24 stycznia prezydent Donald Trump zagroził Kanadzie, że Waszyngton nałoży 100 proc. cła na towary sprzedawane w USA, jeżeli dojdzie do zwarcia umowy handlowej między tym krajem a Chinami. "Jeśli Kanada zawrze umowę z Chinami, natychmiast zostanie nałożona 100 proc. cła na wszystkie kanadyjskie towary i produkty wchodzące do USA" - napisał Donald Trump w poście na Truth Social. W sierpniu 2025 roku Biały Dom podniósł cła na kanadyjskie towary do 35 proc., choć porozumienie CUSMA (Kanada-USA-Meksyk) pozwala ich uniknąć w przypadku wielu towarów.
Na początku stycznia premier Kanady Mark Carney ogłosił zawarcie z Pekinem wstępnego porozumienia dotyczącego zniesienia barier handlowych i obniżenia ceł. Chiny zmniejszyły stawki na niektóre kanadyjskie produkty rolne, natomiast Ottawa zwiększyła limity na import chińskich pojazdów elektrycznych przy najkorzystniejszej stawce na poziomie 6,1 proc. O umowie pisaliśmy tutaj.
Prezydent Trump zasugerował, że Chiny będą chciały wykorzystać Kanadę, żeby uniknąć płacenia amerykańskich ceł. "Jeśli gubernator Carney myśli, że zamierza uczynić Kanadę ‘portem przeładunkowym’ dla Chin, do wysyłania towarów i produktów do Stanów Zjednoczonych, to bardzo się myli" - wyjaśnił prezydent. Określił też premiera Kanady mianem "gubernatora", podobnie, jak zrobił to kiedyś z jego poprzednikiem Justinem Trudeau. Równocześnie stwierdził, że "Chiny zjedzą Kanadę żywcem, całkowicie ją pochłoną, włącznie ze zniszczeniem jej przedsiębiorstw, tkanki społecznej i ogólnego stylu życia".
Jeszcze przed tygodniem Donald Trump wyraził poparcie dla zawarcia umowy, stwierdzając, że jeśli uda się osiągnąć porozumienie z Chinami, to premier Carney powinien umowę podpisać. Na zmianę opinii mogły wpłynąć wypowiedzi szefa kanadyjskiego rządu w Davos. Przekonywał on, że państwa średniej wielkości nie są bezsilne wobec nacisków ze strony mocarstw, co było bezpośrednią aluzją do niedawnych działań rządu USA.
Tymczasem kanadyjskie władze przekonują, że umowa w żaden sposób nie godzi w interesy w Waszyngtonem. "Rząd Kanady jawnie zaznaczył, że umowa z Chinami dotyczy zasadniczo krajowych konsumentów i firm w Kanadzie i Chinach, a nie programów skierowanych na inne rynki. Uporządkowane i stabilne relacje z Chinami lub jakimkolwiek innym krajem... nie mają zastąpić naszej głęboko zakorzenionej relacji ze Stanami Zjednoczonymi, która nadal jest zdecydowanie korzystna dla pracowników, konsumentów i konkurencyjności Ameryki Północnej" - stwierdził w oświadczeniu Matthew Holmes, wiceprezes wykonawczy i szef polityki publicznej Kanadyjskiej Izby Handlowej.
W odpowiedzi na nowe groźby celne Dominic LeBlanc pełniący funkcję ministra ds. handlu Kanada-USA wyjaśnił, że "nie trwają prace nad umową o wolnym handlu z Chinami", a jedynie osiągnięto rozwiązanie dla "wielu ważnych problemów celnych".
Czytaj też:To się Trumpowi nie spodoba. Sąsiad USA tworzy "strategiczne partnerstwo" z Chinami