W piątek, 20 lutego amerykański Sąd Najwyższy uznał (stosunkiem głosów 6 do 3), że cła, które w zeszłym roku Donald Trump wprowadził na niektóre kraje - korzystając przy tym z ustawy International Emergency Economic Powers Act (IEEPA) - są nielegalne i naruszają prawo federalne, a on sam przekroczył swoje uprawnienia. Prezydent określił tę decyzję jako "absurdalną", stwierdzając, że ci, którzy za nią głosowali "powinni się wstydzić", i sugerując, że działają w interesie innych państw. Niedługo potem nałożył nowe, globalne 10 proc. cła, które finalnie podniósł do 15 proc. Tymczasem na orzeczenie sądu mogą już niedługo zareagować pokrzywdzeni importerzy.
Według danych Służby Celnej i Ochrony Granic Stanów Zjednoczonych oraz wniosku złożonego przez tę agencję do Sądu Handlu Międzynarodowego Stanów Zjednoczonych może chodzić o 134 mld dolarów zebrane od 301 tys. importerów. O tym, że negatywna decyzja sądu może zmusić USA do zwrotu tych pieniędzy, Trump wspominał już wcześniej, wskazując wręcz, że będą to "biliony" dolarów, co miałoby katastrofalne skutki dla amerykańskiego Skarbu Państwa.
W swojej opinii sędzia Brett Kavanaugh (głosujący przeciwko uznaniu ceł za nielegalne) ostrzegł, że proces zwrotu będzie "bałaganem". "Sąd dziś nie mówi nic na temat tego, czy i jeśli tak, to w jaki sposób rząd powinien zwracać miliardy dolarów zebrane od importerów. Zwroty miliardów dolarów miałyby istotne konsekwencje dla Skarbu USA" - napisał sędzia.
Nad możliwością otrzymania zwrotu rozmyślają już niektórzy amerykańscy importerzy. Kwestia ta podnoszona jest też w Unii Europejskiej. Jak stwierdził Bernd Lange, przewodniczący komisji handlowej Parlamentu Europejskiego, nadmiarowe cła "muszą zostać zwrócone". Szacunki wskazują, że z powodu dodatkowych opłat niemieckie firmy lub ich amerykańscy importerzy przepłacili ponad 100 mld euro.
Tymczasem, jak podaje "Politico", Departament Sprawiedliwości i strony w postępowaniu taryfowym już zwróciły się do Trybunału Handlu Międzynarodowego o powołanie komitetu sterującego. Jego zadaniem byłoby koordynowanie ponad 1000 spraw dotyczących zwrotów. To typowe postępowanie w dużych i złożonych sporach handlowych.
Może też chodzić o zwykłych obywateli USA. Gubernator Illinois, demokrata JB Pritzker, domaga się zwrotu pieniędzy w imieniu 5,11 miliona gospodarstw domowych w swoim stanie. W liście do prezydenta wyliczył, że cła kosztowały każde gospodarstwo 1700 dolarów, co daje łącznie 8,7 mld dol. Pritzker zagroził, że brak zapłaty wywoła "dalsze działania".
Prezydent USA jednak wyraźnie zapewnia, że o żadnych zwrotach nie ma mowy. - Zakładam, że ludzie Trumpa będą walczyć z pomysłem zwrotów i to będzie kolejna rzecz, która przejdzie przez sądy. Będzie więcej postępowań sądowych - powiedział Wilbur Ross, minister handlu, w trakcie pierwszej kadencji Trumpa. - Rząd jest dobrze przygotowany, by jak najbardziej utrudnić to importerom. Widzę świat, w którym zrzucą jak najwięcej odpowiedzialności na importera - może zmuszając go do pójścia do sądu w celu uzyskania zwrotów - stwierdziła z kolei prawniczka handlowa Joyce Adetutu.
Czytaj też:Sąd uznał 10-procentowe cła Trumpa za nielegalne. Prezydent ogłasza: Podnoszę do 15 proc.