Polacy zagłosują w wyborach do Parlamentu Europejskiego 26 maja, a więc dokładnie za dwa tygodnie. Wielu z pewnością poszukuje informacji na temat samych wyborów, jak i kandydatów w internecie, najczęściej za pomocą wyszukiwarki Google.
Tym samym najbliższe dni będą czasem wzmożonej aktywności internautów, co może oznaczać więcej sponsorowanych "fake newsów" (nieprawdziwych informacji). Dzięki uprzejmości Google, na spotkaniu w warszawskim biurze firmy mogliśmy dowiedzieć się, jak wyszukiwarka będzie sobie z nimi radzić.
Misją Google jest zorganizowanie informacji i zapewnienie, że będzie powszechnie dostępna i użyteczna. W okresie przedwyborczym nabiera to szczególnego znaczenia. Dlatego aby wesprzeć ten demokratyczny proces rozwijamy produkty i programy, które pomagają wyborcom uzyskać informacje potrzebne do oddania głosu przy urnie wyborczej - m.in. o przebiegu głosowania i kandydatach
- mówi Marta Poślad, dyrektorka ds. polityki publicznej Google w Europie Środkowo-Wschodniej.
W jaki sposób Google będzie "odsiewał" te rzetelne informacje? Przede wszystkim przez prowadzony od 2014 roku proces weryfikacji reklamodawców. Każdy z nich - chcąc opublikować reklamę - musi wypełnić formularz i poddać weryfikacji swoje dane.
Podstawowym kryterium będzie pochodzenie reklamodawcy - Google wyświetli wyłącznie reklamy pochodzące od obywatela Unii Europejskiej lub podmiotu mającego siedzibę na terenie UE. Ma to wyeliminować możliwość manipulowania opinią przez podmioty spoza wspólnoty.
Dopiero po akceptacji Google reklama pojawi się w wyszukiwarce. Jak informuje gigant - do tej pory odrzucono ok. 30 tys. reklam wyborczych (czyli reklam z udziałem partii politycznej, obecnego posła Parlamentu Europejskiego lub kandydata do PE) w Unii Europejskiej.
W przypadku pozytywnej weryfikacji reklama pojawi się w wyszukiwarce Google. Na tym praca firmy się jednak nie skończyła. Każda z reklam wyborczych zostanie dodatkowo oznaczona komunikatem "Opłacono przez" informującym o tym kto zapłacił za jej wyświetlenie.
Taki znacznik pojawi się w wyszukiwarce obok reklamy, a także na YouTube i reklamach Google wyświetlanych na stronach internetowych po kliknięciu w banner "Dlaczego ta reklama?". Dzięki temu internauta w łatwy sposób uzyska informację jaki przekaz polityczny jest mu prezentowany i który polityk lub partia odpowiada za jego wyświetlenie.
Dodatkowo każdy z wyborców będzie mógł w łatwy sposób uzyskać dostęp do "Raport Przejrzystości Reklam Politycznych". To narzędzie, gdzie internauci znajdują się informacje o wszystkich reklamach wyborczych w UE, kosztach ich wyświetlenia oraz grupach osób, do których były kierowane.
Raport przejrzystości nie jest zupełną nowością, bo już wcześniej działał na terenie USA i Indii, jednak teraz po raz pierwszy jest dostępny dla reklam wyborczych w Unii Europejskiej. Raport jest już dostępny w języku polskim, a zwarte w nim dane aktualizowane są co tydzień.
Dzięki niemu możemy łatwo dowiedzieć się, że w całej Unii Europejskiej na reklamodawcy na kampanie wyborcze w Google wydali już ponad 700 tys. euro prezentując łącznie niemal 12 tys. reklam wyborczych (dane zbiorcze od 20 marca). Dodatkowo raport pozwala przyjrzeć się wydatkom na reklamy w poszczególnych państwach członkowskich.
Dla przykładu w Polsce na reklamy wyborcze wydano 17900 zł (nieco ponad 4 tys. euro) prezentując łącznie 1466 reklam. Niedużo, w porównaniu do najbardziej aktywnych państw w UE - Hiszpanii (224 tys. euro) i Finlandii (143 tys. euro). Ich wzmożona aktywność ma jednak związek z krajowymi wyborami parlamentarnymi w tych krajach.
Poza zapewnieniem wyborców odpowiednich informacji na temat reklam politycznych, Google chce też podpowiadać im jak głosować. Po wpisaniu w wyszukiwarkę hasła "jak głosować w wyborach do europarlamentu" pojawi się tabelka z listą najczęściej zadawanych pytań i odpowiedziami. Dzięki temu wyborcy w łatwy sposób sprawdzą m.in. czy są uprawnieni do głosowania i gdzie mogą oddać swój głos.
Dodatkowo Google stworzy dodatkową zakładkę w Google News (Wiadomości Google) prezentującą informację o nadchodzących wyborach. Przy wyszukiwaniu w Google powiązanego z wyborami do europarlamentu hasła w wyszukiwarce pojawią się kafelki prezentujące treści z Twittera.