Znalazł iPhone'a przy drodze. Smartfon wypadł z samolotu, przeleciał 5 km i wygląda jak nowy

W Portland w Oregonie znaleziono iPhone'a, który wpadł z samolotu. Smartfon przeleciał niemal pięć km i - jak twierdzi znalazca - nie ma nawet ryski. Nie jest to jednak zasługa wyjątkowej pancerności smartfona Apple, a praw fizyki. I odrobiny szczęścia.
iPhone. który wypadł z samolotu Alaska Airlines
fot. tło - Sean Bates via REUTERS / zdjęcie telefonu Seanathan Bates (X - twitter.com/SeanSafyre)

Seanathan Bates podczas spaceru po Portland znalazł zgubionego iPhone'a. Nie byłoby w tym nic niespodziewanego, gdyby nie fakt, że po kliknięciu przycisku zasilania na ekranie urządzenia ukazało się potwierdzenie zapłaty za nadanie bagażu na trasie ASA1282 z Portland do kalifornijskiego Ontario w linii Alaska Airlines, a sam smartfon był w trybie samolotowym.

Zobacz wideo Znaleźliście pod choinką nowy smartfon? Pięć darmowych aplikacji na dobry początek [TOPtech]

Smartfon przeleciał 5 km i wylądował w krzakach. Wygląda jak nowy

Amerykanin domyślił się, że ma do czynienia z przedmiotem, który wypadł z Boeinga 737 Max 9 Alaska Airlines, o którym w ostatnich dniach było wyjątkowo głośno w mediach na całym świecie. Od kadłuba maszyny niedługo po starcie z Portland odpadły drzwi awaryjne, przez co samolot musiał lądować awaryjnie na lotnisku, z którego startował. Nikt nie ucierpiał, bo pasażerowie wciąż byli przypięci pasami bezpieczeństwa, ale część przedmiotów znajdujących się w samolocie została wyssana na zewnątrz.

Znalazca iPhone'a na szczęście nie przywłaszczył sobie telefonu, ale skontaktował się z amerykańską Narodową Radą Bezpieczeństwa Transportu (NTSB), która potwierdziła, że faktycznie jest to jeden z przedmiotów, który wypadł z felernego samolotu. Jak przekazano samemu znalazcy, jest to zresztą już drugi smartfon, który wypadł z uszkodzonego boeinga linii Alaska Airlines i został znaleziony po awaryjnym lądowaniu.

Znalazłem iPhone'a na poboczu drogi... wciąż w trybie samolotowym, z połową baterii i otwartym potwierdzeniem nadania bagażu Alaska Airlines ASA1282. Doskonale przetrwał upadek z wysokości 16 000 stóp! Kiedy zadzwoniłem, Zoe z NTSB powiedziała, że to już DRUGI telefon, jaki udało się znaleźć. Wciąż nie ma jeszcze drzwi

- napisał w poniedziałek Bates na swoim kanale na portalu X. Wspomniane przez niego drzwi jeszcze tego samego dnia znalazł w swoim ogrodzie nauczyciel z Portland.

Seanathan Bates opisuje, że zauważył iPhone'a na trawie w pobliżu krzaków, tuż obok asfaltowej drogi. To, co zdziwiło znalazcę to fakt, że urządzenie przetrwało upadek z wysokości ok. 16 tys. stóp (ok. 4,8 km) niemal bez szwanku. Jak stwierdził, znalazł iPhone'a czystego i bez zarysowań. Jedynie w gnieździe ładowania wciąż tkwił fragment kabla. W momencie wypadnięcia z samolotu smartfon najpewniej był ładowany, a ogromna siła, która nań zadziałała, urwała kabel, pozostawiając wtyczkę w gnieździe telefonu.

Jak iPhone mógł przetrwać upadek z 5 km? To nie zasługa Apple'a, a fizyki

Oczywiście żaden smartfon nie jest przystosowany do przetrwania upadku z 5 km, a niemal idealny stan tego egzemplarza to zasługa po części zbiegu okoliczności, a po części praw fizyki. Jak stwierdził w rozmowie z "The Washington Post" Duncan Watts, naukowiec z Instytutu Astrofizyki Teoretycznej na Uniwersytecie w Oslo, spadający z ogromnej wysokości iPhone wcale nie rozpędza się do ekstremalnej prędkości z powodu znacznego oporu powietrza. Każde ciało spadające swobodnie prędzej lub później osiąga tzw. prędkość graniczną, czyli maksymalną prędkość, do jakiej pozwala mu rozpędzić się opór powietrza.

Teoretyczna prędkość graniczna smartfona to ok. 100 mil na godzinę (160 km/h), ale jedynie w sytuacji, gdy skierowany jest on stale ekranem prostopadle do powierzchni Ziemi (krawędzią w dół). Telefon ułożony płasko ekranem (lub pleckami) w dół może z kolei osiągnąć ledwie 30 mil na godzinę (48 km/h). Spadający iPhone zapewne szybko się obracał, dlatego naukowiec szacuje, że mógł rozpędzić się najwyżej do ok. 50 mil na godzinę (80 km/h). Dla porównania wypadający z kieszeni iPhone osiąga w momencie uderzenia w podłoże ok. 10 mil na godzinę (16 km/h).

Drugi czynnik to zbieg okoliczności. Smartfon spadł na krzaki, które zapewne znacznie ograniczyły prędkość urządzenia. Następnie uderzył w mokrą, miękką trawę, która dodatkowo zamortyzowała upadek. Gdyby iPhone spadł na oddaloną o 2-3 metry drogę, zapewne nie zostałby znaleziony w jednym kawałku. "The Washington Post" przypomina, że w czerwcu 2023 roku użytkownik TikToka Hatton Smith opublikował film ze swojego skoku spadochronowego, w trakcie którego zgubił telefon. Urządzenie przeleciało swobodnie prawie 4,3 km, a upadek na bagnisty teren przetrwało bez szwanku.

Więcej o: