Amerykański gigant inwestuje w Polsce. Tworzy silniki do "pracy w piekle"

100 mln dolarów, dziesiątki nowych miejsc pracy i wielkie nadzieje na dalszy rozwój. Gigant Pratt&Whitney inwestuje w Polsce.
Myśliwiec F-35 - zdjęcie ilustracyjne.
Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Wyborcza.pl

Lata doświadczeń, wielki rynek pracy inżynierów i ulgi podatkowe - to skłoniło amerykańskiego giganta lotniczego, ale z polskimi korzeniami, do rozwoju biznesu w Polsce. Pratt&Whitney ma zainwestować 100 mln dolarów w nową fabrykę i linię produkcyjną silników lotniczych w Rzeszowie.  

Choć firma ma już tam swoje zakłady, to teraz będzie je rozbudowywać. Gros pieniędzy pójdzie na nowy budynek, ale także jego wyposażenie. Część środków ma zostać też przeznaczone na szkolenie nowej załogi. Inwestycja ma przynieść bowiem miejsca pracy.

- Szacujemy, że zatrudnienie znajdzie 140 osób, z czego 30 proc. to wysoko wykwalifikowana kadra inżynierska, a od pracowników nowego wydziału będziemy wymagać wiedzy w obszarze inżynierii materiałowej. To będą zaawansowane stanowiska pracy opłacane zgodnie z warunkami rynkowymi - mówił Gazeta.pl Piotr Owsicki, prezes Pratt&Whitney w Rzeszowie.

Jak dodaje, wysokie kompetencje są niezbędne, bo firma produkuje materiały, które mają się sprawdzić w "piekielnych warunkach, na ekstremalnych obciążeniach i w ściśle regulowanym lotniczych wymogach". Inwestycja Pratt&Whitney w Rzeszowie to jedna z dwóch jakie wdraża koncern na świecie. Polska jest tu w elitarnym gronie - druga z fabryk powstać ma kosztem 200 mln dolarów w Stanach Zjednoczonych. 

Firma chce dzięki temu zwiększyć swoje moce produkcyjne i odpowiedzieć na wzrosty na rynku lotniczym, także tym związanym z samolotami wojskowymi. Rozbudowa zakładu w Rzeszowie umożliwi choćby produkcję silników do polskich F-35 czy Airbusa A220 (zamówienie na ten samolot złożył m.in. LOT). Piotr Owsicki zapewnia jednak, że wspomniane 100 mln dolarów nie jest offsetem. 

Inwestycja jest jednak wsparta przez polski rząd: po pierwsze będą to ulgi podatkowe w ramach Polskiej Sieci Inwestycji (rodzaj stref ekonomicznych) oraz grant z Ministerstwa Rozwoju i Technologii. I choć bez wsparcia byłoby trudno o rozbudowę rzeszowskiego zakładu, to nie była to decydująca kwestia.

- Polska została wybrana, bo mamy tu 50 lat doświadczenia. A od 20 lat powstaje w tym rejonie prawdziwa Dolina Lotnicza, w której jest ustalony cały łańcuch dostaw, w którym uczestniczy szereg firm. Do tego mamy wiedzę, mamy ludzi, mamy doświadczenie. Dla pracowników stwarzamy unikatowe możliwości rozwoju. Konstruujemy silniki, certyfikujemy, produkujemy, aż wreszcie serwisujemy - mówi prezes rzeszowskiego oddziału Pratt&Whitney. 

Przyznaje, że rekrutacja do nowego zakładu już się rozpoczęła. Część osób zostanie zrekrutowanych z dotychczasowej załogi, dostanie awans. Wówczas trzeba będzie szukać nowych pracowników. Z racji jednak na specyfikę pracy trzeba to robić szybko - szkolenie nowej osoby może trwać bowiem nawet dwa lata. 

- To inwestycja wpisująca się w naszą strategię i budowania w Polsce centrum technologii dla lotnictwa cywilnego i wojskowego. Warto to podkreślać, warto zwracać na to uwagę, bo to niewątpliwy sukces naszego kraju - dodaje Owsicki.

Pratt&Whitney działa w Rzeszowie od lat 70., kiedy to podpisano pierwszą z umów na produkcję elementów silników lotniczych. Na początku XXI wieku Amerykanie przejęli cały zakład i od tego czasu rozwijają w nim produkcję. Firma jest częścią koncernu RTX, do którego należy też Collins Aerospace oraz Raytheon. W samym Rzeszowie zatrudnia 4,5 tys. osób, a w całej Polsce RTX daje pracę około 10 tys. osób

Więcej o: