Położone w zachodnich Niemczech miasto Gelsenkirchen było sceną włamania jak z filmu. W nocy z 27 na 28 grudnia nieznani sprawcy włamali się do skarbca w budynku kasy oszczędnościowej. Złodzieje przewiercili sejf i dostali się do około 3 tysięcy skrytek, z których ukradli pieniądze, złoto i biżuterię. Łączna wartość łupu to około 30 milionów euro. O sprawie piszą już nie tylko niemieckie, ale też międzynarodowe media. Sparkasse, czyli kasa oszczędnościowa, to rodzaj instytucji finansowej będącej formą państwowego (lokalnego) banku.
Według ostatnich ustaleń policji w wielopoziomowym garażu podziemnym nieruchomości widziano kilku mężczyzn z walizkami. Sprawcy byli zamaskowani, ale na nagraniu z monitoringu widać odjeżdżające Audi RS6 z kradzionymi tablicami rejestracyjnymi. Ustalono, że tablice skradziono wcześniej w Hanowerze. Dopiero 29 grudnia w poniedziałek, we wczesnych godzinach porannych, włączył się alarm przeciwpożarowy i na miejsce przyjechała straż pożarna. Po zawiadomieniu mundurowych rozpoczęto przeszukiwanie budynku i dowiedziano się o włamaniu.
Jak podają lokalni funkcjonariusze, sprawcy skorzystali ze spokoju w okresie świąt i najprawdopodobniej za pomocą ogromnej wiertarki przemysłowej (o wadze ok. 20 kg) wywiercili otwór w żelbetowej ścianie skarbca (o grubości 42 cm), co pozwoliło im przeszukać skrytki depozytowe. Do budynku dostali się od strony parkingu. Policja wciąż zabezpiecza ślady i prosi o kontakt potencjalnych świadków, którzy mogli w ostatnich dniach słyszeć podejrzane hałasy lub coś zaobserwowali.
Skrytki w banku wynajmowało około 2700 klientów. Zdaniem policji nawet 90 proc. ze skrytek mogło zostać naruszonych. Każda skrzynka może być ubezpieczona na kwotę do 10 300 tys. euro, a szacowane w związku z tym straty banku mogą wynieść blisko 34 miliony euro.
W związku z rabunkiem we wtorek (30 grudnia) przed bankiem zebrał się tłum wściekłych klientów, którzy żądali wyjaśnień. Sytuacja była napięta, a zgromadzenie mogło liczyć nawet 200 osób. Pracownicy ogłosili jednak, że instytucja pozostanie zamknięta. "Obecnie wyjaśniamy z firmą ubezpieczeniową, jak rozliczenie roszczeń może być jak najbardziej przyjazne dla klienta. Poinformujemy o tym wszystkich dotkniętych" - powiadomili przedstawiciele okradzionej kasy oszczędnościowej. - Na pewno skontaktujemy się ze wszystkimi właścicielami skrytek depozytowych - powiedział z kolei rzecznik.
Czytaj też: Włamał się do domu w wigilijny wieczór. Wziął "na ramię" milion złotych