Producent luksusowych aut ma problemy na Bliskim Wschodzie. "Nie możemy wysyłać samochodów"

Wojna z Iranem wpływa na dostawy ropy naftowej i wzrost cen paliw. Na sytuację narzekają nie tylko kierowcy w Europie, ale także producenci samochodów - prezes luksusowej włoskiej marki Lamborghini z powodu konflikt na Bliskim Wschodzie musi zamykać salony sprzedaży.
Stephan Winkelmann, prezes Lamborghini
Fot. REUTERS/Remo Casilli

Konflikt na Bliskim Wschodzie, rozpalony przez atak USA i Izraela na Iran, odbił się już przede wszystkim na cenach ropy. Ale okazuje się, że na problemy narzekają nawet producenci dóbr luksusowych tacy, jak włoska marka samochodów Lamborghini.

Lamborghini ma problemy ze sprzedażą na Bliskim Wschodzie

Jak poinformował Reuters, sprzedaż i dostawy ekskluzywnych samochodów sportowych na Bliskim Wschodzie zostały zatrzymane, bo z powodu konfliktu konieczne było zamknięcie salonów. Do tego dochodzi też blokada dostaw, o czym w czwartek (23 kwietnia) powiadomił prezes firmy, Stephan Winkelmann.

Zobacz wideo Bardzo Bliski Wschód. USA w krajach arabskich

- Nie możemy wysyłać samochodów. Salony są albo zamknięte, albo po prostu transport jest zablokowany - wyjaśnił Winkelmann. Wspomniał również, że dla przedsiębiorstwa może to oznaczać ryzyko utraty zysków z tego sezonu w regionie Zatoki Perskiej. Dla branży aut luksusowych ma to duże znaczenie, ponieważ Bliski Wschód wyróżnia się sezonowym wzorcem sprzedaży, który osiąga maksimum w I połowie roku, zanim lato i ekstremalne upały nie odciągną kupujących od salonów.

Lamborghini miało problem z wysyłką do większości krajów regionu, w tym do Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Omanu. Trochę mniejsze kłopoty zanotowano w Arabii Saudyjskiej. Rozważano przy tym alternatywne porty, takie jak Dżudda (w Arabii Saudyjskiej). Winkelmann jednak stwierdził, że takie przekierowanie nie ma większego sensu, ponieważ rynek pozostaje praktycznie zamknięty.

Istotny rynek na Bliskim Wschodzie

Rocznie na Bliskim Wschodzie Lamborghini sprzedaje około 450 samochodów. To wprawdzie tylko około 5 proc. wolumenu sprzedaży, jednak nabywcy często decydują się na najdroższe modele, co wpływa na dochody z wysokimi marżami.

Jeśli konflikt się utrzyma, firma może przenieść wolumeny na inne rynki. To również problem dla innych producentów aut luksusowych. Jak zauważył Winkelmann to kolejny cios dla firmy, która musiała się wcześniej zmierzyć z ograniczeniami z powodu pandemii, utraty rynku rosyjskiego w 2022 roku, załamaniem chińskiego rynku dóbr luksusowych czy cłami na rynku amerykańskim.

Mimo wszystko marka mogła się pochwalić bardzo dobrymi wynikami w 2025 roku. Globalnie dostarczono 10 747 samochodów (trzeci raz z rzędu przekroczono próg 10 tys. sztuk). Przychody wzrosły o 3,3 proc. do rekordowego poziomu 3,20 miliarda euro. Na wynik wpłynął duży popyt (szczególnie na modele Revuelto i Urus), a także wysoki stopień personalizacji - aż 94 proc. pojazdów posiadało przynajmniej jeden element na zamówienie z programu Ad Personam.

Czytaj też: Tajemnicze deale tuż przed wpisem Donalda Trumpa. Transakcje na 430 mln dol.

Więcej o: