Rosja zestrzeliła własnego satelitę, odłamki zagroziły astronautom. Szef NASA: Nie do pomyślenia

Rosjanie przeprowadzili test pocisku, którym zestrzelili swojego satelitę - według doniesień był to niedziałający już satelita szpiegowski. Obiekt rozpadł się na ponad 1000 kawałków, a astronauci z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej musieli awaryjnie schować się w kapsułach ratunkowych.
Zobacz wideo Eksperymentalny samolot naddźwiękowy X-59. Otworzy drogę do "cichych" samolotów pasażerskich?

Rosyjski test broni antysatelitarnej (ASAT) potwierdził Departament Stanu USA. Ze strony Moskwy jak na razie nie ma takiego potwierdzenia, ani nawet żadnego bezpośredniego komentarza. Celem testu mógł być stary satelita szpiegowski, Kosmos-1408 - podaje BBC, powołując się na firmę zajmującą się śledzeniem kosmicznych śmieci. LeoLabs miała wykryć dużą ilość obiektów w miejscu, w którym satelita powinien się znajdować. 

Petuniabukta, Spitsbergen. Ślady odciśnięte w podmokłej tundrze. Trudno określić, sprzed jakiego okresu pochodzą, ale są to lata.Resztki. Tu mogła się wydarzyć arktyczna gorączka surowcowa. To jej pozostałości

Rosja zestrzeliła własnego satelitę. Astronauci uciekli do kapsuł ratunkowych

Zdarzenie zmusiło siedmioro astronautów i kosmonautów przebywających na Międzynarodowej Stacji kosmicznej do założenia kombinezonów i schronienia się w kapsułach ratunkowych. Taką funkcję pełnią statki, którymi ludzie docierają do ISS i które oczekują "zaparkowane" przy stacji, gotowe do ewakuacji jej mieszkańców w razie potrzeby. Trzech przedstawicieli NASA - Raja Chari, Tom Marshburn i Kayla Barron - oraz Niemiec Matthias Maurer wysłany na orbitę przez Europejską Agencję Kosmiczną schroniło się w kapsule Crew Dragon firmy SpaceX. Dwóch Rosjan - Anton Szkaplerow i Piotr Dubrow oraz Mark Vande Hei z NASA - w Sojuzie. 

O wydarzeniach w dziedzinie technologii, ważnych dla globalnej polityki, piszemy na Gazeta.pl. 

Po południu w poniedziałek rosyjska agencja kosmiczna, Roskosmos, opublikowała krótki komunikat na Twitterze. "Załoga Stacji Kosmicznej rutynowo wykonuje operacje zgodnie z programem lotu. Orbita obiektu, która zmusiła dziś załogę do przeniesienia się na statek kosmiczny zgodnie ze standardowymi procedurami, oddaliła się od orbity ISS. Stacja znajduje się w zielonej strefie" - napisano, nie dodając, o jaki obiekt chodzi. 

USA oburzone. Szef NASA pisze o "nieodpowiedzialnym i destabilizującym działaniu" 

Nieco później odbyła się konferencja rzecznika amerykańskiego departamentu stanu. "Dzisiaj Federacja Rosyjska lekkomyślnie przeprowadziła destrukcyjny test satelitarny antysatelitarnej rakiety wznoszącej przeciw jednemu z własnych satelitów. Jak dotąd test wygenerował ponad 1500 kawałków możliwych do namierzenia szczątków orbitalnych i setki tysięcy kawałków mniejszych szczątków orbitalnych, które teraz zagrażają interesom wszystkich narodów" - odczytał komunikat Ned Price. 

Później, odpowiadając na pytania dziennikarzy, powiedział, że Stany Zjednoczone nie będą tolerować tego rodzaju działalności. 

Szef NASA napisał, że jest "oburzony tym nieodpowiedzialnym i destabilizującym działaniem". "Odłamki wygenerowane przez niebezpieczny rosyjski test ASAT sprawił, że astronauci i kosmonauci na ISS dla bezpieczeństwa przeprowadzili procedury awaryjne. To nie do pomyślenia, by Rosja spowodowała zagrożenie nie tylko dla międzynarodowych partnerów, astronautów na ISS, ale także własnych kosmonautów" - stwierdził w oświadczeniu. 

Według niego, ryzyko dla astronautów jest teraz cztery razy większe niż zazwyczaj - i to tylko, gdy weźmie się pod uwagę większe pozostałości po rozbitym satelicie. Tymczasem także te mniejsze, niewykrywalne, także mogą spowodować poważne zniszczenia, jeśli "uderzą w odpowiednie miejsce" - powiedział Nelson agencji Associated Press. 

Międzynarodowa Stacja Kosmiczna, orbituje około 400 kilometrów nad Ziemią. Przechodzi przez chmurę odłamków lub obok niej co 90 minut. Załoga ISS schowała się w kapsułach tylko na dwa takie przejścia. NASA będzie monitorować sytuację. 

Wizualizacja programu ArtemisPolski akcent nie Księżycu w niedalekiej przyszłości. Trwają rozmowy z NASA

Amerykańskie władze oraz przedstawiciele armii podkreślają, że zagrożenie, jakie spowodował test Rosji, będzie odczuwalne nawet przez lata. Zderzenia poruszających się na orbicie odłamków mogą spowodować reakcję łańcuchową i zagrozić satelitom, w tym militarnym, różnych państw. Wymagać to będzie dokładnego monitoringu i przeprowadzania manewrów unikających. Tego typu testy są rzadkie, ale zawsze budzą duże emocje. W ubiegłym roku Rosja miała przeprowadzić ich trzy. 

Więcej o: