O planach Ubera jako pierwszy napisał dziennik "Washington Post". Amerykańska firma miała w ostatnim czasie spore kłopoty wizerunkowe związane z przypadkami gwałtów, a także innych przestępstw z udziałem pasażerów oraz kierowców, którzy korzystali z aplikacji Uber.
Najwyraźniej Uber stwierdził, że jednym ze sposobów na poprawę bezpieczeństwa osób, które korzystają z aplikacji, będzie ich... nagrywanie. Już w przyszłym miesiącu firma rozpocznie testy funkcji nagrywania audio, która będzie aktywować się w momencie, gdy rozpoczniemy podróż.
Na pierwszy ogień idą Brazylia i Meksyk, czyli kraje z wysokim poziomem przestępczości. Potem funkcja ma trafić również w Stanach Zjednoczonych. Póki co, nie wiemy, czy i kiedy nagrywanie trafi do krajów europejskich, w tym do Polski.
Z informacji, do których dotarł "Washington Post" wynika, że kierowcy oraz pasażerowie przed rozpoczęciem podróży będą mogli zdecydować czy chcą korzystać z tej funkcji. W trakcie podróży nie będą jednak informowani, że aplikacja w danym momencie ich nagrywa.
Ani kierowca, ani pasażer nie będą mogli odsłuchać takiego nagrania. Pasażerowie będą mogli jednak przesłać nagranie do zespołu obsługi klienta Ubera, jeśli uznają, że w czasie podróży doszło do jakiegoś niepokojącego incydentu.
"Gdy podróż się zakończy, użytkownik zostanie zapytany o to, czy wszystko jest w porządku i będzie mógł zgłosić incydent bezpieczeństwa wraz z nagraniem audio" - tłumaczy firma. Uber podkreśla również, że pliki audio z nagraniami będą w pełni zabezpieczone szyfrowaniem.
Z informacji Reutersa wynika, że amerykańska firma nie wyklucza również przekazywania takich nagrań odpowiednim służbom (np. policji), gdyby zaszła taka potrzeba.