W czwartek 26 marca premier Donald Tusk nie oszczędził silnych emocji inwestorom posiadającym akcje Orlenu.
W pierwszych godzinach po rozpoczęciu sesji na warszawskiej giełdzie mogli oni jeszcze cieszyć się z udanej inwestycji. Rano akcje giganta kosztowały 132,90 zł za sztukę, a tuż po godzinie 10:00 ich cena wzrosła do 133,92 zł. Przez kilka kolejnych godzin notowania utrzymywały się na stabilnym poziomie około 133 zł.
Gwałtowna zmiana nadeszła po godzinie 14:00. Wtedy premier Donald Tusk zapowiedział, że wieczorem na nadzwyczajnym posiedzeniu zbierze się rząd, aby przyjąć pakiet decyzji, które doprowadzą do odgórnej obniżki cen detalicznych paliw.
Jeszcze przed świętami powinniśmy zobaczyć ceny obniżone o ok. 1,2 zł na litrze każdego z paliw
- zadeklarował Tusk, cytowany przez PAP.
Wkrótce po wystąpieniu premiera kurs akcji Orlenu runął w dół, spadając aż do 124,66 zł za sztukę. Dopiero później nadeszło lekkie odbicie. Późnym popołudniem papiery koncernu kosztowały 129,12 zł za sztukę, co oznaczało stratę rzędu 3,4 proc. na wartości w stosunku do zamknięcia poprzedniej sesji.
Tusk zapowiedział, że rząd obniży stawki podatku akcyzowego, a przede wszystkim VAT na paliwa. Oznacza to znaczne uszczuplenie dochodów budżetu państwa, jednak ten konkretny ruch nie bije bezpośrednio w interesy Orlenu. Inwestorów mogły znacznie bardziej zaniepokoić inne zapowiedzi premiera.
Na okres stosowania obniżonych stawek podatkowych VAT-u i akcyzy wprowadzimy maksymalną cenę detaliczną na paliwa
- ogłosił Tusk. Dodał przy tym, że maksymalne ceny paliw na stacjach będą ustalane każdego dnia przez ministra energii „na podstawie wskaźników średniej ceny hurtowej oraz minimalnych kosztów operacyjnych".
Do tej pory takiego systemu w Polsce nie stosowano. Nie wiadomo również, cenniki których dokładnie hurtowni będą brane pod uwagę w tych kalkulacjach oraz na jakiej podstawie minister energii zamierza arbitralnie ustalać „minimalne koszty operacyjne" dla stacji benzynowych.
W praktyce oznacza to jednak przywrócenie administracyjnego kierowania rynkiem paliw, z którym Polska pożegnała się wraz z upadkiem PRL-u na początku lat 90.
Akcjonariuszy Orlenu mogły również mocno zaniepokoić zapowiedzi premiera dotyczące wprowadzenia dodatkowego podatku od nadzwyczajnych zysków w branży paliwowej (tzw. windfall tax).
„Sytuacja jest tak paradoksalna, że im wyższe ceny na rynkach światowych, tym więcej ludzie płacą na stacjach benzynowych. Ale ci, którzy działają w tym biznesie, mają większe zyski. Więc w takich sytuacjach także będziemy reagowali, wprowadzając podatek od nadmiarowych zysków koncernów" – stwierdził Tusk, nie podając jednak na razie żadnych konkretów.
Szkopuł w tym, że obecnie wzrosły przede wszystkim marże na samej produkcji paliw. A ponieważ większość mocy przerobowych polskich rafinerii należy właśnie do Orlenu, to ten koncern jest w pierwszym rzędzie narażony na zapłatę dodatkowej daniny fiskusowi. Uniknąć jej mogą z kolei sieci stacji benzynowych należące do zagranicznych koncernów. Powód jest prosty: choć z powodu drastycznych podwyżek na dystrybutorach ich przychody mocno wzrosły, wcale nie musiało się to przełożyć na finalne zwiększenie ich zysków netto.
Wojna w Iranie trwa od czterech tygodni, więc trudno mówić o ponadwymiarowych zyskach za tak krótki okres. Przede wszystkim nie wiadomo jednak, jak długo potrwają jeszcze starcia zbrojne na Bliskim Wschodzie. Jeśli się przedłużą, to doraźne zyski firm takich jak Orlen szybko się ulotnią, a zgromadzone rezerwy mogą okazać się niezbędne do amortyzowania i hamowania przyszłych szoków cenowych.