Skaczą z samolotów z własnymi samochodami. Tak to wygląda oczami spadochroniarza

Podczas niedawnych dużych ćwiczeń wojskowych polscy spadochroniarze zaprezentowali swój nowy nabytek w działaniu. Zrzucili z samolotów małe samochody terenowe. Ostatni raz coś takiego robiono w czasach PRL. Nagrali też szereg filmików, pokazujących jak wyglądają skoki z perspektywy polskiego spadochroniarza.

Okazję do ich wykonania dały wspomniane duże ćwiczenia wojskowe o nazwie Anakonda 20 i Defender Europe 20. Odbywały się w trzech pierwszych tygodniach czerwca. Te pierwsze były ćwiczeniami polskimi, a drugie amerykańskimi, w których uczestniczyło też polskie wojsko. Pierwotnie planowano je jako jeszcze większe wydarzenia, ale pandemia pokrzyżowała te plany. Pomimo tego, były to największe tegoroczne manewry polskiego wojska.

W obu ćwiczeniach brała udział między innymi 6. Brygada Powietrznodesantowa. Spadochroniarze wykorzystali okazję, do nagrania szeregu ciekawych filmików. Można na nich zobaczyć wiele interesujących detali, oraz po raz pierwszy po ponad trzech dekadach przerwy zrzucane z samolotów samochody terenowe.

Samochody pod spadochronami

Najpierw, w dniach 9-14 czerwca, 6. BPD uczestniczyła w ćwiczeniach Defender Europe 20 na poligonie Drawsko Pomorskie. Jak na nasze polskie warunki, skala była duża, ponieważ do ćwiczeń ruszyło ponad pół tysiąca skoczków. Ich zadaniem było opóźnić natarcie symulowanego wroga i umożliwić w ten sposób bezpieczne przeprawienie się amerykańskich oddziałów zmechanizowanych przez rzekę (tak naprawdę jezioro Zły Łęg). Następnie Amerykanie, dysponujący ciężkim sprzętem już po "dobrej" stronie wody, mogli wesprzeć lekko uzbrojonych i nie nadających się do długiej walki skoczków.

Do przewiezienia skoczków i ich późniejszego zaopatrywania z powietrza, wysłano dwa średnie samoloty transportowe C-130 Herkules i pięć C-130 CASA. Jeden z tych pierwszych miał na pokładzie lekkie samochody terenowe AERO 4x4, nowy nabytek 6. BPD. Zaczęli je otrzymywać dopiero w 2019 roku. Można je zrzucać na spadochronach. Po wylądowaniu są cennym wsparciem spadochroniarzy, bo zwiększają ich mobilność. Bez takich samochodów, żołnierze muszą dźwigać cały sprzęt i zapasy na własnych plecach. Dodatkowo nie udadzą się nigdzie szybciej, niż na piechotę. Zdecydowanie ogranicza to ich ruchliwość po tym, jak już wylądują.

AERO 4x4 może natomiast zabrać nieco ponad tonę ładunku, albo kilku żołnierzy z bronią, albo holować cięższe uzbrojenie (w przypadku spadochroniarzy chodzi o moździerze). Jak mówią sami spadochroniarze, taki sprzęt otwiera przed nimi całą gamę zupełnie nowych możliwości. I nie tylko przed nimi. Takim AERO 4x4 można też na przykład przewieźć zrzucone z samolotów ciężkie części zamienne dla czołgów, które zostały uszkodzone gdzieś daleko od własnych źródeł zaopatrzenia.

Samochody są produkowane przez konsorcjum polskich firm. Do 2022 roku ma ich zostać dostarczone 55 sztuk. To nagranie, wykonane przez comcam.pl, pokazuje zrzut AERO 4x4 i ich późniejsze wykorzystanie, podczas ćwiczeń Defender Europe 20.

Zobacz wideo

Straż pożarna z rakietami przeciwpancernymi

Dosłownie kilka dni po zakończeniu treningu z Amerykanami, grupa spadochroniarzy z 6. BPD uczestniczyła też w polskich ćwiczeniach Anakonda 20. Ponad setka żołnierzy została przewieziona czterema C-295 CASA z podkrakowskiego lotniska Balice na poligon Orzysz. To prawie drugi kraniec Polski, Mazury. Dystans pół tysiąca kilometrów, samoloty ze skoczkami pokonały w 90 minut.

W tym wypadku spadochroniarze mieli za zadanie wesprzeć ćwiczącą równolegle 17. Brygadę Zmechanizowaną z Giżycka. Nie używali do tego pojazdów AERO 4x4, ponieważ te nie mieszczą się w samolotach C-295 CASA, a możliwość wykorzystania któregoś z pięciu starych C-130, to rzadka sprawa.

W trakcie tego ćwiczenia, spadochroniarze wykonali jednak ciekawe nagranie, pokazujące całą akcję z ich punktu widzenia.

Zobacz wideo

Na wideo widać między innymi wyraźnie, że żołnierze zabrali ze sobą rakiety przeciwpancerne systemu Spike. To takie mniej więcej metrowe rury z czarnymi grubymi osłonami na końcach. W środku są rakiety. Oddzielnie przenosi się samą wyrzutnię z elektroniką. To jedna z najsilniejszych kart atutowych 6. BPD. Brygada jest jedną z dwóch posiadających ich najwięcej w całym wojsku, bo aż 81 wyrzutni, podczas gdy większość "zwykłych" brygad ma ich 18, lub wcale. Spadochroniarze są bowiem, między innymi, bardzo mobilną blokadą przeciwpancerną. Kiedy jakieś wrogie oddziały zmechanizowane poradzą sobie zbyt dobrze i powstanie ryzyko, że przedrą się daleko na tyły polskiej obrony, to przed nimi mogą zostać szybko zrzuceni spadochroniarze. Dzięki posiadaniu wielu wyrzutni nowoczesnych rakiet przeciwpancernych, mogą urządzić groźne zasadzki, znacznie spowalniając atak wroga.

Podobnie mocno uzbrojona w rakiety przeciwpancerne jest też 25. Brygada Kawalerii Powietrznej. Obie brygady są mobilną strażą pożarną polskiego wojska, którą można szybko umieścić w najbardziej zagrożonych (zapalnych) odcinkach i mieć nadzieję, że spowolni, albo zatrzyma, niebezpieczny atak. Wbrew stereotypom, spadochroniarze i kawaleria powietrzna nie są bowiem wyłącznie bronią ofensywną, przeznaczoną do działania daleko za liniami wroga, celem zdobycia kluczowych mostów czy lotnisk. Oczywiście to też trenują, ale w polskich realiach byłoby znacznie bardziej prawdopodobne, że zostaną użyci do spowalniania ataku przeciwnika. Zwłaszcza wobec faktu, że ogólnie polskie wojsko ma tragicznie mało nowoczesnej broni przeciwpancernej i nie jest w stanie szybko reagować. Zdolności posiadane przez obie brygady aeromobline, są unikalne.