Rolnicy z terenów przygranicznych mają się skarżyć, że wojsko zakłócając sygnał GPS, paraliżuje ich pracę. Jeden z rolników tłumaczy, że jest obecnie "w najbardziej gorącym okresie pracy w polu" i pracuje w dzień i w nocy. A w praktyce wygląda to tak, że wyjeżdża w pole po zmroku "i nagle wszystko wysiada. Zasięg pada, sprzęt odmawia współpracy" - mówi w rozmowie z wyborczą.biz i dodaje, że taka sytuacja zdarza się codziennie.
Inny z rolników, znany z działalności w stowarzyszeniu "Oszukana wieś", tłumaczy, że obecnie rolnictwo opiera się na technologii. Każdy opryskiwacz, kombajn, siewnik czy nawet rozrzutnik do obornika wykorzystuje pozycjonowanie GPS. - Opcja satelitarna jest kluczowa w rolnictwie precyzyjnym. Jak są zakłócenia GPS, to praca staje, jest sparaliżowana - mówi rolnik. Oprócz niego na problemy z GPS skarżą się także rolnicy m.in. w całym powiecie zamojskim, na obszarze wokół Hrubieszowa. Rolnicy podejrzewają, że za zakłócanie sygnału GPS odpowiedzialne są bazy wojskowe Wojska Polskiego zlokalizowane na terenach przygranicznych z Ukrainą.
Jamming, czyli zakłócanie GPS skierowane jest przede wszystkim w sygnały emitowane z wrogich radarów, aby zmylić ich działanie. Wyborcza.biz podkreśla, że "to działania naszych służb, które nasiliły się niedawno, ale zaczęły już wiosną tego roku". Biuro Bezpieczeństwa Narodowego nie odniosło się do pytań o jamming przy granicy. Na początku maja informowaliśmy, że linie lotnicze Finnair zawiesiły loty do Tartu w Estonii z powodu zakłóceń sygnału GPS. Finowie stwierdzili, że zakłócenia to prawdopodobnie "efekt uboczny" działań podejmowanych przez Rosję. Fińska agencja transportowa Traficom zauważyła, że ingerencje w sygnał GPS nasiliły się, gdy w styczniu tego roku doszło do pierwszych ataków ukraińskich dronów na rosyjską infrastrukturę energetyczną. Przypomnijmy, że z informacji przekazanych przez rząd Wielkiej Brytanii, Rosja miała 13 marca zakłócić sygnał GPS, gdy brytyjski minister obrony wracał do kraju z wizyty w Polsce.