Chińska gospodarka nie może wyraźnie odbić się z covidowej zapaści już od kilku lat. PKB wprawdzie rośnie (i inne szczegółowe wskaźniki też), jednak jak na potencjał drugiej największej potęgi ekonomicznej świata to za mało. Chińskie władze też to widzą, ale raczej nic już nie zrobią. A eksperci wskazują, że prosty program stymulujący gospodarkę już nie pomoże.
Niedomaga na przykład konsumpcyjny silnik gospodarczy i widać to po niemrawej aktywności mieszkańców kraju. Sprzedaż detaliczna, będąca wskaźnikiem tej aktywności, wzrosła w listopadzie zaledwie o 1,3 proc. rok do roku. To wynik znacznie słabszy od październikowego (+2,9 proc.) i spodziewanego (+2,8 proc.). Jednocześnie wzrost sprzedaży jest najniższy od grudnia 2022 roku, kiedy kończyły się pandemiczne restrykcje (przypomnijmy tylko, że w Chinach były one znacznie ostrzejsze i trwały znacznie dłużej niż np. w Europie).
Konsumentom nie pomaga trwający już od lat kryzys na rynku nieruchomości, którego końca nie widać. To ważne dlatego, że Chińczycy masowo inwestowali oszczędności w mieszkania - około 70 proc. majątku chińskich gospodarstw domowych jest zamknięte w nieruchomościach właśnie. W listopadzie ceny nieruchomości spadły o 2,4 proc.
Zmniejszyły się także inwestycje w aglomeracjach, o 2,6 proc. rok do roku i jest to spadek mocniejszy od spodziewanego, w dużej mierze z powodu głębokiego spadku na budowach właśnie. Rynek zalewają niesprzedane nieruchomości - nie ma na nie chętnych mimo spadku cen. Rynek nieruchomości dawał niegdyś jedną czwartą chińskiego PKB. Produkcja przemysłowa wzrosła o 4,8 proc., nieco wolniej od oczekiwań (5 proc.) i odczytu sprzed miesiąca (+4,9 proc.).
Wygląda na to, że Pekin nastawił się na wzrost gospodarczy napędzany eksportem - coś, od czego przez lata próbował odejść (w każdym razie tak mówił Xi Jinping) na rzecz większego udziału krajowej konsumpcji. Nadwyżka w wymianie handlowej w ciągu pierwszych 11 miesięcy tego roku przekroczyła 1 bilion dolarów, pierwszy raz w historii. I to mimo spadku w handlu ze Stanami Zjednoczonymi.
Jak zauważa Agencja Reutera, partnerzy handlowi mogą teraz chcieć wznosić pewne bariery importowe dla produktów z Chin. Takie plany ma na przykład Unia Europejska, która ma szykować akcję pod hasłem "made in Europe". Do korekty "niezrównoważonej" sytuacji w handlu światowej wezwał niedawno Pekin prezydent Francji Emmanuel Macron, który udał się tam z wizytą, a Meksyk podniósł cła na import z Chin do 50 proc.
"Silny eksport ograniczył potrzebę stymulowania popytu krajowego w tym roku" - mówi, cytowany przez Reuters, Xu Tianchen, starszy ekonomista w Economist Intelligence Unit. "Myślę, że decydenci skupili się na roku 2026, ponieważ cel wzrostu na poziomie około 5 proc. wydaje się w tym roku osiągalny, więc nie ma dodatkowej motywacji do dalszych bodźców" - dodaje.
W ubiegłym tygodniu odbyło się "gospodarcze" spotkanie Komunistycznej Partii Chin. Pojawiły się na nim zapowiedzi, że kraj będzie dążyć do stabilizacji i ożywienia inwestycji. Władze obiecały "proaktywną" politykę fiskalną w celu pobudzenia konsumpcji i inwestycji właśnie. Jak zauważyli ekonomiści Credit Agricole, "w ciągu ostatnich dwóch miesięcy Chiny wprowadziły dodatkowe 1 bln RMB w ramach działań fiskalnych i quasi - fiskalnych, aby finansować kluczowe projekty krajowe oraz wspierać projekty lokalne i potrzeby refinansowania w głównych prowincjach". Na razie, wydaje się, te działania nie przynoszą efektów.