Życie po śmierci według technologii. Najpierw inteligentna doniczka, później sztuczne ciało?

Na ważne pytanie dotyczące życia po śmierci można odpowiedzieć już dziś. Jeśli nie akceptujesz prochów w inteligentnej doniczce, to nie będziesz chciał rozmawiać ze zmarłym na Facebooku. Albo gdy trafi do innego ciała.

Podobno już 2045 roku nieśmiertelność stanie się możliwa. Każdy z nas będzie mógł przenieść swój umysł oraz informacje o swoim ciele do postaci cyfrowej - głosi Humai, niewielka amerykańska firma specjalizująca się w sztucznej inteligencji. Ich wizja przyszłości brzmi tak szokująco i nieprawdopodobnie, że większość potraktowała zapowiedź jak żart i słaby sposób na zrobienie wokół siebie szumu. Ale "życiem po życiu” technologia zajmuje się już dziś. Nawet teraz mamy okazję zadać sobie pytania natury moralnej i etycznej.

Aplikacja do zarządzania zmarłym

Na Kickstarter trafił projekt o nazwie Bios Incube. Gdybyśmy rzucili okiem na same zdjęcia, nie patrząc na tekst, moglibyśmy odnieść wrażenie, że to kolejna zbiórka na "inteligentną doniczkę”. Bo właściwie tym Bios Incube jest. Tyle że roślina rosnąć będzie w urnie z prochami zmarłego.

Niby idea nie jest niczym nowym, ale Bios Incube to pierwszy gadżet. Całość można położyć w domu i troszczyć się o roślinę za pomocą specjalnej mobilnej aplikacji. Na ekranie smartfona wyświetlą się dane i informacje związane z rozwojem sadzonki. Twórcy Bios Incube przekonują, że dzięki temu inaczej przeżywa się śmierć bliskiej osoby. Nie tylko nie jest to koniec życia, bo na naszych oczach widzimy, jak z prochów powstaje coś nowego. I w zasadzie możemy patrzeć na to cały czas, kontrolując "przebieg” procesu w smartfonowej aplikacji.

 

Jeszcze dalej idzie Urban Death Project. Projekt zakłada, że ciała zmarłych zostaną przerobione na kompost. Pomysłodawcy wymieniają zalety. Przede wszystkim ekologia - przez tradycyjne pogrzeby marnuje się drzewa, stal czy miedź, zakopując je w ziemi. Z kolei kremacja to "uwalnianie do atmosfery takiej ilości dwutlenku węgla, który odpowiada 70 tys. samochodów jeżdżących przez rok". Lepiej więc do tego nie doprowadzać. Podobnie jak do "utraty” ciał, z których społeczeństwo może mieć pożytek w postaci nowych roślin.

Oba projekty przyjęły się na Kickstarterze. Twórcy Bios Incube zebrali ponad 68 tysięcy dolarów, na Urban Death Project wpłacono niecałe 92 tysiące. W sumie wpłat dokonało mniej niż 1500 osób. Nie jest to liczba, która robi wrażenie, ale sam fakt, że udało się przekroczyć zakładane sumy pozwala mówić o sukcesie.

Pytania o życie po śmierci

Choć większość uzna te pomysły za dziwactwa i szaleństwa, to wbrew pozorom są bardzo istotne. Pojawiają się ważne pytania, które - mogłoby się wydawać - zadane powinny być w odległej przyszłości. Czy posadziłbyś zmarłego członka rodziny na parapecie? Czy zarządzałbyś nim za pomocą aplikacji? Czy chciałbyś z nim rozmawiać? To ostatnie wydaje się nie na miejscu, ale przecież możemy wyobrazić sobie "inteligentną doniczkę”, która ten projekt rozwija i pozwala "przemówić” zmarłemu? Na przykład: "czuję się świetnie, urosłem trzy centymetry!”.

 

Zmartwychwstanie w ciele robota albo w innym sztucznym dziele wciąż brzmi jak pomysł rodem z półki science-fiction. Albo serialu. W "Black Mirror” poświęcono temu jeden odcinek. Pewna firma zajmowała się "przywracaniem do życia” na podstawie działalności danego człowieka w Internecie. Z jego wpisów na portalach społecznościowych można było odwzorować ulubione powiedzenia, poczucie humoru czy gust. I algorytm mógł udawać prawdziwego, zmarłego człowieka.

Zmarły na Facebooku

Wydaje się to wszystko możliwe nie dlatego, że w Sieci zostawiamy aż za dużo informacji na nasz temat. Taki Facebook ma dosłowny problem ze zmarłymi. Niedawno wyliczono, że w 2098 roku na portalu będzie więcej martwych kont niż żywych. Wynika to z polityki serwisu. Bliscy mogą skasować użytkownika, który nie żyje lub też poprosić Facebooka, żeby nadał zmarłemu status "In memoriam":

Konto ze statusem „In memoriam” to miejsce, w którym znajomi i rodzina mogą dzielić się wspomnieniami o zmarłej osobie. 

Z własnego doświadczenia wiemy, że nie wszyscy ten temat poruszają. Niektórzy zapominają, że zmarły miał konto na portalu, czasami o tym się nawet nie wie, czasami zdjęcie na facebookowym czacie może być jedyną pamiątką. Na razie właśnie tak Facebook traktuje takie profile. Na pewno kuszącą myślą jest to, żeby serwis społecznościowy pozwalał porozmawiać ze zmarłym. Biorąc pod uwagę ilość informacji, jakie Facebook ma na temat swoich użytkowników, wizja z serialu "Black Mirror” nie jest nieprawdopodobna i odległa. Jak wiele się w tym temacie zmieniło, pokazuje przykład Naszej Klasy. Serwis nie przekazywał bliskim danych dostępu do profilu zmarłego, dzisiaj na Facebooku znajomi mogą dzielić się wspomnieniami na osi czasu nieżyjącej osoby. 

Urban Death ProjectUrban Death Project fot. Urban Death Project

Ważniejsze jednak będą nie możliwości technologii, a chęci samych (żywych) użytkowników. Wspomniane firmy zrywają z tradycją i religijnymi obrzędami, co wzbudza wątpliwości. W naszej kulturze pogrzeb jest ważnym wydarzeniem, nawet dla osób niewierzących. Twórcy Urban Death Project zdają sobie z tego sprawę i pożegnanie ze zmarłym w tradycyjny sposób jest możliwe. Po pogrzebie ciało nie trafia jednak na cmentarz, tylko - mówiąc wprost - przerabiane jest na kompost. To szokuje, zmarłych traktuje się instrumentalnie, jak produkt, składnik. Witajcie w świecie, w którym nawet po śmierci nie możemy się zmarnować, na coś musimy się przydać. I nie zajmować cennego miejsca!

Teoretycznie mniej emocji wzbudza Bios Incube, wszak ciała kremuje się również w Polsce. Jednak prochy znowu nie trafiają na cmentarz. Czy odpowiednim miejscem pamięci jest parapet w kuchni, gdzie wylądować może doniczka ze zmarłym? Czy wówczas cała symbolika jest zachowana? W końcu to coś znacznie więcej niż pamiątka po bliskim, osobista rzecz, która nam się z nim kojarzy czy zdjęcie.

Twórcy kickstarterowych projektów wykorzystują nasz egoizm. Nie chcemy rozstawać się ze zmarłym, chcemy, żeby bliska nam osoba zawsze była obok nas. Ich pomysły zakładają, że damy się oszukać, uwierzymy w iluzję. Wyobrażenie, że awatar czy roślina to, przynajmniej w części, dawny żywy człowiek. To, nie da się ukryć, cyniczne, bo w rozpaczy wielu będzie chwytać się każdej nadziei, że kontakt uda się zachować. Brakuje tutaj pożegnania, zamknięcia etapu i pogodzenia się z losem. Co gorsza po raz kolejny stajemy się czymś, na czym można i trzeba zarobić. Z martwego człowieka też da się wycisnąć kasę. I o to, a nie zachowanie pamięci, w tym wszystkim chodzi. 

Temat życia po śmierci pojawia się w technologii już dzisiaj. Na razie skromnie, w postaci rośliny sterowanej aplikacją. Przyszłość? To już się dzieje - nie musimy o tym czytać w książkach science-fiction. Wystarczy wejść na Kickstartera, by przekonać się, co się z nami stanie, gdy się wylogujemy z życia. Na razie to próby, testowanie tego, na co twórcy takich pomysłów mogą sobie pozwolić. A raczej: na ile im pozwolimy.