Pamiętacie wypadek autonomicznego samochodu Ubera? Nagranie z tego zdarzenia wiele wyjaśnia

Policja Tempe opublikowała nagranie z wypadku autonomicznego auta Ubera sprzed kilku dni. Mamy obraz zarówno z głównej kamery, jak i wnętrza pojazdu.

Kilka dni temu, na przedmieściach Phoenix w amerykańskim stanie Arizona, prototypowy, autonomiczny samochód Ubera podczas testów samodzielnej jazdy śmiertelnie potrącił pieszą. Był to pierwszy taki wypadek Ubera.

Do zdarzenia doszło w nocy, na nieoświetlonym odcinku drogi. Tuż po wypadku wiadomo było, że piesza weszła na jezdnię poza przejściem dla pieszych. Dzień później dowiedzieliśmy się, że zdarzenia trudno było uniknąć.

Mimo wszystko internet zalała fala krytyki, a Uber postanowił wstrzymać testy samochodów autonomicznych. Pojazd, który uczestniczył w wypadku był oczywiście wyposażony w kamerę, a nagrania analizuje już lokalna policja.

Po kilku dniach samodzielnie możemy ocenić co stało się na przedmieściach Phoenix, bo policja z Tempe ujawniła na Twitterze część nagrań.

W pierwszej części wideo widzimy obraz z kamery umieszczonej przed maską pojazdu. W drugiej można zobaczyć wnętrze samochodu, gdzie na miejscu kierowcy znajdował się inżynier Ubera Rafael Vasquez.

Nagranie nie pozostawia wątpliwości, że piesza wtargnęła na ulicę w najgorszym, możliwym miejscu. Słabo oświetlonym i z daleka od przejścia dla pieszych. W tej sytuacji ani autonomiczna maszyna, ani człowiek nie miał żadnych szans na całkowite zatrzymanie pojazdu.

Nagranie może wzbudzać też trochę kontrowersji. Wszystko wskazuje na to, że samochód Ubera nie próbował hamować ani w inny sposób uniknąć wypadku. Być może w słabych warunkach oświetleniowych zawiodła technologia.

Przedmiotem zainteresowania policji jest także zachowanie znajdującego się w pojeździe "awaryjnego kierowcy", który tuż przed zdarzeniem nie patrzył na drogę.

Dziwić też może zachowanie samej pieszej, która zupełnie nie reagowała na zbliżający się pojazd. Trudno przypuszczać, aby nie słyszała ani nie widziała dobrze oświetlonego samochodu.

Na razie sprawa wciąż jest badana niezależnie przez Krajową Radę Bezpieczeństwa Transportu i policję Temple, która wraz z prokuraturą ma ustalić winnego. Na więcej informacji trzeba więc jeszcze poczekać.

---