Unia Europejska planuje rozszerzenie systemu ETS (jego celem jest redukcja emisji gazów cieplarnianych) - dowiedział się portal "Financial Times". Obecnie system ETS zawiera pewną lukę. Obejmuje bowiem wyłącznie loty wewnątrz UE, co oznacza, że linie lotnicze muszą płacić za emisję dwutlenku węgla podczas lotów z Dublina do Paryża, ale loty z Paryża do Nowego Jorku są z niego zwolnione. Urzędnicy Unii chcą to zmienić.
- Robimy to, do czego UE ma prawo, ale jesteśmy w pełni świadomi geopolitycznych uwarunkowań z tym związanych. Nie spodziewamy się, że będzie łatwo - przyznał anonimowo jeden z unijnych urzędników ds. klimatu w Komisji Europejskiej. We wtorek (12 maja) Bruksela ma przedstawić propozycję zmian w prawie na spotkaniu z przedstawicielami branży lotniczej. Rewizja systemu ETS zaplanowana jest na lipiec tego roku. Wtedy ewentualne zmiany mogą zostać ostatecznie przyjęte.
Poprzeć nową regulację mogą m.in. linie lotnicze Ryanair i easyJet. Obydwie linie od dawna alarmują, że obecne przepisy sprawiają, iż Europejczycy chętniej spędzą wakacje w Turcji niż Grecji, gdyż bilety do tego kraju są zwolnione z opłaty ETS. Jej wprowadzenie oznacza podniesienie cen.
Na obecnych przepisach dyskryminowani są typowo europejscy przewoźnicy. Jak wyliczono w raporcie think tanku Transport & Environment, Ryanair, którego sieć połączeń skupia się na Europie, płaci średnio 50 euro za tonę emisji dwutlenku węgla. Tymczasem linie obsługujące więcej tras międzykontynentalnych - takie jak Lufthansa - płacą zaledwie 20 euro. Dlatego można spodziewać się protestu przede wszystkim takich przewoźników jak np. British Airways i Air France, którzy większość zysków osiągają na trasach globalnych.
Wspomniany już think tank T&E rozszerzenia opłaty ETS na połączenia międzykontynentalne domagał się od dawna. "Rewizja unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji (ETS) w lipcu 2026 r. stanowi wyjątkową szansę dla europejskiego lotnictwa. Aby osiągnąć cele dotyczące ograniczenia wzrostu temperatury określone w Porozumieniu paryskim i zapewnić sprawiedliwe stosowanie zasady zanieczyszczający płaci, UE musi rozszerzyć zakres obecnego systemu" - napisano w raporcie.
Wyliczono też, że lotnictwo odpowiada za 4,6 proc. emisji gazów cieplarnianych w UE. Do tego emisja dwutlenku węgla wytwarzana przez samoloty w Europie wzrosła o 30 proc. od momentu wprowadzenia ETS w 2005 r.
"Rozszerzenie zakresu nie tylko objęłoby większą liczbę emisji, ale także zwiększyłoby przychody budżetu Unii z 3 mld euro w 2024 roku do 7 mld euro. Ten wzrost przychodów pomógłby przyspieszyć dekarbonizację sektora lotniczego. Największymi beneficjentami rozszerzenia zakresu byłyby Niemcy, Polska i Włochy" - pisze T&E. Z wstępnych szacunków wynika, że system ETS obecnie zwiększa koszt biletu lotniczego wewnątrz UE o 7 euro. Gdyby rozszerzyć go na wszystkie loty, średni dodatkowy koszt dla linii lotniczej wyniósłby 45 euro za bilet, a dochody UE i państw członkowskich wyniosłyby 17 mld euro do 2030 roku.
Przeczytaj też: Zmora polskich miast. "Musimy wyjść z okopów wojny: samochodziarze kontra ekoterroryści".