Apple pozwolił klientom wymienić baterie w iPhone'ach, a oni to zrobili. Teraz firma ma problem

Daniel Maikowski
W ubiegłym roku Apple obniżył cenę wymiany baterii w iPhone'ach z 79 do 29 dolarów. Firma nie spodziewała się, że z promocji skorzysta aż 11 mln osób. I że mocno uderzy ona giganta z Cupertino po kieszeni.
Zobacz wideo

To nie jest dobry czas dla Apple. Kilka tygodni temu Tim Cook wysłał do inwestorów list, w którym przyznał, że firma mocno rozminęła się w prognozach sprzedaży za ostatni kwartał. Wcześniej Apple szacował, że przychody firmy osiągną poziom od 89 do 93 miliardów dolarów. Tymczasem z listu Cooka wynika, że będzie to "zaledwie" 84 mld dolarów, czyli o 5 mld mniej, niż zakładał "pesymistyczny" scenariusz.

W efekcie akcje firmy na giełdzie zaczęły mocno tracić. Jeszcze na początku grudnia były one wyceniane na 176 dolarów, a obecnie są warte "jedynie" 150 dolarów. To z kolei oznacza, że Apple nie jest już największą spółką na świecie pod względem kapitalizacji rynkowej. Firma z Cupertino dała się wyprzedzić Microsoftowi.

Tim Cook wymienił kilka czynników, które wpłynęły na gorsze wyniki finansowe. Jeden z nich był jednak szczególnie interesujący. Szef Apple stwierdził, że iPhone sprzedawał się gorzej, bo wybrani użytkownicy skorzystali z możliwości tańszej wymiany akumulatorów w starszych iPhone'ach, przez co nie kupili tegorocznych modeli.

Początkowo to stwierdzenie było przez wielu bagatelizowane. Czy fakt, że pewna grupa klientów wymieniła baterie w swoich telefonach, może wpłynąć na globalne wyniki tak potężnej firmy jak Apple? A co jeśli ta grupa liczy... 11 milionów osób?

Apple Store przy Third Street Promenade w Santa Monica w KaliforniiApple Store przy Third Street Promenade w Santa Monica w Kalifornii fot. Bartłomiej Pawlak, Santa Monica / Next.Gazeta.pl

Batterygate

Zanim dojdziemy do sedna, małe przypomnienie. W 2017 r. Apple miał spore problemy wizerunkowe w związku z aferą, którą ochrzczono mianem "battery gate". Okazało się, że firma z celowo spowalnia pracę starszych iPhone'ów. Chodziło o modele, w których akumulator nie jest już w najlepszej formie.

Apple wydał poprawkę, która obniżała taktowanie procesora w takich urządzeniach o połowę. Miało to, jak tłumaczy firma, zminimalizować ryzyko nagłego wyłączenia się urządzenia. Sęk w tym, że firma nie informowała o tym swoich klientów.

Apple nie docenił użytkowników

Gdy sprawa wyszła na jaw Apple uderzył się w pierś i przeprosił z klientów. Jednym z elementów tej "pokuty" było obniżenie ceny wymiany akumulatora w iPhonie z 79 do 29 dolarów, a w przypadku Polski z 349 do 149 zł. Jak na standardy Apple, była to dość korzystna oferta, z której - jak się później okazało - skorzystało wiele osób. Zbyt wiele. 

I tu doszliśmy do sedna. Apple nie zdradził dokładnej liczby klientów, którzy skorzystali z promocji, ale z informacji, do których dotarł dziennikarz John Gruber wynika, że na zamkniętym spotkaniu Tim Cook mówił aż o 11 milionach wymienionych baterii.

Serwis "The Verge" dodaje, że to nawet dziesięciokrotnie więcej niż spodziewał się sam Apple. Jeśli 11 mln osób decyduje się na wymianę baterii za 29 dolarów zamiast na kupno nowego iPhone'a za 1000 dolarów, to mówimy o 11 mld dolarów, które nie trafiły na konto Apple.

Oczywiście te wyliczenia należy raczej traktować z lekkim przymrużeniem oka. Trudno sobie wyobrazić, że w przypadku, gdyby wymiana baterii była droższa, to wszystkie te osoby zdecydowałyby się na kupno tegorocznych smartfonów Apple.

Nie zmienia to faktu, że tym razem Apple zdecydowanie nie docenił swoich klientów, Okazali się oni bardziej rozsądni i oszczędni niż spodziewano się tego w Cupertino.

Więcej o: