Barry "Butch" Wilmore i Sunita Williams polecieli w kosmos na pokładzie Boeinga Starlinera 5 czerwca. Mieli spędzić na orbicie, zadokowani przy Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS), osiem dni. Krótka wycieczka, ale w tym przypadku nie chodziło o "pełną" zmianę na ISS, tylko o misję testową, która miała sprawdzić sam pojazd. To był pierwszy taki załogowy lot Starlinerem, który miał przetestować. Tymczasem astronauci wciąż, po ponad 60 dniach, znajdują się w kosmosie. Co gorsza, nie wiadomo, kiedy będą mogli wrócić. Starliner dotykają awarie i obecnie nie jest wystarczająco bezpieczny, by dostarczyć Barry'ego i Sunitę na Ziemię (kapsuła jest widoczna na głównym zdjęciu do tego artykułu).
Astronauci utknęli w kosmosie, NASA szuka rozwiązania
Problemy ze Starlinerem pojawiły się w zasadzie niemal od razu, przy podchodzeniu statku do ISS. Najpierw były to wycieki helu w układzie napędowym. Wyłączyły się niektóre silniki. Ostatecznie udało się "zaparkować" przy stacji, ale z oddokowania już zrezygnowano z powodów bezpieczeństwa. Na razie NASA nie wie, co zrobić - tak w każdym razie wynika z tego, co przekazano na środowej konferencji prasowej - nie podjęte zostały żadne ostateczne decyzje. Taki stan może potrwać jeszcze przynajmniej tydzień.
Astronauci mogą wrócić dopiero w lutym. Jedną z rozważanych opcji jest współpraca z firmą SpaceX, która po 24 września (!!!) wyśle swój statek Crew Dragon (zresztą właśnie opóźniono ten start o miesiąc). Gdyby SpaceX zgodził się zmniejszyć wielkość swojej załogi do dwóch osób, Wilmore i Williams mogliby z nimi wrócić na Ziemię na koniec ich misji. Tyle że ten powrót planowany jest dopiero na luty przyszłego roku. Wtedy spędziliby w kosmosie osiem miesięcy zamiast planowanych ośmiu dni. Zapasy i dodatkowe ubrania zostały im wysłane. Starliner wróciłby na Ziemię bez załogi, sterowany przez komputer. Ale wciąż jest niewykluczone, że uda się zwalczyć problemy statku na tyle, że załogowy lot nim zostanie uznany za bezpieczny dla astronautów. Do tego Starliner zadokował w miejscu, do którego będzie musiał podłączyć się Crew Dragon w październiku - do tego czasu będzie musiał zwolnić ten port dokowania.
Boeing Starliner to statek kosmiczny, który w części można wielokrotnie stosować. To założenie podobne do tego, jakie przyjął Elon Musk w swojej firmie SpaceX. Wielokrotne wykorzystywanie np. rakiet pozwoliło znacznie obniżyć koszty lotów w kosmos i zapewne umożliwiło powrót do bardziej intensywnych planów dotyczących odkrywania i oswajania przestrzeni kosmicznej. Budowę Starlinera NASA zakontraktowała z Boeingiem. Kłopoty inżynieryjne pojawiały się od początku. Od 2016 roku projekt kosztował Boeinga już 1,6 miliarda dolarów. Nowe problemy z kapsułą to uderzenie w przynajmniej wizerunek Boeinga, który chce rywalizować z firmą Muska o kawałek kosmicznego tortu.
Zobacz więcej: rozmowę ze Sławoszem Uznańskim, Polakiem, który trenuje już przed lotem w kosmos.