Jedną z przewag iOS nad Androidem jest genialna wręcz optymalizacja systemu. To właśnie dlatego iPhone'y mogą mieć znacznie mniej pamięci RAM i mniejsze baterie niż konkurencyjne modele smartfonów innych producentów. Google znalazło jednak rozwiązanie, które pomoże nieco tę różnicę zniwelować.
Mishaal Rahman, ekspert specjalizujący się w Androidzie odkrył w najnowszej wersji tego systemu ciekawą funkcję, którą Google nigdy się nie chwaliło. Okazuje się, że Android 14 może co jakiś czas skanować partycje systemowe i - jeśli wykryje aplikację zużywające znaczne zasoby w tle - może ją wyłączyć. Przynajmniej do czasu ręcznego otwarcia jej przez użytkownika.
Funkcja ma przede wszystkim skrócić do minimum działanie programów typu bloatware, czyli źle zoptymalizowanych i zbyt zasobożernych w stosunku do swoich możliwości. Korzyścią są oczywiste. Wyłączając zasobożerne aplikacje, Android zmniejszy zapotrzebowanie na moc obliczeniową oraz zwolni miejsce w pamięci RAM, co w efekcie przełoży się przede wszystkim na niższe zużycie energii i dłuższe działanie telefonu na jednym ładowaniu.
Oczywiście funkcja zawiera listę wyjątków, czyli aplikacji, których aktywność nie będzie wstrzymywana, nawet gdy użytkownik nie korzysta z nich w danym momencie. Chodzi bowiem o programy, które wymagają aktywności w tle do prawidłowego działania (np. klient pocztowy lub komunikator). Na liście znajduje się wstępnie kilka podstawowych aplikacji preinstalowanych, a kolejne będą mogły być dodawane przez producentów telefonów.
Nowa funkcja zaszyta została bowiem w kodzie systemu i obecna jest już na etapie Android Open Source Project, czyli w otwartej wersji Androida, którą producenci smartfonów mogą następnie modyfikować (np. poprzez dodawanie własnych aplikacji i nakładki systemowej oraz zmianę niektórych ustawień). Jak tłumaczy Rahman, to właśnie od poszczególnych producentów będzie zależało zatem, czy dany telefon dostanie nowość od Google, czy nie. O tym jak jest w rzeczywistości, przeciętny użytkownik zapewne nawet się nie dowie.