Horrendalne rachunki za ciepło. Wzrosty o kilkaset złotych. Dlaczego ogrzewanie tak podrożało?

Rachunki grozy za ogrzewanie płacą podczas tej zimy mieszkańcy domów i mieszkań, do których dostarczane jest miejskie ciepło. Prezes jednej ze spółek wyjaśnił, dlaczego ceny skoczyły aż tak mocno. Składają się na to dwa czynniki.
Grzejnik elektryczny (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Wyborcza.pl

Mroźna zima i koniec tarcz ochronnych sprawiły, że ceny za ogrzewanie i prąd drastycznie wzrosły. W Bełchatowie za ciepło mieszkańcy domów płacą od 1 do 3 tys. zł. Z miesiąca na miesiąc ceny ogrzewania wzrosły o kilkaset złotych. Głos w sprawie zabrało Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej (PEC) w Bełchatowie na specjalnie zwołanej z tej okazji konferencji, informuje portal Dzień Dobry Bełchatów. 

Dlaczego ceny ciepła tak wzrosły? 

Prezes PEC, Łukasz Rutka, tłumaczył, że rachunki grozy to efekt dwóch nakładających się na siebie czynników: mrozów oraz likwidacji rządowej tarczy osłonowej. To przełożyło się na wzrost cen w całym kraju. Rutka wyjaśniał, że 64 proc. rachunku stanowi cena wytworzenia ciepła, którą PEC płaci PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna Spółka Akcyjna (PGE GiEK), a pozostałe 36 proc. to kwota za dostarczenie i utrzymanie sieci. 

Zobacz wideo Tomasz Walczak: Można ogrzać dom z klimatyzacją za 1 zł/m2 miesięcznie

Przypomniał też, że PGE GiEK w 2023 roku podniósł stawkę za ciepło o 48 proc. podczas gdy PEC ledwie o 8,5 proc. Odbiorcy nie odczuli jednak tej podwyżki, ze względu na rządowe tarcze ochronne, mówił Rutka. W ten sposób rachunki były o 30-50 proc. niższe niż w rzeczywistości. Tarcza ciepłownicza przestała jednak obowiązywać w połowie ubiegłego roku. 

Dostawcy ciepła przerzucają się odpowiedzialnością 

Głos po konferencji zabrało też PGE GiEK, które poinformowało, że ceny ciepła nie zmieniły się w ciągu ostatnich dwóch lat. Spółka dodała, że nie posiada odbiorców indywidualnych i nie sprzedaje ciepła mieszkańcom. Tym zajmuje się PEC.  

- We wszystkich systemach ciepła, dźwignią ceny jest wytwórca. Jak mamy tego samego wytwórcę i sprzedawcę, to wtedy można faktycznie wziąć 100 proc. odpowiedzialności za cenę. Mamy 170 km sieci do utrzymania, jak na Bełchatów, jest to bardzo rozległa i skomplikowana sieć. Jesteśmy odpowiedzialni za wszelakie remonty, naprawy i inwestycje. To w taryfie z Urzędu Regulacji Energetyki musi mieć jakieś odzwierciedlenie, bo inaczej nie bylibyśmy w stanie normalnie prowadzić przedsiębiorstwa - tłumaczył na konferencji Rutka. 

Więcej o: