Główny Urząd Statystyczny, który co miesiąc bada bada nastroje konsumenckie i kondycję finansową Polaków, przedstawił w środę nowe dane. I tak, w grudniu główny, bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej (opisuje tendencje konsumpcji indywidualnej) wyniósł minus 9,9 pkt. i nie zmienił się (tak jak większość jego składowych) w stosunku do listopada. Znacząca poprawa, aż o 6,8 pkt. proc., nastąpiła za to w odniesieniu do grudnia 2024 r. W ujęciu rocznym w górę - o 4,5 pkt. proc. - poszedł też wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej i poprawiły się oceny obecnej sytuacji ekonomicznej kraju oraz obecnej sytuacji finansowej gospodarstw domowych. Urząd przekazał również, iż spośród składowych głównego wskaźnika ufności "wyższe wartości niż przed miesiącem odnotowano dla ocen obecnej sytuacji ekonomicznej kraju oraz obecnej sytuacji finansowej gospodarstwa domowego (wzrosty odpowiednio o 2,2 pkt. proc. i 2,1 pkt. proc.)". Pogorszyły się natomiast oceny "przyszłej sytuacji finansowej gospodarstwa domowego, przyszłej sytuacji ekonomicznej kraju oraz obecnej możliwości dokonywania ważnych zakupów (spadki odpowiednio o 2,1 pkt. proc., 1,7 p. proc. i 0,3 pkt. proc.)".
"Grudniowe dane o nastrojach konsumentów to dalsza stabilizacja w okolicach umiarkowanego pesymizmu pomieszanego z niespodziewanym optymizmem. Mamy do czynienia z rzadkim w ekonomii zjawiskiem: Polacy jednocześnie ruszyli na zakupy i biją rekordy w deklaracjach oszczędzania. Wskaźnik dokonywania ważnych zakupów wystrzelił z dołka (-12,3 pkt przed rokiem) do poziomu -2,9 pkt, co oznacza, że sklepy z dobrami trwałego użytku (elektronika, meble) przeżyją w te święta małe oblężenie" - napisał w komentarzu do zaprezentowanych danych Mariusz Zielonka z Konfederacji Lewiatan, największej biznesowej organizacji w Polsce.
Ekspert zauważa, że nie chodzi tu o zakupy na raty (z kredytu), czy zakupy z obawy przed przyszłym wzrostem cen, ale stawia tezę, że większa skłonność do wydawania pieniędzy będzie efektem realnej poprawy sytuacji gospodarstw domowych. "Kluczem do zrozumienia sytuacji jest gwałtowny spadek oczekiwań inflacyjnych, które zjechały do poziomu 21,5 pkt (z blisko 30 pkt rok temu). Polacy przestali bać się 'paragonów grozy'" - konkluduje Zielonka.
I dodaje, że "skoro nie boimy się, że jutro będzie drożej, nie kupujemy na zapas, ale realizujemy odkładane plany zakupowe, zachowując przy tym finansową poduszkę bezpieczeństwa". Na dowód przytacza kolejne dane. W 2024 roku aż 38 proc. ankietowanych uznawało oszczędzanie w kolejnym roku za "mało prawdopodobne" lub "niemożliwe". Z najnowszych danych wynika, że teraz uważa tak 33 proc. Co więcej, obecnie ponad 61 proc. badanych deklaruje odkładanie pieniędzy.
Według ekonomisty dowodzi to, że wzrost płac realnych przy inflacji na poziomie 2,5 proc. "wreszcie przestał być tylko statystyką, a zaczął realnie budować poczucie bezpieczeństwa finansowego w polskich domach". To również jest ujęte w liczbach zaprezentowanych w środę przez GUS - ocena przyszłej sytuacji finansowej rodziny to obecnie -4,0 pkt, gdy tymczasem w grudniu 2024 roku było to jeszcze -8,7 pkt.
Wspomniany wyżej paradoks (zjawisko) jest więc pozorny, ponieważ pozwala na bieżące wydatki, przy jednoczesnym lokowaniu nadwyżek finansowych na kontach oszczędnościowych. Rekordowy wskaźnik dla przyszłego oszczędzania wynosi 14,3 pkt. "To wymarzony scenariusz dla gospodarki na 2026 rok - silnik konsumpcyjny pracuje na wysokich obrotach, ale paliwem jest gotówka, a nie dług, przynajmniej w większości przypadków" - podsumowuje ekonomista z Konfederacji Lewiatan.
Podsumowanie eksperta potwierdza też opisywane ostatnio przez Next.gazeta.pl badanie Grupy BLIX i UCE RESEARCH. Wynika z niego, że 81 proc. badanych deklaruje, iż nigdy nie zapożyczyło się na organizację świąt. W tym roku tylko 11 proc. konsumentów przyznaje, że zdarzyło im się pożyczyć środki na ten cel.
Polacy wolą ograniczyć świąteczne wydatki, niż mierzyć się z koniecznością spłacania zobowiązań w nowym roku. Jeśli już decydujemy się na zewnętrzne finansowanie, zmienia się jego forma. Widoczny jest natomiast wzrost popularności płatności odroczonych (BNPL), z których korzysta 22 proc. zadłużających się na święta (wzrost o 7 pkt. proc.).
Czytaj też:Miliony paragonów nie mogą się mylić. To widać w sklepach przed świętami