Ukraina przez kilka lat wojny z Rosją boryka się z atakami dronów Shahed, które rosyjska armia kupowała od Iranu. Teraz irańskie drony zadały mocny cios branży energetycznej Europy.
W poniedziałek po południu państwowy koncern Qatar Energy z Kataru ogłosiło o ataku dwóch irańskich dronów na pomocnicze instalacje jego zakładów produkcji skroplonego gazu LNG. Atak nie spowodował istotnych zniszczeń, ale
katarski koncern postanowił profilaktycznie i bezterminowo wstrzymać produkcję LNG.
Kompleks przemysłowy Raf Laffan w Katarze to największy na świecie zakład produkcji LNG. A Katar jest teraz drugim po USA eksporterem skroplonego gazu na świecie. W zeszłym roku to państwo nad Zatoką Perską sprzedało około 77 mln ton LNG, z czego ponad 80 proc. trafiło do państw Azji.
Europa jest dużo mniejszym klientem koncernu Qatar Energy. Jednak to właśnie w Europie decyzja katarskiego koncernu wywołała szalony zamęt na rynku gazu.
W poniedziałek na rozpoczęty dwa dni wcześniej atak Izraela i USA na Iran zareagowały rynki ropy naftowej i gazu.
Po rozpoczęciu targów na holenderskim parkiecie TTF, największej giełdzie gazu w Europie, ceny surowca wzrosły o 25 proc., do 40 euro za 1 MWh. To był
skok cen ponad dwa razy większy niż w przypadku europejskiej ropy naftowej Brent, która początkowo kosztowała ponad 10 proc. drożej niż na zamknięcie poprzedniej sesji.
Jednak gdy kilka godzin później Qatar Energy ogłosił o wstrzymaniu produkcji, ceny gazu na TTF podskoczyły aż o 50 proc. Bo rynki energetyczne to globalny system naczyń połączonych. Nawet jeśli większość skroplonego gazu z Kataru była przeznaczona dla klientów w Azji, to ograniczenie dostaw na tamtejsze rynki oznacza niedobory dla całego światowego rynku LNG.
Pod koniec poniedziałkowej sesji emocje trochę opadły i na zamknięcie TTF za 1 MWh gazu na tym parkiecie trzeba było zapłacić 44,5 euro, prawie 40 proc. więcej niż na koniec sesji w piątek.
Jednak we wtorek ceny gazu w Europie znów rosły, podsycane obawami o zablokowanie dostaw znad Zatoki Perskiej skroplonego gazu ze złóż w Omanie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. We wtorek przed południem za 1 MWh gazu za TTF trzeba było zapłacić nawet 65,4 euro, ponad 40 proc. drożej niż na koniec poniedziałkowej sesji.
Poszły w górę również ceny na Towarowej Giełdzie Energii (TGE). We wtorek na warszawskim parkiecie 1 MWh gazu z dostawą następnego dnia kosztowała 195,7 zł netto, a w ostatnią sobotę było to 139,1 zł.
Trzeba podkreślić, że ta galopada cen dotyczy gazu sprzedawanego w ramach jednorazowych umów (spot). Firma, która ma długoterminowe kontrakty z dostawcą surowca na razie nie odczuwa skutków tak szalonych wzrostów cen gazu.
Jednak większość zakładów przemysłowych, które są znaczącymi konsumentami gazu, zwykle kupuje tylko część surowca w ramach kontraktów długoterminowych, dokupując go w miarę zapotrzebowania na rynku spot. Teraz przekłada się to jednak na znaczący wzrost wydatków. A obecna galopada cen oznacza też niepewność dla całego rynku gazu w Europie.
Zareagowała już na to grupa Azoty, największy polski koncern chemiczny.
We wtorek grupa Azoty potwierdziła, że przestała przyjmować na marzec nowe zamówienia na nawozy azotowe, przy których produkcji wykorzystuje się gaz ziemny.
Zdecydowanie dementujemy informacje o wstrzymaniu produkcji. Nasze zakłady pracują wykorzystując maksymalne moce produkcyjne. Pragniemy podkreślić, że realizujemy wszystkie zamówienia, które zostały złożone w Grupie Azoty przed opublikowaniem komunikatu o czasowym wstrzymaniu przyjmowania nowych zamówień
- podkreślił w komunikacie Grzegorz Kulik, rzecznik prasowy Grupy Azoty.
Grupa Azoty wyjaśniła, że wstrzymała przyjmowanie nowych zamówień na nawozy azotowe z powodu gwałtownego wzrostu cen gazu, wywołanego niestabilną sytuacją na Bliskim Wschodzie. Koncern wyjaśnił, że nie chciał przerzucać na klientom wzrostu kosztów produkcji nawozów. A jednocześnie stwierdził:
Przyjmowanie zamówień na dotychczasowych warunkach przy tak drastycznym wzroście kosztów narażałoby Spółkę na negatywne konsekwencje.
Grupa Azoty wskazała, że na wstrzymanie ofert zdecydowali się również producenci nawozów "z innych krajów naszego regionu". Jednocześnie Grupa Azoty zapewniła:
"Nie ma zagrożenia w pokryciu zapotrzebowania rynku krajowego".