W czwartek (9 kwietnia) nocą polskiego czasu Donald Trump ogłosił w swojej sieci społecznościowej Truth Social, że amerykańskie wojska pozostają rozwinięte w pobliżu Iranu "do czasu, aż osiągnięte RZECZYWISTE POROZUMIENIE zostanie w pełni zrealizowane".
Prezydent USA wskazał też, że zgodnie z takim porozumieniem żegluga przez Cieśninę Ormuz powinna być "swobodna i bezpieczna".
Mniej więcej 24 godziny wcześniej Trump ogłosił, że wstrzymuje na dwa tygodnie malowany w apokaliptycznych barwach atak na systemy energetyczne Iranu, bo uzgodnił z Teheranem zawieszenie broni i podjęcie w tym czasie negocjacji pokojowych. Warunkiem tego zawieszenia broni miało być "całkowite i natychmiastowe" zniesienie przez Iran blokady Cieśniny Ormuz, przez którą prowadzą szlaki żeglugowe do i z Zatoki Perskiej.
Po ataku Izraela i USA rozpoczętym w ostatnim dniu lutego, Teheran zaczął w odwecie blokować Cieśninę i w ten sposób wstrzymał dostawy ropy naftowej ze złóż państw nad Zatoką Perską. Dostarczały one jedną piątą surowca zużywanego na świecie. To podbiło ceny ropy naftowej i w miarę przedłużania się blokady zaczęło już grozić globalnym kryzysem energetycznym i gospodarczym.
Szef irańskiej dyplomacji Abbas Aragczi potwierdził zawieszenie broni na dwa tygodnie. I stwierdził, że w tym okresie "bezpieczne przejście przez Cieśninę Ormuz będzie możliwe za pośrednictwem koordynacji z Siłami Zbrojnymi Iranu i z należytym uwzględnieniem ograniczeń technicznych".
Donald Trump ma jednak powody do irytacji, bo jego deklaracje faktycznie nie weszły w życie - a to podważa prestiż prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Analitycy BBC na podstawie danych firm monitorujących ruchy statków wskazali, że kilkanaście godzin po ogłoszeniu przez Trumpa zawieszenia broni przez Cieśninę Ormuz przepłynęły tylko trzy masowce i nie było pewne, czy ich rejs nie był już wcześniej planowany (Teheran w ostatnich dniach wypuścił kilkanaście statków z Zatoki Perskiej).
Natomiast firma Windward, która monitoruje również ruchy statków wyłączających transpondery informujące o ich położeniu, oceniła, że w pierwszym dniu po ogłoszeniu zawieszenia broni przez Cieśninę Ormuz przepłynęło łącznie 11 statków, tyle samo co dzień wcześniej.
Żegluga przez Cieśninę nie została dotąd faktycznie wznowiona, bo wypowiedź szefa irańskiej dyplomacji sugeruje, że Teheran chce zachować kontrolę nad rejsami statków - wbrew deklaracjom Trumpa o przywróceniu swobodnej żeglugi.
"Większość linii żeglugowych chciałaby uzyskać szczegółowe informacje i zapewnienia dotyczące tego, co faktycznie jest potrzebne do przewozu towarów, ale takie informacje nie są dostępne" - powiedział BBC Lars Jensen, ekspert transportu morskiego z firmy Vespucci Maritime.
Jeszcze większą przeszkodą są żądane przez Teheran opłaty za przejście przez Cieśninę. Według firmy Windward stawka wynosi 1 dol. za baryłkę przewożonej ropy naftowej. A supertankowce mogą przewozić 2 do 3 mln baryłek surowca, więc w ich przypadku myto wyniosłoby 2 do 3 mln dol.
"Nikt tego nie zaakceptuje"
- powiedział przedstawiciel branży paliwowej magazynowi "Politico". Powodów jest wiele.
Prawnicy wskazują, że roszczenia Teheranu są sprzeczne z międzynarodowym prawem morskim. Ich uznanie stanowiłoby fatalny precedens i mogłoby dać pretekst do wprowadzenia takich opłat np. przy przekraczaniu cieśniny na szlaku żeglugowym między Kanałem Sueskim a Oceanem Indyjskim. Mogłoby też stać się pretekstem dla Chin dla ograniczenia żeglugi przez Cieśninę Tajwańską, przez którą prowadzą szlaki żeglugowe o kluczowym znaczeniu dla Azji Wschodniej.
W specjalnym oświadczeniu przywrócenia swobody żeglugi przez Cieśninę Ormuz zażądała Arabia Saudyjska. Dla niej i innych potęg naftowych znad Zatoki Perskiej takie myto stanowiłoby podatek ściągany z nich przez Teheran. A płacące go statki naraziłyby się również na zarzut łamania amerykańskich sankcji wobec Iranu.
Wszystko wskazuje na to, że stawiając takie warunki, Teheran faktycznie z góry zablokował możliwość przywrócenia żeglugi przez Cieśninę Ormuz. I w ten sposób zyskał dodatkowe atuty w szykowanych negocjacjach z Waszyngtonem, który zaakceptował mglisty plan otwarcia drogi morskiej do Zatoki Perskiej.
W środę nocą polskiego czasu na konferencji prasowej Karoline Leavitt, rzeczniczka Białego Domu, podkreśliła, że warunkiem zawieszenia broni z Iranem jest otwarcie dla statków Cieśniny Ormuz "bez ograniczeń, w tym opłat".
W tym czasie Mohammed Bagher Ghalibaf, przewodniczący irańskiego parlamentu, oskarżył USA o pogwałcenie zawieszenia broni z powodu brutalnego ataku Izraela na Liban i prowadzenie negocjacji pokojowych jest nieracjonalne. A Iran ogłosił, że ponownie zamyka Cieśninę.
W czwartek irańskie media opublikowały też mapy bezpiecznych dla statków szlaków przez Cieśninę, sugerując, iż została zaminowana. Doniesienia o takich działaniach Iranu pojawiły się już przed miesiącem.
Wszystko to sprawiło, że wyparowała euforia, z jaką inwestorzy w środę zareagowali na ogłoszone przez Trumpa zawieszenie broni.
W czwartek rano na giełdzie w Londynie baryłka ropy naftowej Brent kosztowała 97,7 dol., ponad 3,1 proc. drożej niż na koniec poprzedniej sesji, a na Wall Street cena baryłki amerykańskiej ropy wzrosła do niemal 97,5 dol., czyli o 3,2 proc.
Wzrost cen ropy naftowej spowodował wyprzedaż akcji spółek giełdowych. W czwartek rano indeks Stoxx600 największych europejskich spółek giełdowych zniżkował o 0,69 proc., a indeks DAX giełdy we Frankfurcie stracił 1,25 proc. na wartości.