

"Solidarność" dodaje, że "22 grudnia Biedronki mają być czynne do pierwszej w nocy, a 23 grudnia otwierać się o godzinie piątej rano". Jak podkreślono, o zamiarze wydłużenia godzin otwarcia zdecydowanej większości sklepów pracodawca poinformował 9 grudnia. "Wcześniej podjęto decyzję, że 22 grudnia Biedronki będą zamykane, w zależności od regionu kraju, o godzinie 23.00 lub 23.30" - pisze "Solidarność". 

Zobacz wideo Czy mamy najwięcej w Europie dni ustawowo wolnych?

"Trudno nie odnieść wrażenia, że traktuje pracowników jak roboty"

Gabriela Kaim, przewodnicząca "Solidarności" w Biedronce, mówi, że zmiana wydaje się niewielka, ale dla pracowników różnica jest ogromna. - Zamknięcie sklepu o pierwszej w nocy oznacza, że ludzie wyjdą z pracy nawet po godzinie drugiej i będą mieli problemy z dotarciem do domu. Nie wszyscy jeżdżą swoimi samochodami, a na komunikację publiczną o tej porze trudno liczyć. Pracownicy się martwią, jak wrócą - dodaje Gabriela Kaim. Podkreśla przy tym, że grafiki na grudzień zostały w Biedronkach opracowane pod koniec listopada. Szefowa "Solidarności" wskazuje, że pracownicy wiedzieli, w których dniach i w jakich godzinach będą pracować i mogli zaplanować załatwianie prywatnych spraw i przygotowania do świąt Bożego Narodzenia.

- Pracownicy Biedronek też mają swoje rodziny, też mają swoje plany i tak jak wszyscy chcą przygotować się do świąt. W większości są to kobiety, matki. Teraz trzeba będzie całkowicie przebudować grafiki, co dla pracowników będzie oznaczało przeorganizowanie życia rodzinnego. Szkoda, że pracodawca o tym nie myśli. Trudno nie odnieść wrażenia, że traktuje pracowników jak roboty - komentuje przewodnicząca "Solidarności" w Biedronce.

Gorąco przed świętami nie tylko w Biedronce

To nie jedyna sieć handlowa, w której narastają napięcia w okresie przedświątecznym. W niedzielę od kas odeszła część pracowników Kauflandu, którzy protestowali w ten sposób przeciwko niskim zarobkom i złym ich zdaniem warunkom pracy. Władze tej sieci zapowiedział podwyżki dla pracowników od stycznia - pensje m.in. kasjerek i kasjerów wraz z dodatkami miałyby wzrosnąć od 5 tys. 300 złotych do 6 tys. 200 zł brutto. Związkowcy uważają, że to jednak za mało. Gorąco jest także w sklepach sieci Dino. Pracownicy żądają podwyżek i skarżą się na niską temperaturę w sklepach. Z kontrolą do sklepów Dino mają wejść inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy. 

Więcej o: