Cyborgiem się nie czuje, choć w sklepie płaci ręka. Transhumanizmowi przyświeca przyspieszenie ewolucji [ROZMOWA]

Kacper Kolibabski
W kwietniu tego roku ruszył Walletmore. To założona przez Polaka firma, która oferuje implanty płatnicze. Niewielki zabieg pozwala zamontować w ręce chip, dzięki któremu można w sklepie płacić, zbliżając rękę do terminala. Elon Musk rozwija natomiast technologię Neuralink. O tym, czy powinniśmy bać się cyborgów i transludzi rozmawiamy z Mateuszem Łukasiakiem, prezesem Polskiego Stowarzyszenie Transhumanistycznego, który od paru miesięcy za zakupy płaci dłonią.

KACPER KOLIBABSKI, GAZETA.PL: W lutym wszczepiłeś sobie swój pierwszy implant - chip płatniczy. Skąd taka decyzja? Czy w świecie powszechnych płatności zbliżeniowych taka modyfikacja ciała rzeczywiście coś ułatwia?

MATEUSZ ŁUKASIAK: Myślę, że na to pytanie można odpowiedzieć innym pytaniem - czy w świecie, gdzie wszyscy mają karty zbliżeniowe, potrzebujemy płatności telefonem, albo zegarkiem? A cofając się, czy w świecie, gdzie można zapłacić przeciągnięciem karty przez terminal, potrzebujemy płatności zbliżeniowej?

Myślę, że technologie implantowalne, nie tylko płatnicze, są naturalną konsekwencją tego, że większość z nas oczekuje, aby technologia z której korzystamy była coraz mniej zauważalna i coraz bardziej intuicyjna

Jest to pierwszy chip, na który się zdecydowałem, ponieważ wcześniejsze nie oferowały wystarczająco interesujących funkcjonalności. Możliwość płacenia dłonią wydała mi się ciekawa, użyteczna, no i oczywiście nie do przecenienia jest uczucie, kiedy widzi się konfuzję na twarzy sprzedawcy po zapłaceniu w ten sposób. Nie bez znaczenia było to, że z Wojtkiem Paprotą, założycielem Walletmore, miałem przyjemność rozmawiać o chipie na wiele miesięcy przed formalnym ogłoszeniem i wierzę w jego wizję rozwoju projektu.

Jakie są zabezpieczenia tego chipa?

O detalach technologii i zabezpieczeniach można przeczytać na stronie producenta. Ze swojej laickiej strony mogę powiedzieć tyle, że chip ma analogiczne zabezpieczenia jak karta kredytowa, którą nosimy w portfelu. Dodatkowo różne zabezpieczenia możemy wprowadzić z poziomu aplikacji na telefonie z którą kontaktuje się chip. Można w niej także ustawić dzienne i transakcyjne limity, czy konieczność potwierdzania transakcji pinem.

Taki chip nie kradnie ci energii? W końcu musi jakoś działać.

Jest to chip wykonany w technice NFC, która nie potrzebuje swojego wewnętrznego źródła energii, a zasilana jest poprzez pole elektromagnetyczne terminala z którego chcemy skorzystać - tak jak poprzednio, analogicznie do klasycznej karty, którą płacimy w sklepie. Ona też nie ma przecież zasilania. 

Jak duży jest chip, czy widać go w ręce, czujesz go?

Jest stosunkowo niewielki, ale cechują go nietypowe gabaryty w związku z tym że większość powierzchni chipa to anteny pozwalające na komunikację z terminalem. W przeciwieństwie do "pastylkowego", szklanego chipa RFID ten jest płaski, w okolicach 1 mm grubości i ma wymiary koperty 3 cm długości na 0,5 cm szerokości a obleczony jest w biozgodny, plastyczny materiał przez co jego uszkodzenie jest dużo trudniejsze. W zależności od umiejscowienia może być mniej, lub bardziej widoczny, ale ja mam realny problem z precyzyjnym wskazaniem miejsca, gdzie się znajduje. Pamiątkę po nim stanowi mała blizna w miejscu gdzie był wprowadzany.

Czy podobnie jak w kartach płatniczych, implant ma datę ważności? Czy wymiana będzie wiązała się z ponownym zabiegiem?

Tak, dla wielu osób największym hamulcem w tej sytuacji może być ograniczona data ważności. W wypadku mojego, będącego swoistym "prototypem" są to trzy lata ważności, ale obecnie dostępne implanty mają ten okres wydłużony do pięciu i ośmiu lat. Warto jednak zwrócić uwagę, że jest to ograniczenie, którego źródła znajdują się w uwarunkowaniach prawnych a nie technicznych urządzenia. Ciężko więc ocenić, jak będzie wyglądała sytuacja za trzy lata, kiedy chip będzie dobiegał końca swojego "okresu przydatności". Sam zabieg trwał około 15 minut, toteż nie przeraża mnie perspektywa powtórzenia go w razie gdyby była taka potrzeba.

Planujesz kolejne modyfikacje swojego ciała?

Jeśli pojawią się bardzo ciekawe lub funkcjonalne modyfikacje to oczywiście tego nie wykluczam. Należę jednak do ludzi zachowawczych, w szczególności jak na moje transhumanistyczne środowisko. Nie posiadałem nigdy tatuaży ani kolczyków, więc chyba można powiedzieć, że po prostu modyfikacja stricte estetyczna mnie na chwilę obecną nie interesuje.

Czujesz się już transczłowiekiem bądź cyborgiem?

Nie czuję się cyborgiem, chociaż to kwestia definicyjna. Transczłowiekiem tak, ale bardziej niż chip wpływa na to możliwość natychmiastowego kontaktu z ludźmi na drugim końcu ziemi, dostęp do gromadzonej od zarania dziejów wiedzy poprzez internet i smartfona, czy stosowanie technologii mających na celu poprawę wydolności i przedłużanie długowieczności. Znowu rozbijamy się o definicje tego co jest dla człowieka "naturalne" i "sztuczne", a tu nie ma jednoznacznych, łatwych odpowiedzi. Ja skłaniałbym się do tego, że w okres przejściowy weszliśmy już wiele lat temu, praktykując przeszczepy, rozwijając protetykę, modyfikując naszą gospodarkę hormonalną, czy szczepiąc się, a więc modyfikując działanie naszego układu immunologicznego. 

Neil Harbisson słyszy kolory dzięki sztucznemu organowi - antenie trwale połączonej z mózgiemBędziemy używać zmysłów, które dopiero stworzymy

Kiedy przekraczamy tę granicę, by już nazywać nas którymś z powyższych terminów?

Myślę, że na to pytanie można znowu odpowiedzieć pytaniem: czy osoba która ma sztuczne serce, np. takie jakie jest dostępne w ofercie francuskiej firmy Carmat, czyni z nas cyborga lub transczłowieka? Z definicji wynikałoby, że pewnie tak. Czy jednak osoba która została takiemu zabiegowi poddana tak o sobie myśli? Sądzę, że zazwyczaj nie. Wielu z naukowców z którymi pracujemy nie słyszało nigdy pojęcia "transhumanizm", chociaż technologie, którymi się zajmują w swojej istocie takie są. Niektórzy z nich identyfikują się z ruchem i ideami transhumanistycznymi po zagłębieniu się w temat. Są to pojęcia przydatne, ale w mojej ocenie dyskusyjne jest to, czy wejdą do naszego słownika i sposobu myślenia o sobie i czy w ogóle jest taka potrzeba.

Czy można się w tym zatracić, jest jakiś strach, że przestaniemy być ludźmi, gdy te modyfikacje pójdą za daleko?

Strach przed nowymi technologiami towarzyszył nam od dawna. Z łatwością możemy wyszukać plakaty z okresu elektryfikacji przedstawiające plątaniny kabli wysokiego napięcia jako pająki z trupimi czaszkami, czy chimery pół ludzi, pół krów przestrzegające przed skutkami pierwszych szczepień. Dzisiaj widzimy ogromny sprzeciw wobec technologii genetycznej modyfikacji pożywienia, chociaż prowadzone od lat badania wskazują na bezpieczeństwo tych technologii, a nawet na ich przewagę nad tradycyjnymi metodami modyfikacji przez selektywną uprawę, krzyżowanie i bombardowanie promieniowaniem, które dały nam przecież wszystkie pokarmy zapełniające nasze stoły. Jeśli chodzi o medycynę, to nawet bardzo zachowawcza Unia Europejska dopuściła już lata temu kilka terapii genowych, które są, de facto, modyfikacją genetyczną człowieka. Romantyzujące przeszłość ruchy luddystyczne nie narodziły się wczoraj, a tragedie przez nie przewidywane do dziś się nie ziściły. Zaszła na pewno jakaś zmiana paradygmatu. Być może dużo głębsze zmiany człowieka, czy to genetyczne, czy technologiczne w przyszłości sprawią, że z naszej perspektywy zostanie przekroczona granica tego, co znaczy być człowiekiem. Jednak z punktu widzenia tego "człowieka przyszłości" do takiego przekroczenia może nie dojść.

Czy jednak nie chcielibyśmy być niewrażliwi na choroby, nie starzeć się, być sprawniejszymi fizycznie i intelektualnie jeśli byłoby to możliwe? A jeśli byłoby to możliwe, to czy przestalibyśmy myśleć o sobie jako o ludziach tylko dlatego, że nie chorujemy?

Czym więc w ogóle jest idea transhumanizmu?

Ciężko i niepoprawnie byłoby mówić o transhumanizmie jak o monolitycznym i jednolitym ruchu ideowym czy politycznym. W największym uproszczeniu można powiedzieć, że jest to koncepcja mówiąca, że człowiek taki, jaki jest teraz, jest efektem ewolucji i ciągle podlega zmianom, a zmiany generalnie są dobre, ponieważ pomagają w przystosowaniu się do okoliczności. Transhumaniści uważają, że opieszałe zmiany ewolucyjne możemy przyspieszać dzięki nowym technologiom aby przekraczać "naturalne" granice tego, co dostępne jest człowiekowi. Zazwyczaj wymienia się tu długowieczność i eradykację chorób, poprawę fizycznej i intelektualnej sprawności poprawę dobrostanu i moralności. W zakresie tego ostatniego widać wyraźnie humanistyczne korzenie transhumanizmu, który jednak promuje dużo bardziej bezpośrednie metody ingerencji w człowieka i jego rozwoju.

Ludzie boją się odmienności, wciąż mamy problem z rasizmem i dyskryminacją płciową, rosną nierówności społeczne. Czy wraz z pojawieniem się transludzi, nie powstanie kolejna niebezpieczna linia podziału?

Niewątpliwie rozpowszechnienie rozmaitych "ulepszeń" ciała może poskutkować pogłębieniem nierówności społecznych. Podczas gdy w tej chwili nierówności materialne sprawiają, że lepiej sytuowani ludzie otrzymują lepsze wykształcenie, czy opiekę medyczną, możemy sobie wyobrazić scenariusz w którym ludzie poddani modyfikacjom genetycznym przewyższą pozostałych pod względem inteligencji i sprawności fizycznej, będą żyć dłużej i zdrowiej. Już w 2018 roku świat obiegła informacja o efekcie pracy chińskiego naukowca He Jiankui, gdy narodziło się dwoje modyfikowanych genetycznie dzieci. Zarówno WHO jak i rząd chiński oficjalnie potępiły te działania i wystosowały memorandum zabraniające genetycznej modyfikacji zarodków, ale wydaje się, że tylko kwestią czasu jest kiedy temat znów trafi na pierwsze strony gazet, a my dowiemy się, że podobne badania odbywały się w innych ośrodkach na świecie. Analogicznie, rozwój interfejsów komputer-mózg typu Neuralink, czy innych technologii w "mechaniczny" sposób ulepszających ludzkie ciało, może w znaczący sposób wpłynąć na możliwości i konkurencyjność używających ich osób i napędzać nierówności. Nawet jeśli założymy pozytywny scenariusz i takie technologie byłyby równo dostępne dla wszystkich to postawimy przed trudnym wyborem osoby, które nie chcą się poddawać zmianom, w efekcie czego będą na przegranej rynkowo, i życiowo, pozycji. 

Zobacz wideo "Westworld" - zwiastun 3 sezonu. Wojna ludzi i robotów w prawdziwym świecie

Wspomniałeś o Neuralink, technologii Elona Muska. Czy to rzeczywiście obiecujący projekt?

Na pewno prezentacje Neuralink są spektakularne i medialne przez co wpływają na społeczny odbiór takich technologii. Niektórzy naukowcy zajmujący się interfejsami komputer-mózg zwracają uwagę na to, że Musk na razie nie pokazał niczego nowego, a technologie przez niego prezentowane od lat używane były w laboratoriach rozsianych po całym świecie. To, co w moim odczuciu jest obiecujące w wypadku Neuralink to to, że Musk stara się stworzyć i prezentować go jako produkt - potencjalny gamechanger podobny do smartfona, który zmieni percepcję tego, jak wchodzimy w interakcję z technologią - a nie jako technologię stricte medyczną.

Makak gra w Ponga własnymi myślamiKolejne eksperymenty Elona Muska. Szykuje rewolucję. Małpa gra w Ponga swoimi myślami

Jesteśmy na nią gotowi? Czy to nie tworzy niebezpieczeństwa zhakowania mózgu?

Biorąc pod uwagę to, że w oprogramowaniu gigantów technologii jak Google, Apple czy Microsoft ciągle znajdują się jakieś "dziury" pozwalające na dostęp niepożądanym osobom, prywatnie nie zdecydowałbym się na skorzystanie z potencjalnej oferty Neuralink, przynajmniej z jej pierwszych iteracji. Nie wolno być nam jednak samolubnym - technologia Neuralink, lub analogiczna, może pomóc milionom osób cierpiących z powodu porażeń kończynowych, chorób neurodegeneracyjnych, jak choroba Parkinsona czy innych, które dla przywrócenia normalnego funkcjonowania gotowe by były podjąć ryzyko bycia "awangardą" takich technologii.

Jakich więc regulacji potrzebujemy w tej materii? Czy one mogą nadążyć za zmianami technologicznymi?

Prawo, mimo usilnych prób przewidywania problemów przyszłości, jest "operacją na żywym organizmie" i zmiany muszą być wprowadzane tak przed powstaniem technologii, jak również po jej implementacji i zaobserwowaniu nieprzewidzianych efektów. Na pewno wraz z doskonaleniem się technologii integrujących się z naszym układem nerwowym, będziemy potrzebowali regulacji dotyczących prawa do prywatności procesów myślowych.

Już dziś kłopotliwe stają się wycelowane w nas zewsząd kamery a wystarczy żeby na nagraniu w internecie padło głośno sformułowanie "ok google" żebyśmy zorientowali się, że nasze telefony ciągle nas niemo słuchają. Chyba dla wszystkich przerażający jest scenariusz w którym podsłuchiwane są nie tylko nasze słowa i gesty, ale również myśli

W wypadku takich technologii szczególnie ważne wydają się również prawa zapewniające wieloletnie wspieranie produktu przez producenta tak, abyśmy nie zostali z analogiem 10-letniego smartfonu zakotwiczonym na stałe w naszej głowie, lub, jak to się zdarzało w wypadku medycznych implantów do głębokiej stymulacji mózgu, bez możliwości wymiany baterii ponieważ producent zakończył jej wytwarzanie. Tematyką prawa nowych technologii zajmuje się np. doktor Kamil Mamak z Uniwersytetu Jagiellońskiego i w swoich pracach porusza tematykę związaną zarówno z prawami robotów, czy augumentacji ludzi.

Bioetyka leży w zakresie twoich zainteresowań. Jak można więc ocenić eksperymenty Neuralink na zwierzętach?

Obawiam się, że badania z użyciem zwierząt są nieodłącznym elementem całej branży medycznej i farmakologicznej. Jeśli projektujemy nowe technologie i chcemy przekonać się czy zgodnie z oczekiwaniami są skuteczne i bezpieczne, to muszą być one wykonane najpierw in vitro, później in vivo na zwierzętach, aby w końcu rozpocząć ich testowanie na ludziach. Oczywiście próbuje się, tam gdzie to możliwe, przechodzić na modele informatyczne, wyhodowane w laboratorium z komórek macierzystych organoidy, czy organy na chipach. Na razie jednak w wielu wypadkach jedyną formą weryfikacji działania technologii, tak w kosmetologii, jak farmakologii i medycynie, pozostają eksperymenty ze zwierzętami. Nie oznacza to oczywiście, że nie powinniśmy próbować odchodzić od tej formy, kiedy tylko jest to możliwe, ponieważ jest ona niewątpliwie niepożądana

Neuralink dzieli się głównie informacjami, z których wynika, że chipy są bezpieczne, a w wypadku zeszłorocznego przypadku ze świniami, nawet demontowalne bez uszczerbku na zdrowiu zwierząt. Trudno jednak oczekiwać, żeby wszystkie procedury udawały się za pierwszym razem i były równie mało inwazyjne dla wszystkich zwierząt wykorzystywanych do testów. Na pewno jeśli firma zamierza wprowadzić taki produkt na rynek będzie musiała doprowadzić do sytuacji w której implant będzie równie łatwo usunąć co zamontować. Nie wiem czy Neuralink sprawdza, jaki będzie długofalowy wpływ obecności implantu na mózg, ale pewnych informacji na temat potencjalnych komplikacji dostarczają nam stosowane już od lat implanty do głębokiej stymulacji mózgu wykorzystywane w leczeniu np. choroby Parkinsona. Z upływem czasu i wchodzeniem materiałów implantu w kontakt z tkanką dochodziło niestety do znacznego obniżenia skuteczości ich działania.

***

Mateusz Łukasiak prezes Polskiego Stowarzyszenie Transhumanistycznego, absolwent Warszawskiego Uniwerystety Medycznego. Skupia się przede wszystkim na tematyce transhumanizmu, nowych technologii w służbie medycyny i zdrowia publicznego oraz interakcjach człowiek-maszyna. Fascynat idei transhumanizmu a wszczególności tematyki longevity, wolności morfologicznej i neuroenhancementu.

Więcej o: