Kierowcy z rozrzewnieniem mogą wspominać umiarkowane rachunki za tankowanie w zeszłym roku. Litr benzyny 95-oktanowej kosztował wtedy średnio 5,9 zł, o 40 groszy taniej niż rok wcześniej, a za litr diesla trzeba było zapłacić przeciętnie 6,04 zł, o 35 groszy mniej niż w 2024 r. Takie szacunki podczas zorganizowanego w Warszawie Kongresu Paliwowego 2026 przedstawiła Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN), skupiająca koncerny paliwowe.
Teraz to dla kierowców raj utracony. W zeszłym miesiącu wskutek walk na Bliskim Wschodzie cena baryłki europejskiej ropy naftowej Brent zdrożała o ponad 70 proc., a hurtowe ceny diesla i paliwa lotniczego jet (do silników odrzutowych) podwoiły się.
Polscy kierowcy nie odczuwają tak mocno galopady cen na stacjach benzynowych, bo pod koniec marca rząd premiera Donalda Tuska wprowadził program CPN (Ceny Paliw Niżej). Nowa regulacja obniżyła do unijnego minimum stawki akcyzy od benzyny i diesla, redukując aż o dwie trzecie - z 23 do 8 proc. - stawkę VAT od paliw. Wprowadziła też nieznany wcześniej system maksymalnych cen detalicznych, przywracając administracyjne sterowanie cenami, pierwszy raz od 1990 r., kiedy w Polsce faktyczny monopol na handel paliwami miała wywodząca się z PRL firma CPN.
- Ceny paliw w Polsce należą do najniższych w Europie - podkreślał w wystąpieniu na kongresie minister energii Miłosz Motyka. Jednak z drugiej strony, to kosztowna interwencja. Na ulgach podatkowych dla nabywców paliw budżet traci aż 1,6 mld zł miesięcznie, jak informował wcześniej minister finansów Andrzej Domański. I jakoś trzeba będzie powetować to uszczuplenie dochodów fiskusa, zwłaszcza, że Polska jest już od połowy 2024 r. objęta w Unii Europejskiej procedurą nadmiernego deficytu, czyli za bardzo żyje na kredyt.
Ale na razie rządzący nie chcą przypominać Polakom tej bolesnej prawdy. - Mamy nadzieję, że konflikt na Bliskim Wschodzie potrwa krótko - powiedział minister Motyka. Ale jednocześnie przyznał: - Skutki obecnego kryzysu energetycznego będą odczuwane przez najbliższe miesiące i lata.
Po tak realistycznej ocenie sytuacji, szef resortu energii zadeklarował gotowość do dialogu z branżą paliwową w sprawie modyfikacji projektu CPN.
Deklarację dialogu złożoną przez ministra energii przedstawiciele branży paliwowej przyjęli z zadowoleniem. - Mamy nadzieję, że standardem nie stanie się przyjmowanie ustaw w ciągu 26 godzin od ich ogłoszenia do podpisania przez prezydenta - powiedział Wojciech Labuda, dyrektor ds. regulacji w POPiHN, odnosząc się do trybu wprowadzenia programu CPN.
W praktyce wykluczało to konsultacje z branżą paliwową, która nie kryje zastrzeżeń do wprowadzonych przepisów.
Pierwsze z nich dotyczy tego, że wprowadzony system cen maksymalnych nie uwzględnia zróżnicowania cen w stosunku do paliw premium, droższych z powodu większej zawartości dodatków uszlachetniających. Widać to szczególnie w przypadku diesla. - Te paliwa są teraz sprzedawane ze stratą - powiedział dyr. Labuda. Dodał, że właśnie z tego powodu na dystrybutorach z paliwem premium częściej można zobaczyć informację o "awarii dystrybutora".
To fatalnie kojarzy się z praktykami stosowanymi przez Orlen za prezesury Daniela Obajtka w czasie wyprzedaży paliw przed wyborami parlamentarnymi w 2023 r.
Drugie zastrzeżenie dotyczy stosowania takich samych cen maksymalnych paliw na stacjach benzynowych w miastach i przy małych drogach, co na stacjach przy tzw. MOP przy drogach szybkiego ruchu. Jan Strubiński, dyrektor ds. analiz rynku POPiHN, tłumaczył, że koszty działalności tych stacji są wyższe. - Obecnie ponoszą straty - stwierdził.
Zmiany przepisów CPN dotyczących tych dwóch kwestii chce POPiHN.
Przedstawiciele branży paliwowej proponowali również, aby wyłączyć stacje benzynowe z płacenia podatku od sprzedaży detalicznej. - Ten podatek podnosi cenę litra paliwa o 5 do 10 groszy - oceniali.
Zdaniem reprezentantów POPiHN przepisy ustawy o podatku od sprzedaży detalicznej są dziurawe i nie obejmują stacji benzynowych działających na zasadzie franczyzy lub w systemie agencyjnym.
- W zamian za rezygnację z podatku od sprzedaży detalicznej można nieco podnieść akcyzę od paliw - wskazał dyr. Labuda.
Pobieranie podatku od sprzedaży detalicznej od stacji benzynowych zawiesił w grudniu 2021 r. rząd PiS premiera Mateusza Morawieckiego, obniżając jednocześnie stawki akcyzy do poziomu unijnego minimum. Proponując tę ulgę - początkowo na pięć miesięcy - rząd Morawieckiego szacował, że uszczupli to dochody budżetu o ponad 140 mln zł. Potem jednak stosowanie tej ulgi posłowie PiS przedłużyli jeszcze na pierwszą połowę 2023 r. - chociaż wtedy ceny paliw mocno już spadły.
Po wybuchu wojny w Iranie problemem stało się sprawne dostarczanie na stacje benzynowe paliw, szybko i na zapas kupowanych przez kierowców. Aby zapobiec problemom, Ministerstwo Infrastruktury zezwoliło na miesiąc, aby kierowcy rozwożący cysterny z paliwem, mogli pracować dłużej niż dopuszczają przepisy UE.
Te przepisy wygasły na początku kwietnia. Ale rząd zwrócił się do Komisji Europejskiej o zgodę na ich przedłużenie do końca czerwca - poinformował wiceminister infrastruktury Stanisław Bukowiec w swoim wystąpieniu podczas Kongresu Paliwowego 2026.