Miesiąc temu Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procentowe o 0,25 p.p. Od tego czasu sytuacja geopolityczna zmieniła się jednak diametralnie, a blokada cieśniny Ormuz wywołała obawy o ponowny wzrost inflacji – w tym przede wszystkim o skok cen żywności i paliw.
Według danych GUS w marcu inflacja wyniosła 3 proc. w ujęciu rocznym i była o 0,9 p.p. wyższa niż miesiąc wcześniej. W obliczu rosnącej niepewności gospodarczej Rada Polityki Pieniężnej (RPP) postanowiła tym razem pozostawić stopy procentowe na niezmienionym poziomie (główna stopa referencyjna wynosi obecnie 3,75 proc.).
– Wzrost inflacji wynika z ponad 15-procentowego wzrostu cen paliw na stacjach benzynowych, a więc czynnika całkowicie niezależnego od naszej polityki pieniężnej. Przyczyną tego zjawiska jest bezpośrednio konflikt na Bliskim Wschodzie – mówił prezes NBP, prof. Adam Glapiński.
Jak jednak uspokajał, widmo powrotu do dwucyfrowej dynamiki wzrostu cen z początku wojny w Ukrainie nam nie grozi.
– Ryzyko tak silnego wzrostu inflacji, jak w trakcie kryzysu energetycznego wywołanego rosyjską agresją, jest bardzo ograniczone – dodał prezes banku centralnego.
Wśród czynników ograniczających presję cenową wskazał m.in. na ustabilizowanie się dynamiki wzrostu wynagrodzeń oraz impulsy dezinflacyjne napływające z Chin (czyli stały napływ bardzo tanich towarów z tego kierunku).
Tłumacząc decyzję o utrzymaniu stóp procentowych, Adam Glapiński zwrócił uwagę na dwa zderzające się ze sobą globalne trendy. Z jednej strony blokada cieśniny Ormuz podbija inflację, z drugiej jednak – hamuje globalny wzrost gospodarczy. To ewentualne spowolnienie ma szansę naturalnie zamortyzować presję na dalszy wzrost cen w Polsce.
– Nic nie wskazuje na to, żebyśmy mieli trwale oddalić się od celu inflacyjnego – podsumował szef NBP.
Odpowiadając na pytania dziennikarzy o perspektywę ewentualnych podwyżek stóp procentowych, prezes NBP nakreślił również potencjalny „czarny scenariusz" na wypadek ostrej eskalacji konfliktu w Iranie i Libanie.
– Poznali państwo tę Radę, ona potrafi działać bardzo szybko i zdecydowanie. Gdyby zaszła taka potrzeba, podwyższalibyśmy stopy – gwałtownie lub stopniowo.
Na razie jednak wierzmy w to, że będzie dobrze. Jest wiosna, jesteśmy po Wielkanocy – skwitował w Glapiński.
Szef banku centralnego odniósł się również do głośnej sprawy tzw. prezydenckiego projektu SAFE, który zakładał pozyskanie dodatkowych środków na zbrojenia z rezerw wypracowanych przez NBP.
– W kwestii ewentualnego wykorzystania niezrealizowanej nadwyżki wynikającej ze zmiany cen złota widać, że nie szykuje się tutaj żadne porozumienie polityczne, dlatego NBP po prostu kontynuuje skup kruszcu – skomentował krótko prezes.
Nie ukrywał jednak rozczarowania tą decyzją.
– Powstał taki pomysł, że skoro nam grozi – wojskowi tak teraz ładnie mówią – jakiś konflikt kinetyczny, to może warto by było wykorzystać tę sytuację i za pieniądze banku centralnego dokupić np. Apache (amerykańskie śmigłowce szturmowe – red.). Czy coś innego konkretnego. Ale nie, politycy tego tak nie zostawili, od razu zaczęli mnożyć, na co by można wydać. [...] Ale nic z tego nie będzie – mówił Glapiński.
W jego ocenie, wskutek napiętej sytuacji na Bliskim Wschodzie i paniki na rynkach, złoto będzie w najbliższym czasie nadal drożeć. NBP ma zamiar wykorzystać wahania jego cen i kontynuować skupowanie tego surowca.