Wniosek polskiego rządu złożony do programu opiewał na 43,7 mld euro i uzyskał akceptację instytucji w Unii Europejskiej. Tym samym Polska została wskazana jako największy jego beneficjent. Według deklaracji rządu 89 proc. z pożyczonych środków ma trafić do polskich firm zbrojeniowych. Sama pożyczka miałaby okres spłaty do 45 lat z 10-letnią karencją (spłaca się jedynie odsetki). Oprocentowanie będzie zmienne (zależne od warunków rynkowych dla emisji obligacji KE, która jest odpowiedzialna za finansowanie wsparcia).
Sprawa SAFE stała się szczególnie głośna z powodu ostrego sporu politycznego między członkami rządu a opozycją. Ci pierwsi podkreślali, że niskooprocentowane pożyczki z odroczoną spłatą to niespotykana szansa zarówno na modernizację polskiego wojska, jak i rozbudowę polskiego przemysłu obronnego. Pozytywnie o SAFE wypowiadali się też generałowie polskiej armii.
Z kolei przedstawiciele opozycji (politycy Prawa i Sprawiedliwości czy Konfederacji) zgłaszali wątpliwości. Twierdzili m.in., że w programie miał zostać zaszyty "jakiś mechanizm warunkowości", który pozwoli Komisji Europejskiej ingerować w politykę obronną Polski. Wskazywali też na możliwy spadek zamówień obronnych składanych u pozaeuropejskich partnerów - głównie w USA i Korei Południowej.
Rządzący odpierali zarzuty i - szczególnie w ostatnim czasie - brali pod uwagę możliwe weto prezydenta Karola Nawrockiego, zapowiadając plan B w postaci uchwały Rady Ministrów. Taki ruch rządu uniemożliwiłby Polsce skorzystania ze środków SAFE, choć problem z otrzymaniem pieniędzy miałyby np. Straż Graniczna, Policja czy Służba Ochrony Państwa (SOP). - Jeśli pojawi się weto, to na pewno tego samego dnia będziemy mogli realizować plan B, czyli uchwałę Rady Ministrów - ale ze stratą dla na przykład Straży Granicznej. Na tym polega problem. (...) Jeżeli będzie weto, to na wojsko znajdziemy pieniądze, ale nie będzie pieniędzy przez to weto na ochronę granicy wschodniej, wsparcie Straży Granicznej, Policji w jej zadaniach na rzecz bezpieczeństwa obywateli, na cyberbezpieczeństwo - mówił we wtorek Donald Tusk.
Więcej szczegółów na temat rozwiązania zdradziła Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, pełnomocniczka rządu ds. SAFE. Jak wskazywała, do rozdysponowania unijnych środków będzie można wykorzystać funkcjonujący już Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych. FWSZ ma jednak w tym przypadku jedną wadę, środki z finansowego wehikułu mogą być wydawane jedynie na potrzeby Sił Zbrojnych RP. - Przy planie B nie będzie rozwoju Dowództwa Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni (DKWOC). Nie będzie możliwości finansowania cyberodporności, zgodnie ze strategią cyberbezpieczeństwa RP. Policja nie dostanie 7 mld zł na rozbudowę swojej infrastruktury. Straż graniczna nie dostanie miliardów złotych na swój rozwój. Tych pieniędzy nie będzie - wyliczał z kolei w RMF FM minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.
A na co miałby iść pieniądze z SAFE? Informację nt. "listy zakupów" rząd przedstawiał pod koniec lutego, zaznaczając, że cała lista pozostaje niejawna m.in. ze względu na wrażliwe kwestie dotyczące negocjacji kontraktów. Według upublicznionych danych, spora część pieniędzy zostanie jednak przeznaczona na:
Jeżeli chodzi o technologie, których nie można zdobyć w Polsce, to z SAFE mają zostać sfinansowane:
Doposażone (np. w sprzęt do zwalczania dronów) miały także być inne służby, jak Policja, Straż Graniczna czy SOP, ale te zakupy w obliczu weta prezydenta Karola Nawrockiego stają pod znakiem zapytania.