Premier Słowacji zapowiedział podjęcie radykalnych kroków wobec Ukrainy. "Jeśli w poniedziałek prezydent Ukrainy nie wznowi dostaw ropy na Słowację, tego samego dnia poproszę odpowiednie słowackie firmy o zatrzymanie awaryjnych dostaw energii elektrycznej na Ukrainę" - napisał w poście na Facebooku Robert Fico. Wspomniał również o "niedopuszczalnym zachowaniu prezydenta Zełenskiego".
"Od początku wojny Słowacja pomaga Ukrainie. Na naszym terenie przebywa około 180 tysięcy Ukraińców, udzielamy pomocy humanitarnej, organizujemy wspólne spotkania rządów. Robimy dla Ukrainy znacznie więcej niż niektóre inne kraje" - napisał Fico.
"Prezydent Ukrainy nie chce zrozumieć naszego pokojowego podejścia i za to, że nie popieramy wojny, traktuje Słowację wrogo. Najpierw wstrzymał dostawy gazu na Słowację, powodując nam szkody w wysokości 500 milionów euro rocznie. Teraz wstrzymał dostawy ropy, co powoduje kolejne szkody i problemy logistyczne. Jeżeli Zachodowi nie przeszkadza, że wysadzono w powietrze gazociąg Nord Stream, Słowacja nie może akceptować stosunków słowacko-ukraińskich jako biletu w jedną stronę korzystnego tylko dla Ukrainy" - kontynuował premier Słowacji.
W przypadku braku reakcji ze strony Kijowa Fico zamierza zwrócić się do SEPS, państwowej spółki energetycznej, żeby wstrzymała dostawy awaryjne prądu do Ukrainy. Jak przypomniał, jedynie w styczniu tego roku takich dostaw było potrzeba dwa razy więcej niż w całym 2025 roku, żeby ustabilizować ukraińską sieć energetyczną. "Wobec nieakceptowalnego zachowania prezydenta Zełenskiego wobec Słowacji (...), uważam za absolutnie słuszne, że odmówiłem zaangażowania SR także w najnowszą pożyczkę wojskową dla Ukrainy w wysokości 90 mld euro" - wspomniał premier Słowacji.
Konieczność uruchomienia awaryjnych dostaw prądu związana jest z uszkodzeniem ukraińskiej infrastruktury energetycznej w wyniku rosyjskich ataków. Takie dostawy realizuje też Polska. 27 stycznia ataki miały także doprowadzić do uszkodzenia rurociągu "Przyjaźń", którym ropa płynęła na Słowację i Węgry. Władze obydwu krajów uważają jednak, że Kijów specjalnie wstrzymuje dostawy.
Rządy obydwu państw skarżą się na odcięcie od rosyjskiego surowca i grożą konsekwencjami. Budapeszt mówi o "politycznym szantażu". Słowacja musiała uruchomić rezerwy w wysokości 250 tys. ton ropy. Podobnie zareagowały Węgry, zamawiając 500 tys. ton surowca z Rosji transportowanego przez Chorwację. Tamtejszy rząd także rozważa wstrzymanie awaryjnych dostaw energii elektrycznej oraz gazu na Ukrainę.
Czytaj też:Węgry grożą Ukrainie odcięciem od energii i gazu. "Polityczny szantaż"