W Stanach Zjednoczonych ceny leków od lat budzą ogromne emocje. Dla wielu pacjentów różnice między aptekami są tak duże, że leczenie staje się walką nie tylko o zdrowie, ale też o oszczędności życia. Historia Debbie Rhodes pokazuje, jak bardzo skomplikowany jest amerykański system i dlaczego coraz więcej osób szuka tańszych rozwiązań poza tradycyjnymi ubezpieczeniami.
Dziewięć lat temu u Debbie Rhodes zdiagnozowano przewlekłą białaczkę szpikową. Kobieta rozpoczęła terapię imatinibem, lekiem stosowanym w leczeniu nowotworów krwi i szpiku kostnego. Początkowo para odetchnęła z ulgą, ponieważ leczenie obejmowało ich ubezpieczenie zdrowotne. Farmaceuta uprzedził jednak rodzinę, że bez ochrony polisy miesięczny koszt terapii może wynosić od 13 do 15 tysięcy dolarów (od 47 700 do 55 100 zł). Lek pomagał utrzymać chorobę pod kontrolą i dawał szansę na długie życie mimo ciężkiej diagnozy.
Sytuacja zmieniła się po zmianie ubezpieczenia zdrowotnego. Mąż kobiety Randy Rhodes odkrył wtedy, że nowa polisa nie pokrywa kosztów leczenia jego żony. Para zaczęła obawiać się, że będzie musiała wydać oszczędności całego życia tylko po to, aby kontynuować terapię. Mężczyzna przyznał, że najbardziej przerażała go świadomość, iż wielu pacjentów zwyczajnie nie stać na tak drogie leczenie.
Randy Rhodes zaczął szukać tańszego rozwiązania i trafił na Cost Plus Drugs, internetową aptekę założoną przez miliardera Marka Cubana. Firma działa inaczej niż tradycyjne apteki i pomija wielu pośredników odpowiedzialnych za podbijanie cen leków w USA. Cost Plus Drugs negocjuje ceny bezpośrednio z producentami, a następnie dolicza niewielką marżę i koszty wysyłki. Ten sam lek, który w zwykłej sprzedaży kosztował nawet kilkanaście tysięcy dolarów miesięcznie, w internetowej aptece był dostępny za dokładnie 39,75 dolarów (ok. 146 zł).
Rodzina nie mogła uwierzyć w różnicę cen. Randy wspominał później, że gdy przekazał żonie informację o nowej cenie leku, kobieta rozpłakała się z ulgi. Cost Plus Drugs pokazało też dokładne wyliczenie kosztów. Produkcja to około 25 dolarów, do tego doliczono opłatę za realizację recepty i przesyłkę. Dzięki temu pacjenci mogli zobaczyć, ile naprawdę kosztuje terapia.
Imatinib jest generyczną wersją znanego leku Gleevec, który od lat stosuje się w leczeniu przewlekłej białaczki szpikowej. Patent na oryginalny preparat wygasł już wiele lat temu, ale mimo tego koszty terapii w USA nadal pozostają bardzo wysokie. Jesse Mendelsohn starszy wiceprezes Model N zajmującej się analizą rynku farmaceutycznego podkreśla, że ceny tego samego leku w USA potrafią różnić się nawet o dziesiątki tysięcy dolarów.
Podczas gdy kraje europejskie generalnie utrzymują bardziej przejrzyste ceny netto, rynek amerykański jest bardziej rozproszony i w dużym stopniu uzależniony od roli zarządców świadczeń farmaceutycznych i prywatnych pośredników
- zauważył Mendelsohn, cytowany przez "The Independent".
Dużą rolę odgrywają firmy pośredniczące między producentami leków a ubezpieczycielami. To właśnie one negocjują warunki sprzedaży i wpływają na to, które preparaty będą tańsze dla pacjentów. Producenci ustalają bardzo wysokie ceny wyjściowe, ponieważ później muszą uwzględniać rabaty i negocjacje prowadzone przez kolejne firmy w łańcuchu sprzedaży. W efekcie osoby bez odpowiedniego ubezpieczenia często płacą ogromne kwoty.
Historia Debbie Rhodes stała się symbolem problemów, z którymi mierzą się pacjenci w USA. W ostatnich latach popularność zdobywają platformy oferujące tańsze leki, takie jak Cost Plus Drugs, GoodRx czy WellRx. Dla wielu osób to jedyna szansa na kontynuowanie terapii bez popadania w długi. Pacjenci coraz częściej porównują ceny leków w internecie, ponieważ różnice bywają ogromne nawet między aptekami w tym samym mieście.
Źródło: independent.co.uk