Apple traci swoją magię? Sprzedaż iPhone'ów mocno w dół. Najgorszy świąteczny kwartał od dekady

Daniel Maikowski
To nie były raczej dobre święta dla Apple. W kluczowym dla firmy kwartale sprzedaż iPhone'ów spadła aż o 15 procent. Jest jednak również dobra wiadomość: z iPhone'a korzysta dziś co ósmy mieszkaniec świata.
Zobacz wideo

Apple opublikował wyniki finansowe za pierwszy kwartał fiskalny 2019 r., czyli za ostatni kwartał kalendarzowy 2018 r. (to trochę skomplikowane). W tym czasie firma osiągnęła  przychody na poziomie 84.3 mld dolarów, co oznacza spadek o 5 proc. w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. To najgorszy "świąteczny" kwartał od dekady.

Największy zjazd zanotowały iPhone'y. Sprzedaż tych urządzeń w tradycyjnie bardzo mocnym dla Apple okresie spadła aż o 15 procent. W tym samym czasie sprzedaż innych urządzeń oraz usług wzrosła o 19 procent. To pokazuje, jak duży wpływ na wyniki finansowe firmy ma iPhone. To dla Apple wciąż motor napędowy.

Jeśli chodzi o poszczególne urządzenia, to sprzedaż iPadów wzrosła o 17 proc, Maki wzmocniły się o 9 proc., a w przypadku Apple Watcha, Homepoda i innych akcesoriów wyniki poszły w górę o 33 proc. Chciałbym napisać więcej - np. o tym ile sprzedano iPhone'ów czy iPadów. Niestety nie mogę tego zrobić, bo kilka miesięcy temu Apple podjął dziwną decyzję, aby nie publikować szczegółowych danych sprzedażowych.

Co ósmy mieszkaniec świata korzysta z iPhone'a

Apple zdecydował się jednak ujawnić inną liczbę, którą do tej pory trzymał w tajemnicy. Firma poinformowała, że z iPhone'ów korzysta obecnie 900 mln użytkowników. To ogromna liczba, która pokazuje, że - mimo słabych  wyników - firma z Cupertino raczej nie powinna obawiać się o swoją przyszłość. Ogółem z urządzeń Apple (tu dochodzą również iPady, MacBooki itd.) korzysta na świecie 1,4 mld aktywnych użytkowników.

Akcje Apple w handlu posesyjnym drożałyAkcje Apple w handlu posesyjnym drożały fot. Investing.com

Dlaczego iPhone'y sprzedają się gorzej?

Słaby kwartał Apple nikogo specjalnie nie zaskoczył. Powód jest prosty. Szef Apple Tim Cook już miesiąc temu ostrzegł ich, że powinni przygotować się na kiepskie liczby. Tak też się stało. A ponieważ wyniki były i tak nieco lepsze od najbardziej pesymistycznego scenariusza, to we wtorek wieczorem akcje Apple w handlu posesyjnym drożały.

Tim Cook uważa, że głównym "winowajcą" są Chiny. Kilka lat temu mieszkańcy Państwa Środka oszaleli na punkcie iPhone'a. Teraz ten entuzjazm osłabł. Zdaniem szefa Apple wpływ na to ma sytuacja gospodarcza. Mówiąc prościej: Chińczyków nie stać na nowe iPhone'y lub też wolą kupować znacznie tańsze alternatywy z Androidem na pokładzie.

Potwierdzają to liczby. W ostatnim kwartale przychody w Chinach osiągnęły 13,17 mld dolarów, co oznacza spadek aż o 27 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym.

iPhone'y sprzedawały się jednak gorzej również na innych rynkach. Tu - zdaniem szefa Apple - głównym powodem również była słabsza sytuacja ekonomiczna oraz bardzo silna pozycja dolara, która negatywnie wpływała na ceny amerykańskiej elektroniki.

To jednak nie koniec. Tim Cook w swoim liście do inwestorów zwrócił uwagę na fakt, że wielu użytkowników skorzystało z możliwości wymiany baterii w starszych iPhone'ach, przez co nie kupili nowych. Apple nie zdradza dokładnej liczby osób, które skorzystały z programu wymiany, ale z informacji, do których dotarł dziennikarz John Gruber, wynika, że na zamkniętym spotkaniu Tim Cook mówił aż o 11 milionach wymienionych baterii.