Dolby Vision w telewizorach LG sprawiłoby, że zrezygnowałbym z kina, gdyby nie ten szczegół

Daniel Maikowski
Postanowiłem sprawdzić czy technologia HDR, którą producenci telewizorów odmieniają dziś przez wszystkie przypadki, to coś więcej niż marketingowy wabik. Niestety, okazało się to trudniejsze niż myślałem. I to z dość zaskakującego powodu.

HDR, z czym to się je?

Technologia High Dynamic Range (ang. szeroki zakres dynamiki) pozwala wyświetlić obraz o dużej rozpiętości tonalnej – ukazujący detale zarówno w bardzo jasnych jak i ciemnych obszarach. Mówiąc prościej, HDR pozwala telewizorowi wygenerować obraz o jeszcze jaśniejszej bieli i jeszcze ciemniejszej czerni – bez „spłaszczania” obrazu, tak jak ma to miejsce w przypadku standardowego zakresu dynamiki (SDR).

Po co to wszystko? Po to by obraz był  bardziej realistyczny i lepiej odzwierciedlał to, co było widziane przed kamerą. Wyświetlacz zgodny z HDR jest w stanie odebrać większą ilość informacji o kolorach i kontraście, a następnie przetworzyć je na obraz lepszej jakości. Jest tylko jeden warunek – odtwarzany przez nas film również musi zostać zarejestrowany w HDR. W innym wypadku telewizor nie otrzyma metadanych, z których mógłby zrobić potem jakikolwiek użytek.

LG UH7707LG UH7707 fot. Daniel Maikowski

Liczą się detale

Przykładem, którym lubię się posługiwać opisując różnice pomiędzy HDR i SDR, jest scena z filmu „Marsjanin”, w którym jeden z bohaterów siedzi przy biurku, a tuż za nim znajduje się lampka. Przy oglądaniu tej sceny w standardowej jakości, za plecami bohatera widziałem jedynie białą plamę. Oglądając tę samą scenę w HDR, mogłem dojrzeć nawet elementy znajdującej się w lampie żarówki.

Ktoś powie, to szczegóły, detale, które w żadnym stopniu nie wpływają na odbiór danego filmu i serialu. I z pewnością również będzie miał rację. Niektórzy wciąż zadowalają się jakością filmów na płytach DVD, a dla innych  przeżytkiem jest rozdzielczość HD. Jedni określą HDR jako niepotrzebny bajer, za który trzeba dodatkowo zapłacić producentowi. Inni zachwycą się odwzorowaniem detali, które zapewnia ta  technologia. To, czy telewizor z HDR jest nam potrzebny, zależy tylko i wyłącznie od naszych oczekiwań

Obecnie, dwa najpopularniejsze standardy HDR to HDR10 oraz HDR Dolby Vision. W obydwu przypadkach nasz telewizor otrzymuje pakiet metadanych, który pozwala mu wyświetlić obraz jak najbliższy oryginalnej wizji reżysera. Wśród tych danych znajdują się m.in. informacje na temat ustawień jasności sprzętu, na którym kręcono dany film. Różnica polega na tym, że o ile HDR 10 narzuca jedną wartość jasności reżyserskiej dla całego filmu, o tyle Dolby Vision przypisuje te dane poszczególnym scenom i klatkom filmów, dzięki czemu obraz ma być bardziej dynamiczny.

LG UH7707LG UH7707 fot. Daniel Maikowski

Technologia jest – treści brak

Telewizory z serii LG Super UHD, w tym testowany przeze mnie model UH7707, oferują wsparcie dla obydwu standardów, przy czym „oczkiem w głowie” dla koreańskiego producenta jest  – oferujące większe możliwości – Dolby Vision.

Rozochocony wizją oglądania filmów i seriali „oczami reżysera”, włączyłem telewizor i zacząłem się rozglądać za treściami, które obsługują standard Dolby Vision lub choćby HDR 10. Na stronie internetowej Dolby przeczytałem, że najlepszym źródłem filmów i seriali wspierających ten standard będzie serwis Netflix.

Odpaliłem więc rzecznego Netfliksa i... mocno się rozczarowałem. Po pierwsze, treści wspierające HDR10/Dolby Vision nie zostały tu w żaden sposób wyróżnione, przez co informacji o nich musiałem szukać w Google. Po drugie, jest ich dramatycznie mało. Kilka seriali, kilka produkcji własnych Netfliksa, parę hollywoodzkich hitów. I tu lista się kończy. Filmy wspierające Dolby Vision można również znaleźć w serwisach Vudu oraz Amazon, ale i w tym wypadku mówimy dosłownie o kilku pozycjach. Poczułem się więc trochę jak dziecko liżące cukierka przez papierek.

LG UH7707LG UH7707 fot. Daniel Maikowski

Obejrzałem więc to, co obejrzeć mogłem (m.in. znakomitego "Daredevila"), a następnie - po wyłączeniu Netfliksa - powróciłem do szarej rzeczywistości telewizji kablowej, w której nie ma miejsca dla HDR, Dolby Vision i  4K, a rarytasem są kanały HD.

Nie zrozummy się źle, HDR10/Dolby Vision to technologie, których w żadnym wypadku nie określiłbym mianem marketingowego wabika. Powiem więcej, odnoszę wrażenie, że o ile w ostatnim czasie producenci telewizorów ścigali się na parametry i wartości mniej istotne z punktu widzenia samego użytkownika, o tyle HDR jest tu powiewem świeżości. Standardem, który sprawia, że magia kina wreszcie może zawitać do naszych domów.

Sęk w tym, że każda - nawet najbardziej rewolucyjna technologia - pozostaje wydmuszką, jeśli nie mamy okazji jej wykorzystać w praktyce. Pozostaje liczyć, że producenci i nadawcy zaczną nadrabiać zaległości, a HDR wkrótce stanie się obowiązującym standardem. To może jednak trochę potrwać. Szczególnie jeśli spojrzymy na to, jak wolno postępuje adaptacja rozdzielczości 4K.

Więcej o: