Donald Trump szykuje bat na serwisy społecznościowe, a szef Facebooka... staje w jego obronie

Amerykański prezydent Donald Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze dotyczące mediów społecznościowych. Pozwoli ono m.in. w łatwiejszy sposób pozywać takie serwisy, jak Twitter czy Facebook, za moderowanie wpisów użytkowników.
Zobacz wideo

Rozporządzenie Donalda Trumpa zostało podpisane kilka dni po tym, gdy Twitter oznaczył dwa wpisy amerykańskiego prezydenta na Twitterze jako "potencjalnie wprowadzające w błąd". Amerykański prezydent sugerował w nich, że dopuszczenie do głosowania korespondencyjnego w listopadowych wyborach prezydenckich na dużą skalę może doprowadzić do ich sfałszowania. 

Moderacja Twittera nie usunęła rzeczonych wpisów. Dołączyła do nich jednak adnotację z linkami prowadzącymi do artykułów, które prostowały wypowiedzi Trumpa. W odpowiedzi amerykański prezydent oskarżył Twittera o "ograniczanie wolności słowa" i ingerencję w wybory prezydenckie.

Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze. Co oznacza ono dla Twittera i Facebooka?

Zgodnie z art. 230 ustawy Communication Decency Act firmy technologiczne, takie jak Twittter czy Facebook korzystają obecnie z bardzo szerokiego immunitetu od cywilnych procesów sądowych wynikających z tego, co publikują ich użytkownicy. Firmy te są bowiem traktowane jako "platformy", a nie jako "wydawcy".

Rozporządzenie wykonawcze podpisane przez Trumpa zmusi regulatorów rynku, takich jak Federalna Komisja Komunikacji i Federalna Komisja Handlu, do opracowania przepisów, które ograniczyłyby ten immunitet i umożliwiły łatwiejsze pozywanie serwisów społecznościowych.

Niewielka grupa monopolistów w mediach społecznościowych kontroluje ogromną część wszelkiej komunikacji publicznej i prywatnej w Stanach Zjednoczonych

- stwierdził Donald Trump tuż po podpisaniu rozporządzenia.

Mieli oni niekontrolowane prawo do cenzurowania, ograniczania, edytowania, kształtowania, ukrywania i zmieniania praktycznie dowolnej formy komunikacji między prywatnymi obywatelami i całymi społecznościami

- dodał amerykański prezydent.

Jak zauważa CNN, eksperci z lewej i z prawej strony sceny politycznej mają spore wątpliwości co do legalności działań podjętych przez Trumpa. Niektórzy sugerują, że mogą być one niezgodne z konstytucją, gdyż naruszają prawa prywatnych firm wynikające z Pierwszej Poprawki.

Szef Facebooka stanął po stronie Donalda Trumpa

Twitter od początku broni swoich działań, podkreślając, że ingerencja we wpisy Trumpa miała na celu przedstawienie szerszego kontekstu. "Tweety zawierają potencjalnie wprowadzające w błąd informacje dotyczące procesu wyborczego i zostały za takie uznane, by pokazać dodatkowy kontekst wokół głosowania korespondencyjnego" - tłumaczyła rzeczniczka firmy.

Inaczej do sprawy podszedł szef Facebooka, który w środę udzielił wywiadu stacji Fox News. W konflikcie pomiędzy Trumpem i Twitterem Mark Zuckerberg stanął po stronie amerykańskiego prezydenta, mówiąc, że prywatne firmy nie powinny ingerować we wpisy użytkowników. 

Uważam, że Facebook nie powinien być arbitrem prawdy w kwestii tego, co ludzie publikują w internecie

- powiedział Zuckerberg.

Po podpisaniu przez Trumpa rozporządzenia wykonawczego, które bezpośrednio uderza również w Facebooka, największy serwis społecznościowy na świecie zmienił jednak swoją narrację:

Narażenie na potencjalną odpowiedzialność za wszystko to, co mówią miliardy ludzi na świecie, byłoby karą dla firm, które zezwalają na głoszenie kontrowersyjnych poglądów, jak również nagrodą dla platform, które cenzurują wszystko to, co mogłoby kogokolwiek obrazić

- napisał rzecznik Facebooka w oświadczeniu.

Rozporządzenie podpisane przez Trumpa został również skrytykowane m.in. przez Google.

Więcej o: