Zapewne nie tak wyobrażał sobie wejście na polski rynek czeski przewoźnik kolejowy - firma RegioJet. Plan wydawał się dobry - od września 2025 roku wprowadzić pilotażowe połączenia, a od połowy grudnia ruszyć z pełnym rozkładem jazdy i stopniowo go zwiększać. Tyle że wszystko, co mogło pójść nie tak, to poszło.
Na kilka dni przed wejściem w życie nowego rozkładu jazdy, anulowano blisko połowę planowanych połączeń. To potknięcie wykorzystało PKP, które zajęło wolne miejsca po RegioJet. Do tego prezes Urzędu Transportu Kolejowego wszczął postępowanie w sprawie, a PKP PLK nie przydzieliło zdolności przepustowych Czechom na niektórych trasach. Brakuje też pracowników oraz zaplecza.
Taki scenariusz zaskakuje, zwłaszcza gdy przypomnimy sobie, z jaką pewnością siebie czeski przewoźnik wchodził na polski rynek. - Jeżeli ktoś mówi: "będzie nowa jakość, pokażemy wam, jak się robi prawdziwą, dobrą kolej", a PKP Intercity nazywa "zasiedziałym przewoźnikiem" i prezentuje się na zasadzie "co to nie ja", to zarówno branża, jak i klienci oczekują spełnienia tych obietnic - zauważa w rozmowie z Next.gazeta.pl Paweł Rydzyński, prezes Stowarzyszenia Ekonomiki Transportu (SET).
Sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby transparentnie powiedzieli jesienią: 'Słuchajcie, wchodzimy na rynek, ale to jest dla nas nowy teren. Będziemy go testować, będziemy etapowo wprowadzać kolejne połączenia. Przepraszamy za ewentualne niedogodności'. Na razie wychodzi to - mówiąc delikatnie - średnio
- dodaje ekspert.
Zderzenie z rzeczywistością było brutalne. RegioJet szybko znalazł wytłumaczenie. Uważa, że winne jest PKP i "dyskryminujące" praktyki na polskim rynku. W przesyłanych do mediów komunikatach Czesi przekonywali m.in., że prawdziwym celem nieprzydzielenia zdolności przepustowych, nie jest efektywne wykorzystanie przepustowości ani racjonalność ekonomiczna, lecz próba wyparcia nowego konkurenta z rynku. Rydzyński zauważa jednak, że trudno zgodzić się z takim stanowiskiem. Czeski przewoźnik "na start" dostał bowiem przestrzeń na polskim rynku i to nawet kosztem polskiego przewoźnika.
- RegioJet dostał własne trasy, a pojawienie się rozkładów tego przewoźnika skutkowało takimi decyzjami, jak przesunięcie godzin kursowania Intercity czy nawet nieprzyjęciem przez PKP PLK części wniosków rozkładowych Intercity. To oczywiście w pewnej mierze wynika z obciążenia sieci, w tym z ograniczenia przepustowości spowodowanej remontami. Ale w tym kontekście bardzo znamienna jest np. sytuacja, w której to PKP Intercity musiało odwołać jeden pociąg na remontowanej trasie z Krakowa do Kielc i puścić w to miejsce zastępczy autobus, bo w podobnych godzinach RegioJet dostał przydział trasy na pociąg z Krakowa do Gdyni. Tyle że go nie uruchomił. Czeskiemu przewoźnikowi przydzielono trasy na bardzo popularnych i obciążonych pasażerami odcinkach, gdzie jest duże zainteresowanie podróżowaniem koleją, gdzie rośnie liczba pasażerów i gdzie często w pociągach Intercity jest problem, żeby dostać bilety, zwłaszcza w szczytach przewozowych - tłumaczy nam prezes SET.
Dzięki wejściu nowego przewoźnika miała zwiększyć się liczba połączeń. Póki co, w wielu wypadkach się nie zwiększyła. Krótko mówiąc: te sloty, które dostał RegioJet, są albo niewykorzystane, albo zostały od stycznia tymczasowo zastąpione przez Intercity dokładnie w tych samych godzinach, w których RegioJet miał jeździć
- dodaje.
Na kilku trasach dochodzi wręcz do absurdów i opóźnień wywołanych przez "pociągi widmo", które teoretycznie miał obsługiwać czeski przewoźnik. Od grudnia, a później od stycznia na trasie Kraków-Gdynia, miały kursować 3 pociągi RegioJet. Uruchomiono jeden. Tymczasem obecność w rozkładzie jazdy jednego z "wirtualnych" pociągów sprawiła, że pociąg regionalny Polregio jadący z Tczewa do Gdańska ma w Pruszczu Gdańskim aż 15-minutowy postój Dlaczego? - Bo według rozkładu musi przepuścić Pendolino i RegioJeta. Z tą różnicą, że Pendolino jedzie, a RegioJet nie. W zeszłym roku ten sam pociąg, który przepuszczał tylko Pendolino, stał 7 minut. Teraz stoi 15, z czego 8 minut stoi bez sensu - mówi nam Paweł Rydzyński.
Podobne sytuacje są też w innych regionach Polski m.in. w okolicy Krakowa. W ostatniej chwili przed zmianą rozkładu jazdy udało się też zlikwidować wydłużone postoje pociągów regionalnych na linii z Poznania w kierunku Warszawy, gdzie nieuruchomione na razie pociągi RegioJet miały wyprzedzać składy Kolei Wielkopolskich.
Tego wszystkiego można było jednak uniknąć. - Nie ma żadnych wątpliwości: RegioJet był nieprzygotowany. Czy z własnej winy, czy częściowo nie z własnej? To inny temat, ale fakt pozostaje faktem. I w dalszym ciągu jest nieprzygotowany, skoro właśnie uczciwie przyznał, korygując rozkład jazdy na swojej stronie internetowej, że te pociągi do Gdyni, które najpierw miały ruszyć w grudniu, potem 19 stycznia, teraz zostały wycięte z rozkładu aż do marca. Znowu taka informacja zostaje podana właściwie na ostatnią chwilę - zauważa prezes SET.
Z tego falstartu Czesi zdają sobie sprawę. "Jesteśmy świadomi, że w początkowej fazie działalności w Polsce nie udało nam się uruchomić wszystkich planowanych połączeń w zakresie, który pierwotnie ogłosiliśmy. Proces rekrutacji niektórych stanowisk, w szczególności kierowników pociągów, przebiega wolniej, niż byśmy sobie życzyli. Jednocześnie wystąpiły opóźnienia w budowie zaplecza technicznego. Nie zaprzeczamy tym faktom i otwarcie je komunikujemy. Intensywnie pracujemy, aby wszystkie planowane połączenia mogły zostać uruchomione w możliwie najkrótszym czasie" - wylicza własne problemy w komunikacie RegioJet. Problemy kadrowe chce rozwiązać m.in. premią rekrutacyjną do 100 000 zł rocznie oraz wynagrodzeniem wyższym niż u konkurencji. "Mamy nadzieję, że będzie to wystarczającą motywacją" - mówi nas przewoźnik.
RegioJet jest jednak pewny, że mimo początkowym perturbacji idzie po przełamanie dominacji i rzucenie konkurencji PKP. Mówi - spokojnie, to nie nasze pierwsze rodeo. "Z problemami, z którymi obecnie mierzymy się w Polsce, spotykaliśmy się także w innych krajach. Przeszkody ze strony państwowego przewoźnika nas nie zniechęciły - na nowym rynku chcemy pokazać, co potrafimy, i zaoferować polskim pasażerom usługi najwyższej jakości. Już pierwsze cztery miesiące działalności pokazują, że konkurencja ma sens: PKP Intercity musiało obniżyć ceny biletów" - zapowiada czeski przewoźnik w komentarzu dla Next.gazeta.pl.
Czesi wspominają, że wchodząc na rynki w Czechach, na Słowacji, na Węgrzech i w Austrii, reakcje konkurencji były podobne - "najpierw panika, a następnie próby niesprawiedliwego ograniczenia naszej działalności". "W Czechach stosowano ceny dumpingowe, na Słowacji odwoływano kursy, w Austrii odmawiano udostępnienia przestrzeni dla kas i poczekalni, a na Węgrzech spowalniano ruch pociągów. Zawsze jednak odnosiliśmy sukces dzięki wsparciu mediów, pasażerów oraz Komisji Europejskiej, która nadzoruje prawidłowość funkcjonowania rynku" - wylicza RegioJet. Dzisiaj, we wszystkich tych państwach pociągi są pełne, a RegioJet na dobre umiejscowił się w tamtejszym rynku kolejowym.
I dla polskiego rynku dobrze by było, by czeski przewoźnik wreszcie uporał się z problemami i mógł (zgodnie z zapowiedziami) mocno zaakcentować swoją obecność w Polsce. - Konkurencja motywuje do dobrej pracy. To zresztą było już widać. Intercity nagle zaczęło robić promocje biletowe na trasach, które są czy mają być wspólnie obsługiwane przez jednego i drugiego przewoźnika. Oczywiście to nie jest tak, że Intercity nigdy tego nie robiło, bo od lat miało różne atrakcyjne rozwiązania taryfowe, ale widać, że teraz zintensyfikowali działania w tym kierunku. Więc to na pewno jest plus - zauważa Paweł Rydzyński.
- Liczę mimo wszystko, że RegioJet się ogarnie i jak nie w marcu, to w czerwcu, a jak nie w czerwcu, to w kolejnych miesiącach zacznie realizować kursy zgodnie z założonym planem. Skoro zapowiadali, że od grudnia 2026 roku będą kolejne połączenia, to ta oferta będzie jeszcze szersza. Zakładam, że będą to realizować, bo co by nie mówić, jest to przewoźnik, który jest mocno obecny w kilku krajach Europy. Polski rynek jest bardzo atrakcyjny ze względu na wielkość kraju i liczbę mieszkańców, więc myślę, że oni tutaj zaistnieją - tłumaczy ekspert.
Mam tylko nadzieję, że zarówno RegioJet, jak i każdy kolejny przewoźnik kolejowy, który będzie chciał wejść na nasz rynek, będzie do tego po prostu odpowiednio przygotowany. Bo utworzenie zaplecza kadrowego, taborowego i logistycznego na kolei jest dużym wyzwaniem. Tego się po prostu nie robi z dnia na dzień i tutaj zasada 'jakoś to będzie' - po prostu się nie sprawdza. Co zresztą w tym momencie widać
- dodaje.