Im dłużej trwa wojna, tym czarniejsze scenariusze. Wiceprezes ARP nie wyklucza kolejnych działań osłonowych

- Jeżeli rząd uzna, że sytuacja jest poważna i ma charakter średnio- czy długoterminowy, na pewno przygotuje dodatkowe wsparcie także dla przedsiębiorców - mówi wiceprezes Agencji Rozwoju Przemysłu Krzysztof Telega w kontekście scenariuszy, na jakie musimy być gotowi wobec wojny na Bliskim Wschodzie.
Przedłużająca się wojna na Bliskim Wschodzie można oznaczać 'destrukcję' dla światowej gospodarki
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl

Międzynarodowa Agencja Energii określa obecny kryzys paliwowy jako gorszy niż szoki naftowe z lat 70. i rosyjsko-ukraińska wojna razem wzięte. Ograniczona podaż ropy naftowej doprowadziła do dramatycznego wzrostu cen paliw. Według ekonomistów Santander Bank Polska w Polsce ceny na stacjach podskoczyły o ok. 18 proc. od lutego. Rząd wprowadził mechanizm cen maksymalnych - tutaj piszemy, jakie będą ceny paliw w święta

Wiceprezes Agencji Rozwoju Przemysłu Krzysztof Telega przestrzega jednak, że "kryzys paliwowy dopiero się zaczyna". 

Przedsiębiorcy mogą mieć problem. Co zrobi rząd?

- Jeżeli sytuacja szybko się rozwiąże, to ceny przestaną rosnąć, ale zniszczenia, które już zostały dokonane, będą miały w dłuższej perspektywie istotny wpływ na ceny - szacował wiceprezes ARP w rozmowie z Next.gazeta.pl podczas Polskiego Kongresu Klimatycznego pod koniec marca. Wskazywał szczególnie na uszkodzenie instalacji gazowych w Katarze. Wstępne szacunki mówią, że odbudowa będzie trwała od trzech lat w górę. 

Dobrą wiadomością jest to, że miks energetyczny - czyli to, skąd czerpiemy energię - jest już inny, niż to było w czasach pierwszego kryzysu paliwowego w latach 70. Mamy więcej odnawialnych źródeł energii, co amortyzuje skutki wojny na Bliskim Wschodzie, ale i tak im dłużej będzie trwała, tym bardziej kosztowne będą jej konsekwencje. 

- Trzymajmy kciuki za strony, żeby szybko został zawarty rozejm i trwały pokój. Przedłużanie tego konfliktu niewątpliwie miałoby dość destrukcyjny wpływ na całą gospodarkę światową, która jest już od wielu lat systemem naczyń połączonych. Także konflikt, szczególnie w tak newralgicznym miejscu, jak Bliski Wschód, gdzie przez cieśninę Ormuz płynie 20 proc. ropy naftowej, niewątpliwie wywołałby duże reperkusje - dodawał. 

Wyższe ceny paliw to duże zagrożenie dla polskiego przemysłu. Rząd przeforsował już pakiet CPN (skrót od ceny paliw niżej), która ma ograniczyć skutki podwyżek. Być może to dopiero pierwszy z programów, pomagających polskiej gospodarce przetrwać ten trudny okres. Krzysztof Telega uważa, że "jeżeli rząd uzna, że sytuacja jest na tyle poważna i ma charakter średnio- czy długoterminowy, na pewno przygotuje dodatkowe wsparcie także dla przedsiębiorców". 

Zobacz wideo Tusk zachęca do tankowania, a paliwa może zabraknąć

Transformacja energetyczna - tak. Pytanie, jak szybko

Polski przemysł musi sobie radzić równolegle także z innymi problemami. Jeszcze zanim ceny paliw wystrzeliły, przedsiębiorstwa narzekały na ceny energii w kraju. -  Jest to rzeczywiście duże wyzwanie. System ETS (unijny system handlu uprawnieniami do emisji CO) musi zostać zreformowany, co zresztą Komisja Europejska już zapowiedziała - zauważa Krzysztof Telega. Natomiast samej transformacji energetycznej nie postrzega w kategoriach zagrożenia, a szansy. 

Transformacja energetyczna jest procesem nieuniknionym, przede wszystkim ze względu na wyczerpywanie się zasobów paliw. Niezależnie od ocen czy preferencji, zmiany w tym kierunku będą konieczne. Kluczowe pozostaje jednak pytanie o tempo tej transformacji oraz sprawiedliwy podział związanych z nią obciążeń

- mówi nam wiceprezes ARP.

- Stoję na stanowisku, że transformacja jest szansą dla polskiego przemysłu. Wiąże się to z tym, że poprawi efektywność wykorzystywania źródeł energii, a pójście w kierunku transformacji energetycznej powinno pomóc w konkurencyjności wyrobów polskiego przemysłu. Coraz więcej odbiorców wymaga, aby produkty i usługi były "zielone". W związku z czym, patrząc na strukturę polskiego eksportu, ta transformacja jest i musi być koniecznością, gdyż w przeciwnym razie tracilibyśmy rynki zbytu - dodaje. 

Zwraca jednocześnie uwagę na odmienną specyfikę rynków zagranicznych, zwłaszcza w takich krajach jak Chiny czy Indie, gdzie warunki prowadzenia działalności oraz normy związane z dekarbonizacją są znacznie łagodniejsze niż w Europie. - Unia Europejska próbuje sobie z tym radzić za pomocą odpowiednich mechanizmów, jak choćby podatek, który ma być nakładany na import spoza obszaru Unii Europejskiej. Niemniej jednak jest to temat, który wymaga dalszych prac i uwagi - zauważa Krzysztof Telega.

Jest zdania, że Polska ma dobrą odpowiedź na konkurencję z Chin. To dywersyfikacja. - Polska znajduje się w korzystnej sytuacji dzięki zróżnicowanej strukturze przemysłu, bez nadmiernej koncentracji w jednym sektorze. W związku z czym, jeżeli w jakimś sektorze mamy do czynienia ze zwiększoną konkurencją ze strony Chin, to w innych posiadamy pewne przewagi konkurencyjne - mówi.

Jakie problemy czekają polską gospodarkę?

Zresztą od transformacji energetycznej nie ma odwrotu. Do 2049 roku mamy zakończyć wydobycie węgla, choć de facto może zdarzyć się to wcześniej ze względu na wyraźny spadek rentowności polskich kopalni. - Mamy drogę praktycznie jednokierunkową. Duże nadzieje należy wiązać z elektrownią atomową, która powstanie za jakiś czas, jednak teraz mamy okres przejściowy. W tym czasie znaczenia nabiorą źródła gazowe, czyli gaz zastąpi częściowo węgiel - spodziewa się Krzysztof Telega.

Jak najszerzej trzeba się też otworzyć na odnawialne źródła energii. Pod koniec tego roku wejdą w eksploatację pierwsze morskie farmy wiatrowe, m.in. Baltic Power. Do tego muszą dojść odpowiednie inwestycje w sieci przesyłowe, aby rozprowadzić energię z miejsc wytworzenia do miejsc jej zużycia. Jest to duży problem, dlatego trzeba szybko zmieniać miks energetyczny w kierunku tańszych źródeł

- dodaje. 

Obok kosztów energii jako największe wyzwanie dla przemysłu Krzysztof Telega wskazał demografię. Siła robocza jest przecież jednym z podstawowych zasobów w przemyśle i usługach. Tymczasem współczynnik dzietności w Polsce pozostaje wyraźnie poniżej poziomu zastępowalności pokoleń (ok. 1,1 dziecka na kobietę). 

Demografia jest nauką ścisłą. Jeżeli współczynnik dzietności oscyluje wokół jedności, to w dającej się wyliczyć perspektywie liczba Polaków w wieku produkcyjnym będzie malała. Teza, według której co roku z rynku pracy będzie ubywać 150 000 ludzi, jest podzielana przez wielu ekonomistów na różnych forach. Rozwiązaniem jest oczywiście automatyzacja, ale nie wszystkie prace mogą zostać jej poddane

- podkreśla Krzysztof Telega.

- Innym rozwiązaniem jest inteligentna polityka imigracyjna. Mamy duże wsparcie na rynku pracy, jeśli chodzi o pracowników z krajów zbliżonych nam kulturowo - mam tu na myśli głównie Ukrainę. Niemniej jednak problem jest istotny i dotyczy nie tylko Polski, ale większości krajów wysoko uprzemysłowionych - dodaje. 

Więcej o: